Strony

niedziela, 11 stycznia 2015

Machowa albo o potrzebie bohaterów

Andrzej : Nieszczęśliwy kraj, który nie ma bohaterów.
Galileusz: Nieszczęśliwy jest kraj, który potrzebuje bohaterów.
Życie Galileusza Bertolt Brecht

Machowa, kościół Trójcy Świętej z 1778 r.
Po raz pierwszy o Ottonie Schimku usłyszałem w 1986 roku na rekolekcjach przedmaturalnych w Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Niechobrzu.
Miejscowy proboszcz wykorzystując jako wątek przewodni polichromię z oryginalną drogą krzyżową snuł poruszające opowieści pobudzające młodzieńczą wyobraźnię. Postać Chrystusa przemieszczająca się wśród współczesnych i historycznych postaci również była nader sugestywna. Zapadło w pamięć wyraziste w kolorze i formie dzieło pogórskiego malarza z Niewodnej Eugeniusza Muchy, twórcy polichromii w licznych podkarpackich kościołach (m in. Niewodnej, Łętowni, Lutczy, Niechobrzu). Wizje może nie tak obrazoburcze i niespokojne jak późniejsze prace artysty, niemniej jednak przejmujące. Przy V stacji zaskoczenie - belkę krzyża pomaga dźwigać żołnierz w mundurze Wehrmachtu. Obrazowi towarzyszyła opowieść proboszcza o naszym (wówczas) rówieśniku z Austrii, który siłą wtłoczony w mundur hitlerowski nie wahał się sprzeciwić rozkazowi uczestniczenia w kaźni polskich cywilów, za co sam został rozstrzelany 14 listopada 1944 roku w Lipinach koło Pilzna.
Grób Ottona Schimka (a właściwie grób symboliczny)
W zachowanym pożegnalnym liście do rodziny napisał: „Nie płaczcie, idę szczęśliwy do ojczyzny! Was wszystkich pozdrawiam serdecznie raz jeszcze. Niech Bóg wkrótce obdarzy Was pokojem, a mnie niech da szczęśliwe odejście do Ojczyzny. Wiem, że w każdym wypadku jestem w ręku Boga. On tę sprawę należycie ułoży i wspaniale zakończy. Będzie też chyba moja sprawa wyjaśniona ludziom później, być może dopiero w lepszym życiu. Jestem w radośnie podniosłym nastroju. Cóż mamy do stracenia? Nic, jak tylko nasze biedne życie. Duszy nie mogą przecież oni zabić. Jakaż nadzieja!
Ten obraz bohaterskiego, uśmiechniętego chłopca utkwił w mojej pamięci na długo. Myślę, że tę pamięć kształtowała potrzeba wiary w to, że w naszym człowieczeństwie jest potencjał, który najmroczniejszych czasach pozwala zachować ideały nawet za cenę życia.
Dziś o Ottonie wiem więcej niż w licealnych czasach. Przeczytałem uważnie książkę Lecha Niekrasza „Spór o grenadiera Schimka”, a także kilkadziesiąt artykułów prasowych. Nie widziałem niestety do tej pory filmu Casus: Otto Schimek z 1993 roku. Słyszałem, że w grobie w Machowej nie odnaleziono ciała Ottona, ale zwłoki dużo starszego niemieckiego żołnierza. Wiem dziś, że Schimek nie był pojedynczym, sztandarowym przypadkiem. Że byli inni młodzi Niemcy i Austriacy, którzy wprost odmówili założenia hitlerowskiego munduru i zapłacili za to dosłownie utratą głowy. Warto tu wspomnieć chociażby Franciszka Jägerstättera (1907-1943) ściętego na gilotynie za "sabotowanie wysiłku obronnego" (czyli odmowę wcielenia do Wehrmachtu), który beatyfikowany został przez Benedykta XVI w 2007 roku w katedrze w Linzu.
Czytałem o wszystkich wątpliwościach związanych z zachowaną dokumentacją służby Ottona Schimka, z której wynika, że był zwykłym dekownikiem i dezerterem. Problem w tym, że główni świadkowie w jego sprawie (oprócz rodziny i niego samego) to koledzy z wojska, którzy z pewnością w tej sprawie mieli podobne zdanie jak biskup Linzu Josephus Fließer. Hierarcha ten wyciszając w 1946 roku sprawę Franciszka Jägerstättera pisał: „Uważam, że wielkimi bohaterami są ci przykładni młodzi katolicy, seminarzyści, księża i głowy rodzin, którzy walczyli i umierali, wypełniając w sposób heroiczny obowiązek oraz trwając w silnym przekonaniu o tym, że wypełnili oni na swym posterunku wolę Boga jako żołnierze chrześcijańscy […] Może większymi bohaterami są świadkowie Jehowy lub Adwentyści, którzy trwając w swym „uporze” woleli umierać w obozach koncentracyjnych raczej niż nosić broń? Wszelki szacunek należy się niewinnie błądzącemu sumieniu; otrzyma ono zapłatę od Boga”.

