Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogórze Dynowskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogórze Dynowskie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lipca 2026

Zamkowy Las w Czudcu – jaki był przed blisko wiekiem


W Archiwum Państwowym w Przemyślu zgromadzono sporo zbiór planów urządzenia lasu majątków leśnych z Podkarpacia z okresu międzywojennego. Niedawno miałem okazję obejrzeć kilka z nich, ze starannie wykonanymi odręcznymi mapami i opisami taksacyjnymi w formie maszynopisów. Moją uwagę zwrócił "Plan gospodarczy dla obrębu Czudec na okres 1939/1940-48/49 własności Adama Uznańskiego" autorstwa  inż. Antoniego Ilgnera z Rzeszowa.

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Gwoźnickie kapliczki

Obecny wygląd kapliczki w otoczeniu starych modrzewi w Gwoźnicy Dolnej 
Wędrując po Pogórzu dostrzegamy, że przyrodniczo-kulturowy krajobraz utkany z osad, pól, przylasków i lasów, zdobny jest licznymi perełkami małej architektury sakralnej. Spotykane w miejscach oczywistych, ale też niespodziewanych, kapliczki "na krzyżówkach", krzyże na pagórkach, stare pasyjki zawieszone wysoko na pniach drzew. Dla codziennych przechodniów są tylko elementem pejzażu – czymś, do czego oczy przywykły - a przecież każda z nich ma swoją historię. Czasem bardzo osobistą, czasem gromadzką, czasem tak dawną, że jej sens trzeba dziś odczytywać jak zagadkę.

sobota, 14 czerwca 2025

Błędny czy błądzący kamień w rezerwacie Mójka

Ścieżka przyrodnicza w jedlinie w rezerwacie "Mójka"

W książce Franciszka Kotuli "Po Rzeszowskim Podgórzu błądząc: reportaż historyczny" wyczytałem niegdyś: Było to w czasach hitlerowskiej okupacji. Po polskiej ziemi plątali się ludzie gorsi od diabłów, nieporównanie gorsi od biesów. Ci ostatni stali się na końcu bohaterami romantycznych opowieści, tamtych do dziś się przeklina. Biesi w porównaniu z tamtymi byli raczej aniołami. Okupacyjni diabli czasami natrafiali na „kamienie" jak przysłowiowe kosy; ale to już tylko w przenośnia. 

niedziela, 29 sierpnia 2021

Pogórskie piramidy albo kopce z KCS

Obszar występowania kurhanów kultury ceramiki sznurowej (KCS) na Podkarpaciu, obejmuje tereny od Pogórza Wielickiego, po Łomnicę na Ukrainie.  Analogiczne obiekty występują również na Zakarpaciu.
Kurhan rekonstruowany po pracach archeologicznych

wtorek, 25 maja 2021

Parasolka - grodzisko, szaniec czy park?

O wzgórzu zwanym Parasolką po raz pierwszy przeczytałem na przyjacielskim blogu "Ogarze Pogórze" klik>. Go i Rado opisywali wędrówkę na zadrzewione wzgórze, przy drodze z Dubiecka do Dynowa i w swoim niepowtarzalnym stylu zdradzili jego tajemnice. Mimo tego, że obiecałem sobie wówczas odwiedziny tego miejsca, jakoś zeszło dziewięć lat.

niedziela, 1 listopada 2020

Piramida w Międzybrodziu

Pisałem niedawno o górze Horodyszcze, gdzie według legendy miała się zapaść pod ziemię cerkiew. Według tej opowieści dzwon z zapadłej świątyni został wyrzucony na przeciwległy Sanu w Międzybrodziu, pod stromą skarpą, na której wznosi się dzisiaj cerkiew Świętej Trójcy. 

niedziela, 18 października 2020

Grodziska dwa, a nawet cztery

Widok na trepczańskie grodziska - od lewej Horodyszcze (429 m n.p.m.), w centrum Horodna (369 m n.p.m.). 
Trepcza jest chyba jedynym miejscem w Polsce, gdzie w odległości 400 metrów zobaczyć można, aż dwa grodziska, a 3 km dalej trzecie na Białej Górze nad Sanokiem. Chociaż początkiem powstania sięgają pradziejów opisane zostały po raz pierwszy stosunkowo późno bo Horodna w 1955 roku klik>, a Horodyszcze (zwane początkowo Fajką) cztery lata później klik>.

