Początkiem maja i kwietnia, często podziwiam bieszczadzkie pastwiska budzące się do życia po zimowej szarości. Pod względem przyrodniczym to miejsca specyficzne, z oryginalną florą, fauną, a nawet biotą grzybów. Sztandarowym przedstawicielem tej ostatniej grupy jest dla mnie czasznica oczkowata, której jesienne owocniki jeszcze wiosną dymią zarodnikami, potrącone krowią racicą.
Pylista dróżka biegnie poprzez niebo,
zielone wzgórz pasma skąpane w błękicie,
idę patrząc w odległy horyzont,
i błogosławię Tego Który Stworzył Życie.
Strony
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 17 maja 2026
Storczyk samczy i romantyzacja krajobrazu biedy. Kilka refleksji o ochronie bioróżnorodności łąk i pastwisk
Autor:
Stanisław Kucharzyk
8
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Kategorie zapisków:
Bieszczady Niskie,
miejsca,
rośliny
sobota, 13 lipca 2024
Halofity salin tyrawskich
| Owocostany turzycy niby-lisiej Carex cuprina (fakultatywny halofit) |
Zgodnie z poprzednią zapowiedzią w skwar południa wybrałem się obejrzeć roślinność przy słonych źródłach w Siemuszowej. Dno niewielkiego potoku w tym miejscu rozszerza się nieco, a roślinność o halofilnym charakterze zajmuje pas wzdłuż dna dolinki o wymiarach 5x10 m. Wyróżnia się wyraźnie wśród bujnej, zwartej i wysokiej roślinności wilgociolubnej otaczającej solnisko ze wszystkich stron.
Autor:
Stanisław Kucharzyk
8
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Kategorie zapisków:
Góry Słonne,
miejsca,
rośliny,
sól i żupy solne
niedziela, 10 stycznia 2016
Hitler, Stalin i kok-sagiz
Prawie rok temu pisałem tutaj o nowowiejskim dworze i rodzinie Wiktorów. Nie tak dawno udało mi się zdobyć i przeczytać doskonały memuar profesora Andrzeja Wiktora - „Życie z przyrodą w tle”. Sięgnąłem po książkę zachęcony bliską mi proweniencją Autora (również pochodzę z
Nowej Wsi Czudeckiej tyle, że ja chłop z chłopów jestem , a on pan z panów). Znalazłem natomiast nie
tylko bardzo miłe i ciekawe wspomnienia z rodzinnych stron, bliskich również
mojemu sercu, ale nader ciekawą literaturę o charakterze
przyrodniczo-podróżniczym. Jest to także ciekawy dokument kariery zawodowej
naukowca w czasach PRL. Jedyny zarzut, który chciałbym wnieść do tego udanego
dzieła to to, że powinno być przynajmniej trzy albo cztero tomowe. Wątki
nowogwinejskie i chińskie nadają się bez
wątpienia na osobną książkę.
Z tegoż tomu pozwalam sobie zamieścić tutaj interesujący dla botanika passus dotyczący realiów okupacyjnych:
Niemcy wymyślali coraz to nowe ograniczenia, nakazy i
zakazy. Przykładem były nie tylko różne rekwizycje. Ojcu nakazano np. uprawiać
koksagiz. Była to jakaś roślina podobna do mniszka lekarskiego, mająca korzeń
bogaty w mleczko. Z tego soku podobno można było robić gumę, surowiec
strategiczny, potrzebny Niemcom. Roślina ta pochodzi bodajże z Kaukazu i nasz
klimat jej nie służy. Odmowa wykonania polecenia byłaby sabotażem i w
najlepszym przypadku groziła za to utrata majątku lub narzucenie administratora
niemieckiego. Takim administratorem zwykle bywał jakiś Volksdeutsch, a wiadomo
czym to się kończyło. Zawsze znalazła się kanalia, przez Polaków uznawana za
zdrajcę, a przez Niemców za człowieka niepewnego. Taki Volksdeutsch, chcąc
zdobyć zaufanie swoich mocodawców i uzyskać profity, był nadgorliwy i tym samym
bardziej niebezpieczny niż wielu Niemców. Koksagiz rosnąć nie chciał, sezon
wegetacji w naszych okolicach był dla niego zbyt krótki. Ojciec, doświadczony
rolnik, wpadł na pomysł i wysiał roślinę w prymitywnych inspektach, a później
kazał przeflancować na eksperymentalne pole. Koksagiz ładnie się rozwinął i
nawet zakwitł, tyle że oberwany przy flancowaniu korzeń palowy już się nie wykształcał,
a w jego miejscu pojawiał się rachityczny pęczek korzonków przybyszowych.
