Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersze. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 marca 2022

Tęskniącym

Ах, какая была держава!
Ах, какие в ней люди были!
Как торжественно–величаво
Звуки гимна над миром плыли!

Ах, как были открыты лица,
Как наполнены светом взгляды!
Как красива была столица!
Как величественны парады!

Проходя триумфальным маршем,
Безупречно красивым строем,
Молодежь присягала старшим,
Закаленным в боях героям –

Не деляги и прохиндеи
Попадали у нас в кумиры...
Ибо в людях жила — идея!
Жажда быть в авангарде мира!

Ч то же было такого злого
В том, что мы понимали твердо,
Что "товарищ" — не просто слово,
И звучит это слово гордо?

В том, что были одним народом,
Крепко спаянным общей верой,
Что достоинства — не доходом,
А иной измеряли мерой?

В том, что пошлости на потребу
Не топили в грязи искусство?
Что мальчишек манило небо?
Что у девушек были чувства?

Ах, насколько все нынче гаже,
Хуже, ниже и даже реже:
Пусть мелодия гимна — та же,
Но порыв и идея — где же?

И всего нестерпимей горе
В невозможности примирений
Не с утратою территорий,
Но с потерею поколений!

Как ни пыжатся эти рожи,
Разве место при них надежде?
Ах, как все это непохоже
На страну, что мы знали прежде!

Что была молода, крылата,
Силы множила год за годом,
Где народ уважал солдата
И гордился солдат народом.

Ту, где светлыми были дали,
Ту, где были чисты просторы...
А какое кино снимали
Наши лучшие режиссеры!

А какие звенели песни!
Как от них расправлялись плечи!
Как под них мы шагали вместе
Ранним утром заре навстречу!

Эти песни — о главном в жизни:
О свободе, мечте, полете,
О любви к дорогой отчизне,
О труде, что всегда в почете,

И о девушках, что цветами
Расцветают под солнцем мая,
И о ждущей нас дома маме,
И о с детства знакомом крае,

И о чести, и об отваге,
И о верном, надежном друге...
И алели над нами флаги
С черной свастикой в белом круге.

Och, cóż to za kraj był dumny!
Ach, co za naród wspaniały!
Jak uroczysty, dostojny,
Hymn jego grzmiał nad nami!

Ach jak szczerze gorzały lica,
Rozświetlone jutrzenką zgody,
Jaka piękna była stolica!
I jakie tłumne pochody!

Bohaterom w bitwach hartownym,
Pod trybuną triumfalnym marszem,
W szyku równym i nienagannym
Młodzi hołd oddawali starszym.

Celebryci, oszukańcy i lenie,
Nie mieli wówczas poklasku.
Cały naród wiodło pragnienie,
Aby żyć w awangardzie blasku!

I czy była to wielka zmaza,
W tym, że wierzyliśmy twardo,
Że "towarzysz" – to nie pusta fraza,
Ale dźwięczy to słowo prawdą.

Tak, byliśmy jednym narodem,
Mocno spojonym wiarą,
Że godności nie dochodem,
Ale lepszą się mierzy miarą.

A skądże się wzięła potrzeba,
Sztukę nurzać w wulgarnym błocie,
Zamiast chłopców wabić do nieba,
A w dziewczętach budzić uczucie?

Wszystko teraz nijaka parodia:
Mniejsze, gorsze, a nawet niższe.
Chociaż hymnu ta sama melodia,
Lecz istota, idee – gdzież że?

Tu trzeba trąbić larum!
Płakać bez utulenia.
Nie nad utratą terytorium,
Ale nad zgubą pokolenia

Puste dziś wkoło twarze,
Gdzież na nadzieję miejsce?
Jakie obce, odmienne jakże,
Od tych swojskich, znajomych wcześniej!

Człek swe życie ojczyźnie zawierzał,
Siły swoje mnożył za młodu.
Wtedy naród szanował żołnierza,
A i żołnierz był dumny z narodu.

Tu gdzie były świetliste dale,
Tu gdzie czyste były przestrzenie,
Filmy wtedy kręcili wspaniałe,
W życiu było tak jak na scenie.