sobota, 31 sierpnia 2019

Zamieszańcy na Pogórzu

Cerkiew Opieki Matki Boskiej w Bonarówce
Wyczytałem niegdyś na ukraińskiej Wikipedii, że w Czudcu do 1920 roku mieszkali grekokatolicy klik> Ponieważ nikt o unitach w mojej macierzystej parafii nie słyszał, podążyłem nieco temat  w austriackich  źródłach statystycznych z 1900 roku, a konkretnie w Gemeindelexikon von Galizien tom 12 Gemeindelexikon der im Reichsrate vertretenen Königreiche und Länder

wtorek, 16 lipca 2019

Na Połom za Kotulą...

Kolega oglądając niedawno moje foty zapytał " Łazisz za Kotulą? " ja na to w odpowiedzi "od 30 lat" bo tak istotnie jest. W 1988 roku odbyłem pierwszą wycieczkę "za Kotulą" na Górę Chełm klik>. Potem było tego łażenia więcej. Jakoś do tej pory nie trafiłem jednak do  jednego z najbardziej niezwykłych miejsc na Pogórzu opisywanych przez "podgórskiego łązęgę" - Góry Połom nad Wolą Jasienicką. Nadszedł więc najwyższy czas ten brak uzupełnić.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Skały, skałki i konfederatka

 Ostańce różnego autoramentu nie są wybitną rzadkością na Pogórzu Karpackim, a już na pewno nie w okolicach Krosna, gdzie wśród Prządek króluje sławny Zamek Odrzykoń. Na Prządkach świat skalnych skarbów się jednak nie kończy, o czym wydana ostatnio świetna publikacja  Pomniki przyrody nieożywionej Zespołu Karpackich Parków Krajobrazowych Hanny i Romana Reszelów >klik.

sobota, 30 lipca 2016

Galicjanie czy Zaborowiacy?

Widok na Zaborów i Nową Wieś w centrum kadru rodzinny dom
„Galicyanie” powieść Stanisława Aleksandra Nowaka to z pewnością dzieło pogórskie, a jako takie na tym blogu znaleźć się powinno. Zwłaszcza, że opisany w książce Zaborów jest o rzut beretem od mego rodzinnego domu. Jest także wsią, z której wywodzi się mój ród po pługu (bo przecież nie po mieczu). Wreszcie mój zaborowski dziadek Andrzej jest rówieśnikiem ostatniego bohatera powieści R. Kończyświata.

niedziela, 29 maja 2016

Skalniak z alabastru albo ładny gips

Małżonka ma zażyczyła sobie kamieni na skalniak. Ponieważ znudziły mi się szare lokalne piaskowce nie pozostało nic innego jak rozglądnąć się za jakimś ciekawszymi skałkami. Gdzież ich szukać jak nie na skraju Pogórza Karpackiego, gdzie typowy piaskowcowy-łupkowy  flisz wzbogacają bardziej interesujące utwory wapienne idealne do budowy skalniaka. Pisałem już kiedyś o częstszych na Pogórzu wapiennych skałach węglanowych pochodzenia organicznego takich jak margle klik> i rzadszych wapieniach rafowych klik>.

sobota, 26 marca 2016

Sołonka czyli jeśli sól utraci swój smak (Mt 5, 13)

Sołonka to wioska położona na uboczu od głównych szlaków komunikacyjnych naszego województwa, stąd też przypadkiem trafić tu raczej trudno. Nazwa wsi i miejscowa tradycja wskazywały, że warzono tu niegdyś sól, jednak lokalizacja solanek do niedawna nie była znana. Po trzech wiekach odkryto stary szyb solankowy i wykreowano nowe miejsce na mapie turystycznej Podkarpacia. Zagubiona wśród przylasków i wzgórz Pogórza Dynowskiego Sołonka, dzięki aktywności lokalnych pasjonatów ze Stowarzyszenie Rozwoju Wsi Sołonka "SOLANKA" klik> stała się prawdziwą atrakcją, nazywaną żartobliwe podkarpackim Ciechocinkiem klik>

piątek, 21 lutego 2014

Góra Michałek - uroczysko, cerkwisko, kościelnisko?