Mimo wspomnianych wyżej wątpliwości wielu ludzi wciąż odwiedza jego grób, a dla wielu młodych ludzi z okolic Machowej pozostaje nadal inspiracją. Przykładem niech będzie powyższy film Pani Dominiki Błaszczyk z 2013 roku "Otto Schimek: bohater naszych czasów"
Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Niechobrzu
Być może sprawa Ottona Schimka zostanie jednak wyjaśniona ludziom jeszcze w tym życiu? Być może jego sylwetka wróci kiedyś na polichromię kościoła w Niechobrzu? Bo chociaż czasy inne, ale mimo wszystko bohaterów wciąż potrzebujemy i pewno lepiej aby to byli bohaterowie realni, a nie herosi rodem z Marvel Comics.

41 komentarzy:

  1. Krążymy po tej samej okolicy. Też czytałem rożne zdania na temat Schimka - dokumentacji wojskowej ufać nie warto, przecież nie przyznali by się w niej że rozstrzelali niewinnego, więc trzeba go było "ubrać" w szaty dekownika. Trudno jednak być dekownikiem w strefie przyfrontowej - to zakrawa na oksymoron.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ppor. Johan Klein znalazł potem w plecaku chłopca listy od matki. „Pisała, żeby Otto był ostrożny, a kiedy zrobi się groźnie, aby w porę wycofał się w bezpieczne miejsce. Dlatego przy każdym niebezpieczeństwie oddalał się od oddziału. To doprowadziło w końcu do jego zguby” – zeznał w latach 70. porucznik Klein.

      Usuń
    2. Tak wiem, czytałem na ten temat i jestem cokolwiek nieprzekonany. Nie żebym hagiografię Schimka uprawiał, po prostu znam mentalność wojskowych, znam Niemców i znam prace z psychologii odnośnie tego jak bardzo racjonalizuje się pewne rzeczy. Postawmy się w położeniu leutnanta Kleina - gdyby rozstrzelali Schimka za odmowę strzelania do Polaków, lub powiedzmy celowe sabotowanie tej akcji poprzez strzelanie "Panu Bogu w okno", to w świetle powojennych przemian mentalnościowych, musiało by mu być z tym bardzo źle. Więc rozpoczęło się wypieranie tych myśli ze świadomości, w końcu ugruntowała się jedna myśl - został rozstrzelany bo był dekownikiem. Nie twierdzę że tak było, ale to równie prawdopodobne.

      Usuń
  2. Macieju ja mam wielką estymę do Schimka i chętnie bym pouprawiał jego hagiografię. Nie jestem również przekonany do zeznań "kolegów z wojska" gdyż wyraźnie starają się utrzymać legendę, że rycerski Wehrmacht nie strzelał do cywilów, a wszystkim mordom winne są oddziały SS i własowcy.
    Tyle, że poczytawszy książkę Pana Lecha Niekrasza i te wszystkie opracowania mam wielki mętlik w głowie i chciałbym znać odpowiedź na kilka pytań:
    1. Czy Schimek siedział w więzieniu w Lipinach raz czy dwa razy?
    2. Czy był złapany w Tarnowie czy w Czechach (z takę relację też się spotkałem chyba, że ktoś po prostu pomylił podtarnowskie Pilzno z czeskim imiennikiem)?
    3. Czy są jakieś autentyczne, pewne relacje Polaków z kontaktów z Otto Schimkiem (Lech Niekrasz kilka zamieścił ale w takiej formie, że ciężko z tego coś wywnioskować na sicher)?
    4. Czy faktycznie miał jakieś kontakty z AK w trakcie dezercji?
    5. Skąd siostra Schimka Pani Elfrida Kujal miała list od brata i karteczkę z lokalizacją grobu? Czy jest szansa, aby znaleźć tych innych kolegów Schimka, którzy przywieźli te rzeczy i twierdzili, że Otto był w porządku (może kogoś ze starej gwardii ruszy przed śmiercią sumienie)?
    6. Czy są dokumenty na to, że siedział w więzieniu w Kłodzku i za co (czy rzeczywiście za odmowę strzelania do cywilów w Jugosławii)? Gdyby tak było to byłby to bardzo konkretny argument za tym, że w Lipinach też nie chciał tego robić.
    7. Gdzie faktycznie jest pogrzebany (był po śmierci pogrzebany w rowie a potem ekshumowany i przeniesiony do Machowej w przyfrontowym bałaganie to wszystko mogło się wymieszać komuś)
    8. Czy kapelan, który spowiadał Schimka miał faktycznie demencję czy celowo konfabulował?