Jakie wtedy dzwoniły pieśni!
Prostowały plecy i myśli!
W ich melodii rankowi rówieśni,
Na spotkanie świtu szliśmy!

A te pieśni - najważniejsze w życiu:
O marzeniach, wolności ludu,
O miłości drogiej ojczyzny,
O szacunku dla pracy i trudu.

O dziewczętach, które jak kwiatki,
Wyrastają pod słońcem maja,
O tęsknocie kochanej matki,
Co na progu czeka tam sama.

O honorze, wierności, odwadze,
I o armii - braterstwa szkole,
O wznoszonej wysoko fladze,
Ze swastyką na białym kole.

Oryginał wiersza "Państwo - tęskniącym" autorstwa Jurija Leonidowicza Niestierienko - rosyjskiego pisarza, poety i publicysty  oraz działacza opozycji rosyjskiej. Więcej o jego poglądach na Russia: The Beast, not the Beauty, poniżej fragment:
Cały naród stracił moc logicznego rozumowania. Rosjanie (czyli przede wszystkim etniczni Rosjanie, a nie tylko obywatele Rosji) szczerze i bez wątpliwości wierzą w informacje, które wydają się wzajemnie wykluczać (i nie jest to przesada - autor spotkał się i rozmawiał z osobami o takich przekonaniach):
Rosja broniła praw konstytucyjnych w Czeczenii, ale Gruzja agresywnie zaatakowała Osetię (często bez rozróżnienia Osetii Południowej i Północnej).
„Czarni” z regionu Kaukazu (tak ich określają Rosjanie) są potomkami zła, ale w żadnym wypadku nie wolno pozwolić na oddzielenie ich autonomicznej republiki od Federacji Rosyjskiej (Rosja powinna nawet zaanektować inne regiony Kaukazu).
Wierzą w komunizm wymyślony przez Karola Marksa (Żyda) i głoszą internacjonalizm jedną z jego głównych zasad przewodnich, ale Żydzi są „korzeniem wszelkiego zła na świecie”.
Władze nigdy nie represjonowały obywateli Związku Radzieckiego (a Armia Czerwona nigdy nie dokonywała masowych gwałtów i grabieży w Europie Wschodniej i Niemczech), ale ofiary tych okrucieństw dostały to, na co zasłużyły.
Kiedy wojska hitlerowskie wkroczyły do ​​Polski i krajów bałtyckich, była to inwazja i okupacja. Kiedy Rosja zrobiła to samo, było to wyzwolenie.
Sprawiedliwa i pokojowa Rosja nigdy nie zaatakowała innego narodu, ale w „samoobronie” zdołała rozszerzyć swoje terytorium bardziej niż jakikolwiek inny kraj na świecie.
Sprawiedliwa i pokojowa Rosja nigdy nie zaatakowała innego narodu, jednak cały świat nienawidzi Rosji i się jej boi (i świat rzeczywiście będzie się ich bał).
Każdy urzędnik to drań, złodziej i łapówkarz, ale państwo jest rzeczą świętą, którą trzeba czcić i za którą chętnie poświęcamy swoje życie.
Do tej listy warto dodać świeże rosyjskie kurioza:
Denazyfikację Ukrainy, zarządzanej przez ukraińskiego Żyda. 
i to że "Rosja nie zamierza okupować Ukrainy, ani atakować cywilów"


środa, 24 grudnia 2014

Z psalmu 121


Z życzeniami świątecznymi składam podziękowanie wszystkim, którzy w tym roku odwiedzali mnie na blogu. W szczególności :
Panu Arturowi  Z. za twórcze i inspirujące dyskusje,
Zofijannie za jej energię i przykład pozytywnego myślenia,
Marii z Pogórza za możliwość spojrzenia na Pogórze przez jej okienko i za miodek, którym właśnie kuruję zbolałe gardło

sobota, 14 czerwca 2014

Obrazek

Dziś odnalazłem szukając w pamięci
Złotą drobinę, okruch zakurzony
Kawałek rzeki zielonej od Słońca,
Mały wodospad huczący przy młynie.