Roślina rosła, ale na uzyskanie kauczukowego mleczka trudno było liczyć. Wpadające
znienacka kontrole z niemieckiego wydziału rolnictwa stwierdziły ewenement koksagiz
w Nowej Wsi rośnie.
Autor:
Stanisław Kucharzyk
13
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Kategorie zapisków:
książki,
ludzie,
miejsca,
Pogórze Strzyżowskie,
rośliny
Znajdź na mapie -
Dwór nowowiejski
sobota, 2 stycznia 2016
Storczyk na dobry rok
Na dobry nowy rok - storczyk Goodyera - który w zimie rośnie i swoją nazwą (Good-yera :-) dobrego roku życzy.
Tajęża jednostronna (Goodyera repens) to storczyk występujący dość często w niżowych borach, a znacznie rzadziej w górach. Chyba jako jedyny z naszych krajowych storczyków ma liście zimotrwałe stąd w bezśnieżne zimy można go zaobserwować. Łatwo go poznać po marmurkowatych liściach (chociaz nie wszystkie egzemplarze taki wzorek mają). Natomiast łacińska nazwa rodzajowa pochodzi oczywiście nie od życzeń dobrego roku (zresztą po łacinie brzmiało by to chyba bonum anno), ale od nazwiska angielskiego botanika Johna Goodyera (1592–1664).
Ten siedemnastowieczny uczony był odkrywcą wielu roślin brytyjskiej flory. Przypisuje mu się opisanie endemicznego dla hrabstwa Hampshire kultywaru wiązu polnego nazywanego Ulmus minor 'Goodyeri'. Zyskał sobie miano "najzdolniejszego zielarza mieszkającego w Anglii".
Ten siedemnastowieczny uczony był odkrywcą wielu roślin brytyjskiej flory. Przypisuje mu się opisanie endemicznego dla hrabstwa Hampshire kultywaru wiązu polnego nazywanego Ulmus minor 'Goodyeri'. Zyskał sobie miano "najzdolniejszego zielarza mieszkającego w Anglii".
Autor:
Stanisław Kucharzyk
12
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Kategorie zapisków:
Bieszczady Niskie,
rośliny,
varia
Znajdź na mapie -
SOO Moczary
wtorek, 15 maja 2012
Nasięrzały w Brylińcach
Wybrałem się do Brylińców w celu spenetrowania obiecującej górki pod kątem obecności storczyków i zawilca wielkokwiatowego. Miejscowość zresztą jest jakby zagubiona wśród łagodnych pagórków, które noszą intrygujące nazwy: Sekulatyna, Salamina (skąd takie imiona - bezskutecznie usiłowałem coś znaleźć na ten temat).
Na Ostrej Górze (tutaj przynajmniej jasne skąd nazwa) dostrzegłem kwitnący miodownik melisowaty - ściśle chroniony gatunek o cytrynowym zapachu kwiatów.
Autor:
Stanisław Kucharzyk
6
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Kategorie zapisków:
miejsca,
Pogórze Przemyskie,
rośliny
Znajdź na mapie -
Brylińce
Subskrybuj:
Posty (Atom)