    Najbardziej jasnym argumentem przemawiającym za Ottonem jest obecnie jego ostatni list i świadectwo rodziny, a może po prostu twarz tego młodzieńca.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Nieszczęśliwy kraj, który nie ma bohaterów".
    "Nieszczęśliwy jest kraj, który potrzebuje bohaterów".

    Pozwolę sobie strawestować motta pańskiego wpisu i zaproponuję taka wersję: "Nieszczęśliwy kraj, który potrzebuje heroicznych bohaterów". "Nieszczęśliwy kraj, który nie ma bohaterów prozaicznych".

    Casus Schimka jest ciekawy ale na Jego pełną hagiografię chyba trochę za wcześnie ze względu na te wątki poruszone przez Pana, które mogą wskazywać na inne - niż szlachetna postawa - przyczyny Jego egzekucji. Na marginesie, intrygujące, iż sąsiednią wsią Machowej jest Pogórska Wola. W miejscowości tej, w czasie okupacji(1941), Niemcy rozstrzelali wielu Polaków przetrzymywanych w tarnowskim więzieniu. Wśród nich była Helena Marusarzówna, polska mistrzyni narciarstwa wyczynowego i legendarna kurier przez zieloną granicę. W Pogórskiej Woli, w miejscu gdzie została rozstrzelana, znajduje się teraz pomnik. Widać go z szosy (dawna E - 22) biegnącej z Kraków na Przemyśl. Jej heroiczne bohaterstwo (ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu) to swoiste uzsadnienie do mojego motta z początku wpisu. Na końcową nutę, z twarzy proszę nigdy niczego stanowczo nie wnosić - potrafią być ogromnie... "dwulicowe".

    http://www.ryglice-okolice.pl/historia/166-cegielki-historyczne/1527-helena-marusarz%C3%B3wna-w-pog%C3%B3rskiej-woli.html


    Pozdrawiam,

    Artur Ziaja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez względu na czytelne intencje sformułowanie "heroiczny bohater" to tautologia równie absurdalna jak "bohaterski bohater". Proszę unikać :DDD
      Pzdr.

      Usuń
    2. Hmm - a jednak sami poloniści takiego sformułowania używają: "Bohater heroiczny dawniej i dziś. Dokonaj charakterystyki i oceny wybranych postaci literackich." - propozycja tematu na prezentację maturalną.

      Usuń
    3. Swoją drogą bardzo miło Cię gościć Go! Zwłaszcza w gronie dyskutantów :-)

      Usuń
    4. Go - zasadniczo racja ale...
      weźmy takie przysłowiowe masło maślane - oczywista tautologia. Ale...
      Czy smarowanie masłem jest tautologią? Bo masłowanie masłem jest także oczywistą.
      A przecież smarowanie i masłowanie to w zasadzie to samo - odnoszą się do tej samej czynności i ten sam źródłosłów mają. Zatem można przyjąć iż słowo pochodzenia obcego, lub starodawnego, nawet jeśli z grubsza oznacza to samo (a heroizm i bohaterstwo - nie zawsze to samo oznaczają, bo dla Greka opieka matki nad chorym dzieckiem heroizmem nie była, a dla nas jest), występujące razem z podobnie znaczącym słowem polskim nie musi być tautologią, o ile niesie ze sobą nowe trudne do wyrażenia inaczej znaczenie.

      Pozdrawiam Ogary!
      Maciej

      Usuń
    5. Staszku, Od dawna, tj. odkąd egzaminami zajmuje się Centralna Komisja Egzaminacyjna w stolycy, wątpię w zawodowstwo autorów. Tam chyba inny klucz niż kompetencje obowiązuje i nie dotyczy to wyłącznie polskiego...
      Tak czy inaczej bzdura goni bzdurę.
      W telewizorni również również różne "gwiazdy" czy eksperci, politycy, dziennikarze co rusz mówią "Mi się wydaje" MI się podoba". To nie znaczy, że tak jest poprawnie.