Srebrne topole wysoko nad głową
Drżącymi liśćmi śpiewają pieśń cichą,
Rybki słoneczne wciąż tańczą po wodzie
A w krzaku wierzby śpi zmęczone licho.
Stare, pożółkłe slajdy na filmach marki ORWO budzą ciepłe wspomnienia. Nostalgia za czasem, który przepadł w otchłani. Nie wiem czego najbardziej żal: dziecięcej beztroski czy marzeń rozległych poza horyzont? A może po prostu: "ciepła matczynych rąk" i "szorstkiej miłości ojca". Wczoraj były imieniny taty Antoniego. To już 5 lat jak umarł, chociaż takiego jak ten na zdjęciu zapracowanego i zakochanego w ziemi choroba zabrała nam 10 lat wcześniej. Requiescat in pace.

sobota, 19 kwietnia 2014

Wielka Sobota

 Już skowronek rozdzwonił pole
oziminy zielona odpowiedź
A na miedzy zmartwychwstanka tarka
dziś ubrała się w białą sukienkę
Brzoza w swojej zielonej zwiewności
włosy sokiem rozpuszcza nabrzmiałe
A szpak jej nieśmiało wtóruje
o zakazie na wpół pamiętając
Wszak trzy dni, dziś jeszcze psyt!

I tylko jaskółka sama
cicho płacze w stajni nad żłobem
Przecież jedna wiosny nie uczyni
Nie płacz!
Jutro Pan zmartwychwstanie

czwartek, 27 lutego 2014

Requiem dla Grzesia

Odszedłeś w porze powrotu
A może wróciłeś w drzwi
Które dopiero co otwarłeś
A może przebiegłeś zbyt szybko
Do tych wrót następnych
Zbyt szybko dla nas
Zbyt szybko dla siebie ?
Tęsknota
Do miejsc znajomych
Do chwil nieprzeżytych
Będziesz trwał w zachwycie, czy powrócisz
Podmuchem wiatru marszczącym rzekę
W ciszy letniego popołudnia

niedziela, 22 grudnia 2013

***


Twórca tak wielki z miłości do dzieła
Dziełem się staje by je uratować
Z miłości ogranicza własną wszechobecność
Z miłości wszechmocny bezsilnym się staje
Z miłości tak wielkiej, że każdemu inaczej
Ta tajemnica się jawi
Białym opłatkiem w pomarszczonych palcach
Gwiazdą na ciemnym nieboskłonie
Uśmiechem matki w wieczór wigilijny
Płomykiem świecy grzejącym serca
Zapachem jodły w świąteczny poranek
Drobnym ukłuciem wyschłego sumienia

sobota, 9 listopada 2013

Przez okno



Mokry krajobraz do szyby się przylepił,
Jak liść brzozowy pożółkły od chłodu 
A w domu ciepło, dymi herbata, 
Aż szyba zaparowała zielonkawo,
Więc okno pokazuje romantyczny widok 
Drzewa rozczochrane i uduchowione,
Trawa jak rzeka rozfalowana,
Mały ogródek jak przedziwna wyspa,
A zmokła kura, jak rajski ptak 
I nawet nie widać błota na podwórku.

niedziela, 8 września 2013

Dwa testamenty

Testament mój
Juliusz Słowacki

Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami,
Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny,
Dziś was rzucam i dalej idę w cień - z duchami
A jak gdyby tu szczęście było - idę smętny.

Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica
Ani dla mojej lutni - ani dla imienia; -
Imię moje tak przeszło jako błyskawica
I będzie jak dźwięk pusty trwać przez pokolenia.

Lecz wy, coście mnie znali, w podaniach przekażcie,
Żem dla ojczyzny sterał moje lata młode;
A póki okręt walczył - siedziałem na maszcie,
A gdy tonął - z okrętem poszedłem pod wodę...

Ale kiedyś - o smętnych losach zadumany
Mojej biednej ojczyzny - przyzna, kto szlachetny,
Że płaszcz na moim duchu był nie wyżebrany,
Lecz świetnościami dawnych moich przodków świetny.

Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą
I biedne moje serce spalą w aloesie,
I tej, która mi dała to serce, oddadzą -
Tak się matkom wypłaca świat - gdy proch odniesie...

Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb - oraz własną biedę;
Jeżeli będę duchem - to się im pokaże,
Jeśli mię Bóg uwolni od męki - nie przyjdę...

Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba - na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!...

Co do mnie - ja zostawiam maleńką tu drużbę
Tych, co mogli pokochać serce moje dumne;
Znać, że srogą spełniłem, twardą bożą służbę
I zgodziłem się mieć tu - niepłakaną trumnę.

Kto drugi tak bez świata oklasków się zgodzi
Iść... taką obojętność, jak ja, mieć dla świata?
Być sternikiem duchami napełnionej łodzi,
I tak cicho odlecieć - jak duch, gdy odlata?

Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
Co mnie żywemu na nic... tylko czoło zdobi;
Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
Aż was, zjadacze chleba - w aniołów przerobi.

Juliusz Słowacki herbu Leliwa (ur. 4 września 1809 w Krzemieńcu, zm. 3 kwietnia 1849 w Paryżu). Romantyczny poeta zaliczony do grona trzech narodowych wieszczów, zmarł na gruźlicę w wieku 40 lat.



*** 
(Non omnis moriar...)
Zuzanna Ginczanka

Non omnis moriar - moje dumne włości,
Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych,
Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie.


Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica,
Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera,
Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla,
Donosicielko chyża, matko folksdojczera.


Twoje, niech twoim służą, bo po cóż by obcym,
Bliscy moi - nie lutnia to, nie puste imię.
Pamiętam o was, wyście, kiedy szli szupowcy,
Też pamiętali o mnie. Przypomnieli i mnie.


Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo:
Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze
Niechaj piją noc całą, a o świcie brzasku


Niech zaczną szukać cennych kamieni i złota
W kanapach, materacach, kołdrach i dywanach.
O, jak się będzie palić w ręku im robota,
Kłęby włosia końskiego i morskiego siana,


Chmury rozprutych poduszek i obłoki pierzyn
Do rąk im przylgną, w skrzydła zmienią ręce obie;
To krew moja pakuły z puchem zlepi świeżym
I uskrzydlonych nagle w aniołów przemieni.

Zuzanna Ginczanka (właściwie Sara Polina Gincburg) (ur. 9 marca 1917 w Kijowie, zm. 1944 w Płaszowie). Zapoznana poetka okresu międzywojennego pochodząca z rodziny żydowskich kupców, emigrantów z Rosji. Samodzielnie nauczyła się języka polskiego, gdyż w rodzinie mówiło się po rosyjsku. Dzieciństwo spędziła w Równem na Wołyniu. Na początku drugiej wojny wojny światowej Zuzanna ukrywała się we Lwowie. Na skutek donosu Zofii Chominowej gospodyni kamienicy, zagrożona aresztowaniem, uciekła do Krakowa. Przez donos sąsiadów schwytana i rozstrzelana na  w wieku 27 lat.


Jak już kiedyś pisałem istnieją czasy i sytuacje, kiedy nie można pozostać "po prostu" porządnym człowiekiem. Można wybrać jedynie między bohaterem i niegodziwcem.
Dumny jestem, że w naszym narodzie znalazło się ponad 6 tys. "Sprawiedliwych wśród Narodów Świata". Muszę też ze wstydem pamiętać, że byli też tacy jak Zofia Chominowa. Ilu? Bohaterów liczy się znacznie łatwiej niż łotrów.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Madonna ze Świerzowej Ruskiej


Bezgłowa Pani ze Świerzowej
Samotrzeć pośród drzew
Chroń nas od zbrodni kainowej
Niech nas nie plami krew

I choć ze wzroku ograbiona
Może tak lepiej już
Nikt w Zielną kłosów tu nie złoży
Nie stoisz wszak wśród zbóż

A chociaż słuch Ci odebrano
To może lżej jest tak
Nie chwali dziś jak niegdyś rano
Modlitwy cichej znak

