Kiedyś to na Pogórzu chłopy twarde były...
Pylista dróżka biegnie poprzez niebo,
zielone wzgórz pasma skąpane w błękicie,
idę patrząc w odległy horyzont,
i błogosławię Tego Który Stworzył Życie.
Strony
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogórze Wiśnickie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogórze Wiśnickie. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 kwietnia 2016
Chłopski most w Lubeni
Autor:
Stanisław Kucharzyk
5
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Kategorie zapisków:
miejsca,
Pogórze Dynowskie,
Pogórze Wiśnickie
Znajdź na mapie -
Chłopski most w Lubeni
niedziela, 9 września 2012
Kamienie Brodzińskiego i limbus puerorum
Niedaleko Lipnicy Murowanej przy drodze prowadzącej w kierunku Gdowa i Wieliczki na zboczach góry Paprotna (441 m n.p.m.), wznosi się klika potężnych ostańców piaskowca istebniańskiego. Ludzie od dawna od dawna interesowali się tymi niezwykłymi tworami przyrody, przypisując ich powstanie jak to często bywało diabelskim siłom. Zachwycał się nimi także pogórski poeta Kazimierz Brodziński (1791-1835).
Autor:
Stanisław Kucharzyk
2
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Kategorie zapisków:
ludzie,
miejsca,
Pogórze Wiśnickie
Znajdź na mapie -
Kamienie Brodzińskiego
poniedziałek, 7 maja 2012
Słoneczne zegary w Wojniczu
![]() |
| Zegar słoneczny na południowej ścianie pałacyku Dąmbskich w Wojniczu |
Pamięć preromantycznego pogórskiego poety Kazimierza Brodzińskiego (1791-1835) uczczono nie tylko przez ustanowienie na górze Paprotnej pomnika przyrody "Kamienie Brodzińskiego". Jego obecność w Wojniczu, budowniczy pałacyku Władysław Dąmbski, upamiętnił umieszczając sentencję poety na jednym z zegarów słonecznych:
Nie patrz czy skończysz, ciągle rób,
Ciebie, nie dzieło czeka grób;
Dłużej tu dzieła niźli nas,
Czas wszystko skończy, bo ma czas
Autor:
Stanisław Kucharzyk
2
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Kategorie zapisków:
miejsca,
Pogórze Wiśnickie
Znajdź na mapie -
Pałacyk w Wojniczu
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Panieński storczyk z Panieńskiej Góry
Po zagranicznych storczykowych pięknościach pora na nasze pogórskie krasawice. Najpierw jednak oddajmy głos poecie i posłuchajmy jego ostrzeżenia, że nadobność i cnota nie zawsze w parze chodzą. Seweryn Goszczyński, który w swojej podróży do Tatrów wędrował doliną Dunajca, rozdzielającą Pogórze Wiśnickie od Pogórza Rożnowskiego, tak opisał ten etap swej ekskursji:
Miasteczko Wojnicz leży przy tymże gościńcu o dwie mile od Tarnowa; małe a jeszcze mniej porządne jak wszystkie niemal miasteczka galicyjskie, wszakże bardzo dawne i historyczne. Autor dzieła: Żywoty ŚŚ-ch Polskich, które mam właśnie pod ręką, utrzymuje w życiu Bolesława Śmiałego, że żony niewierne mężom których wojna ruska i rozpusta Kijowska trzymały zbyt długo za domem, obawiając się kar za przeniewierstwo małżeńskie, ogłoszonych i wymierzonych przez Króla, okopały się w tem miejscu ze swojemi kochankami i zacięcie broniły się przeciwko oblegającym je siłom; zwalczono je nakoniec, a Bolesław na pamiątkę tej niezwykłej wojny, założył miasto i Wojniczem je nazwa. Bądź co bądź, to pewna, że miejsce to było warownią; ślady tego zachowują się dotąd w okopach niezwykłej wysokości na południe miasteczka, jak i w tem że była Kasztelania Wojnicka.
Podanie powyższe o walce żon z mężami może się więcej odnosić, i w rzeczy samej lud je odnosi, do odkopów które leżą o pół godziny drogi od Wojnicza ku Dunajcowi, na wierzchołku góry znacznie wyniesionej, która z tego powodu zowie się dziś według niektórych Babią górą, a powszechniej Panieńską Później miał tam stać zamek, zbudowany przez Królową Bonę i dany Firlejowi. Nie byłem jeszcze na tem zamczysku ale mi powiadano, że okopy są nierównie przestronniejsze i wyższe od Wojnickich.
NA GÓRZE PANIEŃSKIEJ. 20 Kwietnia 1832.