Z Domaradza jedziemy na południe, jak się jedzie do Starej Wsi i Brzozowa, po prawej ręce mając wciąż szeroką dolinę wiernej Stobnicy. Ale jeszcze przed Starą Wsią leży średniowieczna wieś Blizne. Zaraz na jej początku od wspaniałej asfaltówki odrywa się boczna droga w kierunku wschodnim; pojedziemy tą trasą po nie byle jakie emocje.

niedziela, 16 lutego 2014

Pruchnik - najpiękniejszy małomiasteczkowy rynek w Galicyi

Dawna organistówka - dziś muzeum parafialne
Pruchnik, miasteczko 1800 mieszk., 800 Pol., 200 Rus. i 800 Żyd. odlegle 29 km. z Przemyśla w kierunku północno- wsch. Dojazd najlepszy z Jarosławia (19 km.) wózkiem pocztowym, który z Jarosławia odchodzi 5.30 rano i 1.30 w poł., cena jazdy 1 kor. 

niedziela, 17 czerwca 2012

Czerwony Kapturek albo wilki na Pogórzu


autor: Albert Anker
 Byłem wczoraj na występach przedszkolnych córci. Dzieciaki przedstawiały współczesną wersję Czerwonego Kapturka, gdzie zgodnie ze współczesnymi normami wilk okazał się przyjacielem babci i wcale nie zamierzał zjeść Kapturka. Cóż wilki to dziś zwierzęta objęte ochroną gatunkową, tak więc bajka jak najbardziej poprawna politycznie. A nie zawsze tak przecież bywało. Pamiętam z młodych lat opowieści dziadka Józefa:
Za Wisłokiem w tym Zamkowym Lasku tam właściwe te wilki były. Tam drwale robili drzewo w lesie. Tam były takie bidne tylko, ludzie, którzy się tylko tym trudnili. A ich kobity... Tam było pore domów za tym Wisłokiem, pore tylko domów było. Bo tam była bida, po kowołeczku, tak pomiędzy las miały domy, po pore zagonów, tam na cebulke, tam na jakieś jarzyny. Ale te kobity ładowały obiod i nosiły tym swoim mężom do lasu. No, a tu jedna kobita tak zanosiła. A potem przynosiły drzewo, gałęzie i poliły, no zima, lato.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Srebra z Dąbrówki Starzeńskiej



Niedaleko Dynowa blisko drogi na Birczę straszą ruiny rozległego niegdyś pałacu dość często zmieniającego właścicieli. Władali nim Kmitowie, Stadniccy, Czartoryscy, Ogińscy, Podolscy. Od 1789 roku zamek stał  się gniazdem rodziny Starzeńskich, którzy sprawowali tu rządy do 1947 roku, kiedy to obiekt został wysadzony w powietrze przez oddział UPA. Potomek rodu, pisarz i dziennikarz hrabia Ludwik Dębicki tak zapisał swoje wspomnienia dotyczące tego miejsca:

niedziela, 25 grudnia 2011

Bożonarodzeniowe storczyki

Zewnętrzna oprawa Świąt Bożego Narodzenia  kojarzą się nam zwykle z siankiem, choinką i jemiołą ewentualnie doniczkowymi poisencjami, zygokaktusami, cyklamenami. Dawniej w izbach na pogórzu pojawiał się jeszcze snop niewymłóconego zboża. W krajach anglosaskich popularną, chociaż dość kosztowną ozdobą mieszkań w tym okresie są niektóre gatunki tropikalnych storczyków kwitnące podczas naszej zimy. Pierwotnie nie było ich zbyt wiele, gdyż tzw. gatunki botaniczne raczej rzadko kwitną w grudniu. Stąd też intensywne poszukiwania dziewiętnastowiecznych botaników, aby odnaleźć nowe grudniowe orchidee. Zrozumiała jest także radość z odnalezienia na terenie Wenezueli w grudniu 1881 roku kwitnącej katleii Percivala Cattleya percivaliana. Na wiele lat stała się ona świątecznym kwiaciarnianym hitem.
Storczyk z liczebnego w gatunki rodzaju katleja
Dziś, gdy ogrodnicy wyhodowali wiele odmian, pierwotne gatunki straciły nieco na znaczeniu, zaś podstawowym całorocznym produktem handlowym kwiaciarni pozostaje falenopsis zwany także ćmówką.
Prawdziwą gwiazdą Bożego Narodzenia, a raczej storczykiem gwiazdy betlejemskiej jest jednak nadal madagaskarska orchidea Angraecum sesquipedale (zwana też storczykiem Darwina) odkryta w 1788 roku. 
Rycina storczyka gwiazdy betlejemskiej z zeszytu Reichenbachia. Orchids illustrated and described F. Sander (1888 -1895). Dzieło to znaleźć można w zamkowej bibliotece w Łańcucie. Źródło: http://digitalgallery.nypl.org
Jej wyjątkowo długa sięgająca nawet powyżej 40 centymetrów ostroga i ostro zakończone płatki, rozmieszczone na kształt sześcioramiennej gwiazdy, przywodzą na myśl kometę zwiastującą narodzenie Chrystusa. Ta ostroga była też obiektem fascynacji dwóch słynnych ewolucjonistów Charlesa Darwina i Alfreda Russeala Wallaca. Obaj mieli zagwozdkę: jakie bydlę może się zapylać tak niezwykły kwiat? Wymyślili ćmę o niesamowicie długiej trąbce i faktycznie mieli rację, ale dopiero w 1903 roku potwierdzono ich przypuszczenia, odnajdując podgatunek ćmy z rodziny zawisakowatych Xanthopan morganii praedicta (praedicta = przewidziana) o odpowiednio długiej trąbce.
"Prorocza" rycina ćmy zapylającej Angraecum sesquipedale autorstwa Russeala Wallaca. Źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/Xanthopan_morgani
Ten niesamowity storczyk i kilkaset innych oglądać możemy w łańcuckiej storczykarni, o którą troszczy się od kliku lat pani Danuta Pańczyk (pooglądajcie jej fotki). Dla znawców orchidei to raj na Ziemi, zaś dla zwykłych ich miłośników to po prostu feria barw i kształtów.  
Ładne pantofelki, ale moja nikła wiedza niestety nie pozwala określić co to: Phragmipedium, Paphiopedilum czy po prostu Cypripedium. Niestety tabliczki z nazwami mają tylko nieliczne gatunki.
Azjatycki Schoenorchis fragrans
Brassia Rex "Dahlenburg"
Dendrobium nobile "Spring Dream Apollon"
Phragmipedium z gigantycznymi wąsami
Japoński Neofinetia falcata zwany storczykiem samurajów, gdyż był cenionym przez tych wojowników symbolem bogactwa i szlachetności
Pochodzący z Panamy Epidendrum pseudepidendrum
Urzekająca barwą Ascocenda
Uprawa tych roślin w Łańcucie ma już ponad stuletnią tradycję, gdyż storczykowym fascynatem był również trzeci ordynat łańcucki Roman hrabia Potocki. 
Południowoamerykańska Gongora podobno jeszcze z kolekcji Potockich
Ordynat był wielkim miłośnikiem nie tylko storczyków ale także naszej rodzimej przyrody o czym świadczyć może wieloletnia prezesura Galicyjskiego Towarzystwa Leśnego (dzisiejszy PTL). Jego osoba może też być przykładem "że jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził".
Roman hrabia Potocki; źródło: http://www.zamek-lancut.pl