Lecz bije jeszcze w piersi serce
Choć piaskowcowy głaz
To wciąż wyciągasz swoje ręce
Przygarniasz Syna i nas

wtorek, 25 czerwca 2013

Zakład Pascala






Chciałbym czasem jak Mojżesz  popatrzeć chociaż na jego plecy

A On odwraca się do mnie liściem jaworu smaganego nawałnicą

Wołam po imieniu lecz słyszę tylko krople deszczu na parapecie

Bronię w modlitwie ukrzyżowanych i skarżę krzyżujących

A echo w lustrze pyta po której jestem stronie

Przedstawiam dowody na własne istnienie

Lecz odległych galaktyk nie przekonuje ból  przygodnego bytu

Zwłaszcza, że trudno się uszczypnąć w coś tak ulotnego jak dusza


niedziela, 9 czerwca 2013

Ballada

Gdy młoda wiosna rozszalała, 
stanie zmęczona u wrót lata, 
wtedy w najgłębszy leśny wąwóz, 
Księżyca wdziera się poświata. 

Przez łąki wówczas dreszcz przebiega, 
wzgórza się stroją w zwiewne szaty, 
wśród leśnych drzew coś huczy, śpiewa, 
a w domach tańczą psotne skrzaty. 

Co budzi księżyc w tym parowie 
i czemu się ta ziemia cieszy ?
Ja nie odpowiem, a kto ciekaw 
niech wie, że przez ciekawość grzeszy.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Bóg ukryty

Pieśń o Bogu ukrytym część II.
Pieśń o Słońcu niewyczerpanym


Jeśli ten kosmos jest gałęzią ciężką od liści,
którą opływa światło słońca,
jeśli spojrzenie jest tonią spokojną,
zaczerpniętą na otwartą dłoń -

Więc chociaż liście drżą i opadają
w niedalekiej głębi odbite,
toń spokojna się ciągle wpatruje
w Ciebie - Ukryty.

Te biedne moje oczy, gdy stwarzałeś,
czerpiąc z toni w otwartą dłoń,
o tym wiecznym spojrzeniu myślałeś,
zachwyconym w niezmierną toń

i mówiłeś:
uniżę się, bracie, uniżę,
nie osamotnię nigdy twoich oczu,
naprzód ukryję się w krzyżu,
potem chlebem w dojrzałym zbożu.


Więc myślę:
dlatego tak się uniżasz,
by nie osamotnić w kosmosie
moich ramion dalekich od krzyża
i mych oczu oddanych tęsknocie.

Karol Wojtyła
Świat

Bóg się ukrył dlatego by świat było widać
gdyby się ukazał to sam byłby tylko
kto by śmiał przy nim zauważyć mrówkę
piękną złą osę zabieganą w kółko

zielonego kaczora z żółtymi nogami
czajkę składającą cztery jajka na krzyż
kuliste oczy ważki i fasolę w strąkach
matkę naszą przy stole która tak niedawno
za długie śmieszne ucho podnosiła kubek

jodłę co nie zrzuca szyszki tylko łuski
cierpienie i rozkosz oba źródła wiedzy
tajemnice nie mniejsze ale zawsze różne
kamienie co podróżnym wskazują kierunek

miłość której nie widać
nie zasłania sobą

Jan Twardowski

niedziela, 28 października 2012

Per visibilia creationis opera


I po cóż szukać za horyzontem: 
w gór majestacie 
w morza bezkresie 
w kosmosu otchłani
I czemu sięgać po wielki kaliber tajemnic: 
nieredukowalnych systemów
orbitali atomów wodoru 
wody co najcięższa w czterech stopniach 
i tego że śnieg pada w zimie 
albo że drzewa zrzucają liście 
Skoro wystarczy przecież: 
biały kamyk z rdzawą żyłką 
żółty liść na pożegnanie lata 
ostatni odblask dnia odchodzącego 
albo nawet źdźbło trawy...
Aby zobaczyć. 

piątek, 21 września 2012

Strzępy lata



Siwa przędza się wysnuwa, siwa 
jak dym z ogniska 
jak mgły poranne 
jak chmury deszczowe 

Złota igła się miga, złota 
jak jesienne Słońce 
jak brzozowe liście 
jak dojrzałe gruszki 

Czerwona nitka się przędzie, czerwona
jak klonowe liście 
jak płomień ogniska 
jak zachody wietrzne 