Niebo pogodne, ziemia wyjaśniona; na odległych okolicach tylko mgła oddalenia; zgoła poranek rzadki w tej porze roku. Taki był poranek kiedy wstępowałem na górę Panieńską. Wchodziłem od strony wschodniej, od Dunajca.
Płaszczyzna niska, zamknięta pasmami wzgórzów między któremi Dunajec się przerzyna, zdaje się być jego dziełem w czasach zapewne bardzo oddalonych, i można łatwo wierzyć powieściom, że kiedyś koryto tej rzeki ocierało się o podstawę Panieńskiej góry. Sama góra podnosi się ze trzech stron od razu nad płaszczyznę, tylko od strony zachodniej przesmyk wyżyny spaja ją z pasmami innych wzgórzów rozbiegających się później w różne strony. Boki góry zasiane do pewnej wysokości krzakami jałowcu; gdzie niegdzie ustępy niekształtnych dolin, na jednej z nich w stronie wschodniej, bliżej szczytu niż spodu, źródło najczystszej, najświeższej wody; od południa kilka chatek niemal ukrytych zupełnie w wyżłobieniu doliny, a dopiero wyżej prostopadłe prawie ściany okopu który otacza szczyt góry. Okrążywszy północnym bokiem spód okopów, wszedłem na grzbiet góry stroną zachodnią i drożyną usypaną przez fosę, znalazłem się śród wałów.
Pierwszy pokłon obecności która się rozwija w okolnej przyrodzie...
Na Panieńskiej Górze byłem po blisko 180 latach od wizyty Seweryna Goszczyńskiego. Nie szukałem śladów zamku Trzewlin, gdyż wiedziałem, że nie bardzo jest czego szukać. Faktycznie ślady dziś już raczej nikłe - kilka dziur w ziemi, usypiska kamieni i ledwie sterczące spod ziemi resztki murów. Przyjechałem zwabiony wczesnymi storczykami, a konkretnie storczykiem bladym i purpurowym - rzadkimi już w naszej pogórskiej florze. Dla ich ochrony w 2003 roku utworzono tutaj spory rezerwat (63,23 ha). Dzisiejsze okoliczności przyrody w porównaniu z opisem poety pozwalają na refleksję, że niezmienne pozostaje jedynie poczucie OBECNOŚCI, która w okólnej naturze się ujawnia. Zamiast nagiego wzgórza obrośniętego z rzadka jałowcem, dziś mamy lesiste wzniesienie, gdzie drzewostan miejscami całkiem wiekowy. Ale w końcu półtorasta wieku to szmat czasu...
W porównaniu z opisanymi wcześniej tropikalnym orchideami nasze krajowe storczyki wypadają nieco skromniej, ale mają też swój urok.
Pierwsze storczykowe znalezisko na Panieńskiej Górze to buławnik mieczolistny, dość częsty gatunek spotykany w lasach liściastych i zaroślach.
Sporym zaskoczeniem było dla mnie odnalezienie owocników smardza jadalnego. Ten wiosenny grzyb, niegdyś bardzo ceniony za walory smakowe i zapachowe, dziś jest chroniony i czerwonoksiężny ;-) Ucieszyłem się niezmiernie tym, że jeszcze są miejsca gdzie można go sfotografować.
Później było gorzej, bo storczyków widać nie było, ale po "telefonie do przyjaciela" lepiej znającego teren (dzięki Marianie) nareszcie jest pierwszy egzemplarz storczyka purpurowego. Panieński storczyk (angielska nazwa Lady orchid ;-) z Panieńskiej Góry...
Fotografowany ze wszystkich stron, aby uwiecznić piękno purpurowo nakrapianej warżki. Zwróćcie uwagę na kosmatą fakturę plamek. Roślina jednak wabi kolorami nie nas, ale owady. Jest to zresztą pusta reklama, gdyż nie oferuje im nektaru - zaiste piękno bywa zwodnicze...
Za chwilę okazało się, że ten pojedynczy egzemplarz to tylko zapowiedź całej licznej rodzinki.
Jak to w rodzince zawsze zdarzają się jakiś odchyły, a to albinos o kwiatach prawie pozbawionych barwnika...
A to czarna owca (okaz o intensywnym pigmencie) i prawie czarnym hełmie. Kiedy już oczy napasłem ich krasą, zabrałem się za poszukiwania storczyka bladego, niestety bez rezultatu.
Za to nie zabrakło innych pięknych roślin ciepłolubnych - tu krzyżownica czubata...Jak to w rodzince zawsze zdarzają się jakiś odchyły, a to albinos o kwiatach prawie pozbawionych barwnika...