W książce
Zamek w Łańcucie : zwięzły opis dziejów i zbiorów – Piotrowski, Józef przeczytać możemy panegiryk:
Ordynację łańcucką objął starszy syn hr. Roman Potocki ur. w Łańcucie dnia 16. grudnia 1851, ożeniony najpierw z Izabelą Potocką, właścicielką rozległych dóbr pomorzańskich i brzeżańskich, zmarłą w Wiedniu dnia 21. marca 1883 r. pochowaną w kaplicy grobowcowej w Lancucie, następnie z Elzbietą ks. Radziwiłłowną, córką ks. Antoniego, Ordynata nieswiezkiego i Marji de Castellan wnuczki Marszałka Francji, wielkiej odnowicielki parku, ogrodów i sławnego, historycznego zamku ks. Radziwiłłów w Nieświezu. Fakt to szczególnie dla nas ważny ze względu na gruntowne odnowienie, powiększenie i obecny wygląd parku, ogrodów i zamku w Łańcucie. Hr. Roman III. Ordynat łańcucki piastował wiele wysokich urzędów i godności i odznaczał się tą samą, szeroko zakrojoną działalnością, przedsiębjorczoscią i gospodarnością, co jego wielcy przodkowie. Dla zamku zaś stworzył wraz ze swą drugą małżonką, podobnie jak ongi w wieku XVIII. ks. marszałkowie w. kor. Stan. Lubomirscy, nowy okres wszechstronnego rozwoju i świetności. Dwukrotnie niemal powiększony park przez przyłączenie i zadrzewienie od strony wschodniej dużego pola, ogrodzono w całości sztachetami żelaznemi i wysoką siatką drucianą. Obok zameczka zbudowano przy skrzyżowaniu gościńca przeworskiego z leżajskim, nawprost starej alei lipowej, wiodącej do dworca kolejowego, okazałą, główną bramę wjazdową z dwiema furtkami i dwoma wysokiemi, ozdobnemi, żelaznemi, (kratowemi) skrzydłami w stylu baroku francuskiego. W przebudowanym zameczku urządzono mieszkanie dla ogrodnika i odźwiernego. Drugą podobną bramę wzniesiono obok nowego domku odźwiernego w północno-zachodniem narożu od strony miasta. Trzy zwyczajne bramy boczne w stronie południowej łączą park przez gościniec pruchnicki z nowym, ozdobnym ogrodem urządzonym wkoło stajen zamkowych i całej grupy piętrowych budynków administracyjnych, oraz gospodarczych. Ogrodzono również sztachetami żelaznemi obszerny park tzw. angielski w stronie północnej za gościńcem przeworskim.
krytykuje hrabiego za małe zainteresowanie miastem i sprawami społeczno-państwowymi, oddaje mu jednak sprawiedliwość jeśli chodzi o dobroczynność.
Po śmierci hr. Alfreda stosunek dworu do miasta nie zmienia się na lepsze, a może nawet oziębia się. Syn Roman objąwszy zarząd ordynacji nie czyni nic, aby się zbliżyć do miasta, zapoznać z jego skromnym życiem i służyć pomocą chociażby tylko moralną, która z uwagi na wybitne stanowisko, wielkie doświadczenie i światową kulturę ordynata, mogłaby być dla miasteczka niezwykle cenną. Hr. Roman nie zdradza wielkich ambicyj politycznych, a może odstrasza go od urzędów publicznych ciężar związanych z nimi obowiązków, dość że o urzędy nie zbiega, oddając się niemal wyłącznie wielkiemu życiu światowemu, bardzo wiele podróżując, bywając i przyjmując u siebie gości ze sfer najwyższej arystokracji, a także domów panujących. tu bawiła m in. Stefania żona arcyksięcia Rudolfa, królowa hiszpańska, zamordowany później w Sarajewie arcyks. Ferdynand z żoną i inni. Mówi się powszechnie, że jest to jeden z najpiękniejszych mężczyzn Europy, co zresztą musi przyznać każdy, kto miał sposobność zapoznać się z jego postacią, od której biła męskość, niepospolita uroda i wrodzona wytworność. Pochłonięty światowym trybem życia nie zapomina jednak o osobistych interesach i kieruje znakomicie sprawami gospodarczymi swych rozległych dóbr. Jeśli chodzi o stosunek do spraw publicznych był jedynie członkiem Izby Panów i przez lat kilkanaście piastował godność marszałka powiatu łańcuckiego, której zrzekł się na jakiś czas przed wojną światową. Marszałkiem powiatu został wówczas wybrany książę Andrzej Lubomirski z Przeworska.
Powodem bardzo poważnym do oziębienia stosunków pomiędzy dworem a miastem stało się zamknięciu parku okalającego zamek dla mieszkańców miasteczka, a równocześnie zamknięcie dla komunikacji publicznej drogi łączącej gościniec rządowy z szosą prowadzącą ku Kańczudze. Doga ta wcieloną została w obszar parku zamkowego wraz z przepięknym gajem noszącym nazwę „Dębnika” Zamknięcie parku zrobiło bardzo przykre wrażenie na mieszkańcach miasta, którzy zwłaszcza w dni świąteczne używali tam wywczasów i miłej przechadzki w cieniu wspaniałych, wiekowych drzew. Praw tych miasto nigdy nie odzyskało i mimo znacznych widoków powodzenia nie wystąpiło w tym względzie na drogę prawną nie chcąc zrywać stosunków z dworem.
Rozdźwięk pomiędzy miastem a ordynacją pogłębiały jeszcze zabiegi tejże, mające na celu uchylanie się od przyłączenie do miasta niektórych budynków mieszkalnych i fabrycznych, które mieściły się nieomal w śródmieściu. Spowodowane to było chęcią uchylenia się od ciężarów podatkowych, lecz ostateczni kwestie sporne zostały rozstrzygnięte w znacznej mierze na korzyść miasta. Jeżeli mowa o stronach ujemnych wzajemnego stosunku, nie podobna także zamilczeć stron dodatnich. Ordynat niejednokrotnie czynił mniejsze i większe świadczenia na rzecz ubogich miasta i instytucji społecznych, a jednym z poważniejszych jego ustępstw było zezwolenie na przyłączenie się miasta do zamkowej arterii wodociągowej i urządzenie w mieście kilku studni publicznych. Po zgodnie hr. Romana, który umarł w Łańcucie 24 września 1915 r, obejmuje ordynację starszy syna Alfred.
Zamknięcie parku pałacowego dla publiczności musiało zaboleć społeczeństwo Łańcuta. Na usprawiedliwienie można tylko zacytować małżonkę ordynata Elżbietę z Radziwiłłów Potocką, która tak opisała pierwsze wrażenia z łańcuckiego parku: pełno Żydów i żołnierzy, którzy na ławkach z obiadem roztasowywali się i brudne papiery na ziemi zostawiali". Z pewnością Potoccy kochali swój park, ogrody i kwiaty skoro jak głosi historia, ordynat uruchomił wszelkie znajomości także z koronowanymi głowami Europy, aby uchronić pałac przed zniszczeniem przez  wojsko, a do trumny kazał sobie włożyć ukochane storczyki.