Zielona tkanina się pruje, zielona 
jak strzępy lata 
jak liście olchy 
jak rzeka wspomnień 

czwartek, 6 września 2012

Mgły


Narzuć płaszcz szary z mgieł utkany
Przedzieraj się przez gąszcz rosą nabrzmiały
Zerwij zasłony pajęczyn perliste
Dążąc do mrocznej tajemnicy
Nie cofnij się przed zimnym dotykiem wilgotnych liści
Omiń czarne kolumny olch świątyni niewiadomego
Ucisz serce niech nie wzywa
Łąk wypełnionych światłem i przestrzenią
Niech nie kwili, nie płacze
Niech podda się ciszy i mrokowi
Niech spłynie spokój
Aż Słońce osuszy tajemnicę poranka


środa, 4 lipca 2012

Wstęp do teodycei



Adama wina ciąży nam
jak garb przygniata nasze barki
I choć odkupił nas już Pan 
Czujemy wciąż nożyce Parki

Skargę cierpiących tak jak dym
Po krańcach świata wiatr rozwiewa
Trudno uwierzyć słowom tym
że praprzyczyną matka Ewa

Jeremiasz łka nad Jeruzalem
Rachel pocieszyć się nie daje 
Sadako składa wciąż żurawie
Po ciemnej nocy świt nie wstaje

Matka znów widzi dzieci kaźń
A Hiob poczęcia dzień przeklina
Boleść przenika naszą jaźń
Ty za odpowiedź dajesz Syna

Lecz nie miej za złe że ta męka
Oczyszczający ług farbiarza
Przed którą wierny ze czcią klęka
Nie zbliża nas ale zatrważa

Twej odpowiedzi nie pojmuje
Mędrzec poeta ani wieszcz
I tylko serce świętych czuje
Że z Jego ran miłości deszcz

Panie kto z nas ma tyle sił
By dźwigać drwa na stos ofiarny
Słabych zbolałych pełnych win
Swym miłosierdziem dziś ogarnij



piątek, 15 czerwca 2012

Moja wiara


Moja wiara splątana jak różaniec w kieszeni,
Niebieski, komunijny z wytartym krzyżykiem.
Noszony na szczęście jak talizman, maskotka,
Co zło ma odwrócić mające mnie spotkać.

Modlę się na nim jak mnich buddyjski -
Podczas chodzenia, kieszeń się porusza.
Proszę o siłę, aby go rozplątać,
By znów pod palcem poczuć małe ziarnko.

niedziela, 20 maja 2012

Jest



Ty, który czujesz poczucie winy 
Takie głębokie, że już nie wiadomo 
Gdzie się zaczęło i kiedy 
W ubiegły czwartek, czy w tamten piątek. 

We własnym sumieniu się grzebiesz 
Szukając usprawiedliwienia. 
Którego nie ma, 
Dla grzechów przeszłych, 
Ni dla grzechów przyszłych... 

Nie lękajcie się, jam jest...

sobota, 14 kwietnia 2012

Kwiecień





Dziś młoda zieleń się otwarła 
jak żółtej pierwiosnki wnętrze. 
Szarość dręcząca już umarła, 
skonała w ciepłym wietrze. 


Na miedzach białe welony, 
migdałowonnej tarniny 
śnią sen swój rozmarzony 
o włosach młodej dziewczyny. 


Miodowozłote iwy 
brzęczą w leniwym upale 
i czuję się tak szczęśliwy, 
jakby nie było mnie wcale.


sobota, 7 kwietnia 2012

Rabbuni



Jak przez zetlałe liście traw,
zielone źdźbło się dźwiga wzwyż,
Tak przez zaschnięte grzechy me,
przebije się Twój zbawczy Krzyż.

Jak się rozwinie biały pąk,
drżący oczekiwaniem,
Tak pusty Krzyż, na trzeci dzień,
rozkwitnie Zmartwychwstaniem.

Byśmy zbudzeni głosem dzwonu
 w czas wiośnianego rana,
Mogli powtórzyć słowa Marii:
dzisiaj widziałam Pana.