      Maćku.
      W starożytnej Grecji, jak doskonale wiesz, herosi to półbogowie, a nie "zwykłe" ludzkie jednostki. Więc i nie matki.... Dziś to znaczenie w naszej kulturze nie funkcjonuje, choć i bohaterstwo CZYLI heroizm to czyn w pewnym sensie nadludzki. Dlatego będę się upierać, że sformułowanie (nie myśl, nie intencje!!!!) jest co najmniej równie niefortunne co "akwen wodny"...
      Smarowanie masłem tautologią nie jest, dzięki Bogu masłowania w słownikach nie ma.

      I wciąż podpisuję się pod meritum: szczęśliwszy kraj, w którym żyją cisi bohaterowie dnia powszedniego, niż ten, który poszczycić się może( a raczej musi) tragicznym, nadludzkim bohaterstwem.
      Pzdr.

      Usuń
  4. Trawestacja "Nieszczęśliwy kraj, który potrzebuje heroicznych bohaterów". "Nieszczęśliwy kraj, który nie ma bohaterów prozaicznych". - jak najbardziej do mnie przemawia.
    Co do twarzy to niewątpliwie ma Pan rację, a szkoda ;-)
    Za przypomnienie Marusarzówny dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bohaterowie - nasz kraj ma farta bohaterów ma i jednych i drugich nie ma tylko mądrych przywódców...
    Pogórska Wola - to nie jedyne miejsce straceń w okolicy - niedaleko (tez przy czerwonym szlaku wokół Tarnowa, jest lasek Kruk w Skrzyszowie i tam także rozstrzeliwano Polaków
    http://maciejmakro.blogspot.com/2014/02/zabliznianie.html
    http://maciejmakro.blogspot.com/2012/06/iii-b-na-rajdzie.html

    Na moje oko zbieżność przypadkowa - Niemcy po prostu lubili takie miejsca.
    Heroiczne bohaterstwo wywołali... Niemcy - to co gdzie indziej karane było grzywna, krótkim uwięzieniem czy jakimiś innymi dolegliwościami administracyjnymi w Polsce karane było śmiercią. Zapewne ludzie pokroju Marusarz czy Kusocińskiego robili by swoje bez względu na karę (skoro i tak groziła im najsurowsza, to te łagodniejsze z pewnością by ich ie odstraszyły). Pytanie brzmi czy sami chcieli być heroicznymi bohaterami, czy może woleli by los tych prozaicznych?

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że ani hasła Bertolda Brechta, ani tym bardzie trawestacji Pana Artura nie należy czytać jako wezwania do rezygnacji z bohaterstwa (czyli po prostu tchórzostwa) w tragicznych okresach historii, ale do konstatacji, że kraj, którego historia wciąż wymaga "kamieni rzucanych na szaniec" to kraj, który trudno nazwać szczęśliwym (Boże igrzysko).
    Bertold Brecht jak Hitler doszedł do władzy czym prędzej się ewakuował (w sytuacji gdy przeważająca część społeczeństwa popierała nazim trudno to chyba uznać za tchórzostwo)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "....trawestacji Pana Artura nie należy czytać jako wezwania do rezygnacji z bohaterstwa (czyli po prostu tchórzostwa) w tragicznych okresach historii, ale do konstatacji, że kraj, którego historia wciąż wymaga "kamieni rzucanych na szaniec" to kraj, który trudno nazwać szczęśliwym (Boże igrzysko)".

      Tak, dokładnie o to chodzi.


      Pozdrawiam,

      AZ

      Usuń
    2. Dodajmy jeszcze tytułem żywotów powojennych - Mam ścisłe rodzinne kontakty z osobami skazanymi na śmierć przez komunę za przynależność np do WiN - do dziś żyje jeszcze kilka osób z tarnowskiego związku - wszyscy są że tak powiem... dorobieni. Po czasach zawieruchy ciężko pracowali, budowali domy, kultywowali pamięć... myślę że dychotomia brechtowego hasła, posunięta jest nieco za daleko - nieszczęśliwy to kraj który nie ma żadnych bohaterów.