Mam nadzieję, że hrabiostwu Potockim nie przeszkadzała nasz wizyta... Nie jedliśmy obiadu na zamkowej ławce i nie rzucaliśmy papierków. A po pałacu chodziliśmy jak wszyscy z należną estymą w filcowych kapciach ;-)
Na koniec warto jeszcze przypomnieć, że prawdziwym bożonarodzeniowym storczykiem naszej strefy klimatycznej jest  północnoamerykański storczyk Aplectrum hyemale, zwany storczykiem Adama i Ewy, którzy obchodzą imieniny 24 grudnia. Storczyk ten nie kwitnie co prawda w tym okresie, ale ma wtedy zielone, pojedyncze liście, które pojawiają się w listopadzie, a zanikają w marcu. W zimie roślina gromadzi asymilaty, potrzebne do kwitnienia w okresie maja i czerwca. Zapasy są gromadzone w podwójnej, bliźniaczej bulwie i stąd pochodzi angielska nazwa (Adam and Eve). Występuje we wschodnioamerykańskich cienistych lasach z klonem cukrowym i bukiem wielkolistnym. Posiadanie liści w tej niekorzystnej  dla wegetacji roślin porze roku, ma pewien sens ekologiczny, gdyż zapewnia dostęp do światła, które w pozostałej części roku jest zabierane przez zwarty okap listowia. Podobnie zachowują się nasze wiosenne rośliny lasów liściastych, kwitnące przed rozwojem liści buków i grabów.
Liść zimowego storczyka Aplectrum hyemale. Źródło http://sercblog.si.edu/?p=351