A to czarna owca (okaz o intensywnym pigmencie) i prawie czarnym hełmie. Kiedy już oczy napasłem ich krasą, zabrałem się za poszukiwania storczyka bladego, niestety bez rezultatu.
Jak pisał jeden z botaników "rewolwerowy kwiat" orlika. Rewolwerowy dlatego, że podzielony na sześć osobnych sektorów, do których po kolei wchodzi owad szukając nektaru. Jakaś analogia z obracającym się bębenkiem rewolweru faktycznie jest.
Miodownik melisowaty o cytrusowym zapachu i okazałych kwiatach.
Miejscami dno lasu pokrywał dywan trawska, który po bliższym obejrzeniu okazał się również ciekawym gatunkiem - turzycą Michela.
Na koniec serdeczne pozdrowienia dla Wojniczan z Jagiellońskiej, a szczególnie dla małej Polci :-)
Autor:
Stanisław Kucharzyk
6
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Kategorie zapisków:
miejsca,
Pogórze Wiśnickie
Znajdź na mapie -
Panieńska Góra
środa, 17 sierpnia 2011
Ruiny zamku w Melsztynie
Zamek Melsztyński miał postać trójkąta, okolony był murem i trzema wieżami. Jedna z tych wież, zwana „niższą” lub „wielką”, czworogranna, z bramą wjazdową stała przy zamku jakby na straży od wschodu, a Dunajec opasywał go od strony zachodu.
Zamek składał się z parteru i dwóch pięter, które miały ganki murowane; pod gankiem dolnym ciągnęły się sklepy. W obrębie zamku był także „ogród użytkowy i chmielnik”, a na dziedzińcu cysterna zamkowa.
Na drugiem piętrze była komnata libraryi (biblioteka), a na pierwszem obszerna kaplica zamkowa pod wezwaniem św. Jana Ewangelisty, cała z ciosu ze sklepieniem ostrołukowem.
Gmach zamkowy obejmował dwa domy: „dom stary” i „dom nowy”, wzniesiony w XVI wieku przez późniejszych właścicieli Jordanów.
Fundatorem zamku był protoplasta rodu Melsztyńskich i Tarnowskich, Spicimir czyli Spytek, kasztelan krakowski, herbu Leliwa, mającego za godło księżyc dwurożny z gwiazdą w polu błękitnem.
Dobra Spicimira nad Dunajcem i nad Białą zajmowały lasy i pustkowia, na których zakłada wsie i osady, osusza bagna, uprawia nieużytki i buduje miasto Tarnów wraz z zamkiem 1330 roku.
O pięć mil od Tarnowa 1340 roku wzniósł zamek obronny na szczycie skalistej góry przy wsi Charzewice, po wyludnieniu tatarskiem osadzonej zdawna kolonią niemiecką. I od młynów u stóp tej góry nad Dunajcem pozakładanych, zamek nosił miano Mellstein, Mylstein (kamień młyński), które lud sąsiedzki na Melsztyn przerobił.
I ten gród warowny miał się stać „głośną” siedzibą Spicimirowych potomków. Imiona ich powiada biograf jego - łączą się z najważniejszemi owej epoki zdarzeniami. Wiek XIV patrzył na ich kolebkę, widział ich w całej pełni blasku i chwały. W pracy Łokietka i Kazimierza około odrodzenia Polski Spicimir niezmierne położył zasługi.
Rycerskie jego ramię - pisze Michał Baliński - dało się już dobrze poczuć wdzierającym się do władzy nad Polską Czechom, gdy w obronie Władysława Łokietka z licznym i dobrze uzbrojonym hufcem wojowników stawał przeciw nim do boju; w Ślązku zaś idąc pod wodzą tego króla ostatni już raz nieprzyjaciół gromiącego i walcząc pod Kościanem (1332) obok królewicza Kazimierza. wielkiego męstwa dał dowody« (Starowolski).
Spicimir był nie tylko doradcą i prawą ręką Łokietka. ale i mentorem w rządach młodego króla Kazimierza. Świadczy o tem Długosz, opisując koronacyę królewską (24 kwietnia 1323): „Dzień św. Marka Ewangelisty. który przypadał w niedzielę naznaczono do koronacyi króla i jego małżonki Anny, córki Gedymina, wielkiego książęcia litewskiego... Kiedy nadszedł dzień wyznaczony książę Kazimierz w szaty królewskie przez biskupów przybrany i do kościoła krakowskiego odprowadzony z wielką uroczystością i chwałą namaszczony i ukoronowany. Dzień ów podobnie jak i następne przepędzono w wielkiej radości i wesołości, na tańcach, gonitwach rycerskich,.. Że zaś Kazimierz, nowo obrany król polski, nie miał jeszcze lat sposobnych i dojrzałego wieku, przydano mu więc za przewodnika Spicimira. czyli Spytka z Melsztyna, kasztelana krakowskiego, męża prawego, roztropnego i wielkiego miłośnika kraju, pod którego sterem i rządem szły szczęśliwie wszystkie sprawy królestwa”.
Towarzyszył on również do Wyszehradu królowi Kazimierzowi. który udał się tam w celu naznaczenia następcą tronu siostrzeńca swego Ludwika, syna Karola d'Anjou, króla węgierskiego i siostry swej Elżbiety Łokietkówny. Wyborem tym uwzględniał Kazimierz nie tylko najbliższe związki rodzinne, ale przede wszystkiem dobro kraju, zacieśnienie wzajemnego przymierza i oparcie państwa o sąsiednie a zawsze przychylne Polsce Węgry. Taki był między innymi głos Spicimira, kasztelana krakowskiego.
Pragnąc wynagrodzić Spicimirowi wierne usługi i poświęcenia dla Ojczyzny w wojnach prowadzonych, darował mu król Kazimierz w Krakowie plac obszerny i dom murowany przy ulicy św. Franciszka, dziś Brackiej l. 3 i 5, przedtem siedzibę wójta krakowskiego.
Drugą kamienicę Spicimir sam wymurował przy ulicy Szpitalnej i oddał ją w darze znajdującemu się obok szpitalowi miejskiemu.
Wzniósł on także w dobrach swoich dwie świątynie: kościół św. Katarzyny w Piaskach Wielkich w powiecie wiślickim i drugi ku czci Najśw. Maryi Panny w Jasieniu, nieopodal od Brzeska.
O religijnym nastroju w rodzinie świadczy i to, że jeden z trzech synów Spicimirowych Jarosław poświęcił się służbie Bożej, był kanonikiem krakowskim i wrocławskim.
Po śmierci Spicimira 1352 roku synowie jego Jan i Rafał otrzymali: starszy Melsztyn, młodszy Tarnów z sąsiedniemi wsiami, pod wspólnym znakiem herbowym Leliwy, dając początek dwom znakomitym domom: Melsztyńskich i Tarnowskich czyli „Panów na Melsztynie” i „Panów na Tarnowie”, jak się wówczas wyrażano.
Autor:
Stanisław Kucharzyk
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Kategorie zapisków:
miejsca,
Pogórze Wiśnickie
Znajdź na mapie -
Melsztyn, ruiny Zamku
wtorek, 2 sierpnia 2011
Zamek w Dębnie
Zamek w Dębnie
Dawniej (XIX wiek rysunek z natury Napoleon Orda)
i dziś...
Gdzie Duch Pański tam wolność (napis na podstawie figury świętego Jana Nepomucena w zamkowym parku)
Dawniej (XIX wiek rysunek z natury Napoleon Orda)
i dziś...
Gdzie Duch Pański tam wolność (napis na podstawie figury świętego Jana Nepomucena w zamkowym parku)
Autor:
Stanisław Kucharzyk
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Kategorie zapisków:
miejsca,
Pogórze Wiśnickie
Znajdź na mapie -
Zamek w Dębnie
wtorek, 12 lipca 2011
Tropsztyn - na granicy Pogórza Wiśnickiego i Rożnowskiego
Zamek nad Zalewem Czchowskim, dziś zrekonstruowany zupełnie inaczej prezentował się w połowie XIX wieku. Warto porównać. Poniższy opis według książki "Sądecczyzna" z 1863 autorstwa Szczęsnego Morawskiego,
TROPSZTYN. - Pod dzisiejszem: Tropiem, w onych potopowych czasach Dunajec prący się do morza, przełamał górę kamienną, która samorodną groblą zaległa wpoprzecz: łożysko rzece przeznaczone. Rzeka zgruchotawszy zaporę odwieczną płynie sobie środkiem skręcając się nagle; a po brzegach sterczą skaliste łomy. Na prawo: tropski kamień uwieńczony kościołkiem ś. Świrada, a na lewo: Wytrzyska z Tropsztynem zamczyskiem.
Wytrzysk skalisty pagórek wysoki na jakie 50-60 siągów, jest narożnikiem góry pomiędzy Dunajcem a: doliną i potokiem nieznacznie i niespodzianie wytryskającym z pomiędzy gór: od Iwkowej. Przypiera on do samego Dunajca i do niedawna niemogąc omijać trzeba go było górować, objeżdżając cokolwiek przez przyległe nieco niższe siodełko górskie. Przestrzeń pomiędzy drogą a Dunajcem jak gdyby stworzona na zameczek panujący nad całą doliną, którego lądem czy wodą ominąć nie podobna.