sobota, 5 listopada 2011

Paskowana glina z Niebylca

Widok na stary kamieniołom w Niebylcu. Serdecznie dziękuję AniiR za udostępnienie zdjęcia.
Po pierwszym roku studiów zostaliśmy rozesłani przez Świętej Pamięci Profesora Wiesława Maciaszka, nie biorąc ni chleba, ani torby podróżnej, ani pieniędzy. Zbrojni jeno w przeogromny zasób wiedzy geologicznej, mieliśmy znaleźć wskazaną przez owego znamienitego Uczonego, osobliwą skałę. Nie były to niestety poszukiwania samorodków złota, żył srebra, czy chociażby pokładów gazonośnych łupków. Ot po prostu - trzeba było znaleźć charakterystyczny dla miejsca zamieszkania kawałek kamienia. 
Dla mnie przypadły iły warwowe z Niebylca. Nie wiele o nich wiedziałem. Na ćwiczeniach nie prezentowane, w dostępnej wówczas literaturze dość słabo opisane. Z tego co się doszukałem, miała to być jedyna w swoim rodzaju glina w ciemne i jasne paski. Tworzyło się coś takiego na dnie zbiorników wodnych i rzek  przy czole lodowca. W okresie zimy osady opadające na dno zbiornika zawierały sporo martwej substancji organicznej  - stąd warstwa ciemna. W lecie z kolei dominowały jaśniejsze materiały nieorganiczne. Wyposażony w takie wiadomości ruszyłem do kamieniołomu w Niebylcu i zacząłem szukać. Szukałem (o ignorancjo błoga) u podstawy (tzw. spągu) kamieniołomu. Faktycznie odnalazłem tam jakieś warstwowane osady, ale nie za bardzo glinę przypominały. Bardziej jakby mieszankę piasku z pyłem. Poza tym warstewki były cieniutkie grubości 3-5 mm, a w przypadku iłów warwowych laminy (warstwy) miały mieć grubość nawet 1-2 centymetrów. Mimo wszystko skałkę pobrałem i z mieszaniną dumy i niepewności zawiozłem do Krakowa. Profesor popatrzył, głową pokiwał i stwierdził, że owszem osady polodowcowe, ale raczej starsze niż pożądane iły warwowe. Generalnie jednak uznał zadanie za wykonane. Ja jednak dopiero u niego w pracowni zorientowałem się, że powinienem był szukać „pod wierzchem”, a nie na spodzie. Wstyd mi się zrobiło i przy najbliższej okazji znów odwiedziłem kamieniołom. Tym razem znalazłem piękne iły warwowe i z zadowoleniem zawiozłem Profesorowi.
Dzisiaj utworzono tam stanowisko dokumentacyjne, tak więc pozyskiwać iłów już nie wolno. Możemy  za to się dowiedzieć że "Geologicznie żwirownia znajduje się w wewnętrznej części płaszczowiny skolskiej na terenie tzw. depresji strzyżowskiej, wypełnionej sfałdowanymi utworami oligocenu i miocenu.
W ścianie dawnej żwirowni, o długości 80 m i wysokości ponad 20 m, odsłania się profil utworów rzeczno- i jeziorno-lodowcowych z okresu zlodowacenia Sanu przykrytych kilkumetrową pokrywą utworów lessopodobnych z okresu zlodowacenia Wisły. W spągu wyrobiska miejscami odsłaniają się piaskowce kliwskie warstw menilitowych wieku oligoceńskiego (34-23 mln lat temu). Są to beżowe, gruboławicowe piaskowce kwarcowe, spękane, pocięte uskokami i przekładane cienkimi warstwami brunatnych łupków.
Na erozyjnej powierzchni piaskowców kliwskich leży gruba seria utworów żwirowo-piaszczystych, reprezentujących osady powstałe w rzekach wypływających z czoła lądolodu.
W materiale okruchowym żwirów rozpoznajemy fragmenty skał budujących podłoże tych osadów (piaskowce, zlepieńce i łupki) oraz skały krystaliczne przyniesione przez lodowiec aż ze Skandynawii.
Nad tymi osadami leży pakiet iłów warwowych charakteryzujących się laminacją poziomą, polegającą na wielokrotnym powtarzaniu się grubszych lamin jasnych i cieńszych ciemnych. Para lamin – jasna i ciemna powstaje w okresie 1 roku: jasna w lecie, a ciemna w zimie. Różnica wynika ze zmiennej dostawy materiału okruchowego, ilości tlenu i substancji organicznej. Pakiet ten, o miąższości 2 m, powstał w jeziorze usytuowanym na przedpolu lądolodu i został zaburzony spływami synsedymentacyjnymi, czyli takimi, które zachodziły w trakcie sedymentacji. W iłach obserwujemy także liczne struktury deformacyjne: uskoki i fałdy.
” Źródło - 100 najciekawszych obiektów geoturystycznych w Polsce

Iły warwowe z Estonii, źródło fotografii: http://sarv.gi.ee/geology/photos.html