Niemiecki ryter z nad Renu przybysz rychło się też poznał na dogodności miejsca i założył zameczek: z którego był pewien okupu od kupców i podróżnych.
Zameczek sam zajmuje trójkąt kończyny skalnej, która Dunajcowi nadaje nagły skręt. Przepaść naddunajecka i sroma spadzistość od potoka , zabezpieczają go z dwu stron; z trzeciej bronił go wał i przekop -- prócz murów i stróży. Od stałego lądu skałka wywyższona na jakie: 4 siągi. Na niej w rogu od potoka wznosi się: stróża potężna czworo- boczna, kamienna piętrzona belkami, w piątr 4, wysokich na 2 siągi.
W wysokości 5 siągów była wąska forteczka tuż obok i pomiędzy wieżą a naumyślną strażniczką wiszącą. Pozostało jeszcze spadziste furtki podproże, najwyraźniej wskazujące: :te tu drabinę przystawiano. Z furtki tej wchodzono: na piątro stróży, a w drugą stronę gankiem schodnym na dziedziniec zamkowy.
W odstępie 4 siągów od stróży połącz n murem z oną furtką i strażniczką, całą dalszą połać zajmował dwór czyli mieszkanie zamkowe, piętrzone po dwie izby. Z dolnego piątra okna wyglądały na podwórze z górnego i na zewnątrz, jak widać z pozostałych murów. Piece w pomieszkaniu że były z kafli niepolewanych, snać z wykopanych szczątków. Komina nie ma śladów.
W przyciętym narożniku, na wysokości 1 1/2 sążniowej wraz z dworem pod jednym dachem była brama wjezdna, zawierana okowanym zwodem, do którego z boku przystawiano pomost, dla wprowadzania koni i bydląt. Zwód wisiał nad przepaścią, gdy go więc wzniesiono; wygląd stawał się niedostępnym.
Od tej bramy szedł mur od strony Dunajca aż do trzeciego narożnika. Tam była strażnica prawdopodobnie nad stajnią końską, połączoną z drugą potężną czworoboczną stróżą wzniesioną w środku wygiętym połaci nad potokiem. Między oboma stróżami była studnia.
Cały więc zameczek istotnie był wokoło zamkniętym bez wszelkiego poziomego wnijścia; był prawdziwym: zamkiem.
Przedzamcze, po za wałem zamkowym zajmowało równinkę przeszło dwumorgową bez mała trójkątną, obronną spadzistością wzgórza i wąwozem którędy szła droga. Przedzamcze to ogrodzone ścielonym jazem, ostrokołem lub ciernistym żywopłotem, a zamknięte bronnemi wrotami, samo przez się stanowiło dość obronny gródek. Tam były zagony pod warzywa i zboże, tam sadek wokoło płotów, tam gumna i obora; słowem całe gospodarstwo. Tam z pól nadrzecznych zwożono zboża, z gór paszę, tam wyrabiano nabiał, strzyżono owce.
Z wysokiej stróży zaś poglądała straż, to na Dunajec, to na drogę, czy nie płynie jaka tratwa, czy nie jedzie jaki wóz kupiecki?? A gdy kto nadpłynął, zawezwany musiał przystać do brzegu, jadący zaś musiał stanąć wedle przedzamkowej brony: a okup musiał złożyć wielmożnemu rytterowi, który z szklenicą w ręku z zwodu wyględnego, lub z ganku na murze przyglądał się cudnej okolicy i pilnie strzegł zdobyczy: by mu przypadkiem nie uszła! -- Zdobyczy! bo brał co mu się nadało: beczkę wina, postaw sukna, ostrą szablę, tuczne bydlę - co chciał. Jak niegdyś nad Renem. Zameczek Tropsztyn (co znaczy: wytryskający kamień =-Wytrzyska) prawdopodobnie wystawił z nad Renu przed szubienicą: Habsburga cesarza zbiegły, obierzny rycerz (raubritter): Wojsław herbu Osmorog, właściwie: Gerard. Potomek jego: Dobrosław roku 1231 panem na Tropsztynie wypisany rzekomo w księgach grodzkich czchowskich. Drugi: Ludysław założył niedalekie: Lucławice. Zaś: Gerhard roku 1260 był biskupem łuckim a wprzód komisarzem papieskim na Konrada mazowieckiego o zabicie księdza Czaplica.
Autor:
Stanisław Kucharzyk
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Kategorie zapisków:
miejsca,
Pogórze Wiśnickie
Znajdź na mapie -
Czchów, Polska
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