      Usuń
    3. To tutaj też mamy pewną wspólnotę rodzinnych dziejów (zresztą kto w Polsce nie ma krewnych represjonowanych za komuny). Moja mama za dziewczęcia odsiedziała 3,5 roku za tzw. DAK i siedziała z kobietami z WINklik. Uwięziona w klasie maturalnej nigdy matury nie zrobiła, chociaż jeden z jej kolegów bardziej zawzięty - tytułu profesorskiego się nawet dopracował klik. Wszyscy oni byli pod kontrolą milicji przynajmniej do 1975 roku (taką datę mają ostatnie dokumenty w teczkach). Gdyby nie to więzienie i ciężka gruźlica być może mama żyłaby do dziś. Być może Szczepankiewicz byłby słynnym matematykiem jak nieprzymierzając Stefan Banach?
      Moja refleksja po latach jest taka kli. Tyle, że im starszy jestem tym bardziej patrząc na historię DAK mam wrażenie, że była to po prostu zwykła prowokacja UB, aby wyłowić i posadzić niezadowolony z władzy ludowej "element". Potwierdza to również artykuł Pana Petelskiego. Zresztą kto nie słyszał o V Komendzie WiN. Ofiary tych ludzi to nie umniejsza, bohaterstwa też, ale człowiek się jakiś podejrzliwy robi i uprzedzony do... wszystkiego.

      Usuń
    4. DAK - nie zabieram głosu, nie mam dostatecznych informacji, więc aby nikogo nie skrzywdzić, wolę milczeć.
      V Komenda WiN - sprawa jasna i oczywista.

      Życiorysy - to co najważniejsze... Praktycznie do lat 70 nieustające szykany, aczkolwiek nie zapominajmy o ZBOWiDowcach i czasach gdy za pomocą "legendy leśnych ludzi" Moczar budował swoją pozycję w państwie. Niektórym na tej ścieżce udało się wyjść z niebytu na jaki skazała ich PRL - oczywiście tych z WiN czy innych formacji antykomunistycznych to nie obejmowało.

      Usuń
    5. To nie tylko ich samych dotyczyło - wujek zupełnie nie związany z DAK, tylko za siostrę więźniarkę, całą tzw. zasadniczą służbę wojskową odbył w kopalni węgla fedrując w ciężkich warunkach itp itd.

      Usuń
    6. Co do DAK to pewności nie ma w żadną stronę, ale jeden z założycieli miał wujka pułkownika z rzeszowskiego UB i są papiery na to, że od początku donosił (chociaż swoje też odsiedział). Drugi założyciel był wcześniej notowany przez UB i sądzę że był pod bacznym nadzorem UB. Chociaż sam na pewno nie współpracował, to rozkręcanie tajnej organizacji jeśli 2 lata wcześniej miało się bliskie spotkania z UB, to co najmniej niefrasobliwość. Być może po prostu nie doceniali ani wpływów, ani sposobów działania bezpieki. A oni mieli dobrych nauczycieli ze wschodu.

      Usuń
  7. Podobnie jak Ty byłam w Machowej na grobie Ottona Schimka, w podobnym czasie . Mógł to być 1986 rok. Zabrali mnie ze sobą znajomi, z których jedno pochodziło z Pilzna. Mieli ten sam dylemat - był bohaterem czy dezerterem ? Jak widać problem do dzisiaj nie został rozstrzygnięty pomimo upływu lat.
    W czasie szkolnej wycieczki pokazano nam pomnik poświęcony Marusarzównie.
    Czytałam o Własowcach, którym Stalin przypiął etykietę morderców i siepaczy, podczas gdy to Własow - no właśnie - Stalin nie mógł mu darować próby obalenia bolszewików ze swoją osobą na czele.
    Polecam podobny artykuł. To tak do wątku o własowcach.

    http://wiadomosci.onet.pl/prasa/wlasow-zdrajca-jak-wyrzut-sumienia/pl4mj

    U Ciebie często toczą się ciekawe dyskusje na różne tematy. Z przyjemnością tu zaglądam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A propos - mało kto pamięta że (no może nie w szeregach, ale jako osoby ściśle związane - niektórzy wspólnymi mogiłami na wieki) ramie w ramie z tarnowskim 16 Pułkiem Piechoty AK 1 Batalionem Barbara walczyli Rosjanie. A tuż po wybuchu akcji Burza do dezercji udało się nakłonić cały oddział Azerów walczących u boku Niemców. Skomplikowana ta historia i tylko w propagandzie ZSRS i PRL taka prosta i jednoznaczna.

      Usuń
    2. Ni widzisz ja nie pamiętałem, chociaż nie tak dawno na Jamną po dwudziestu latach w końcu dotarłem klik.

      Usuń
    3. No bo Wy tam na Rzeszowszczyźnie mieliście tradycje 10 bryg Pancerno-Motorowej. A manto na przełęczy pod Gilową Górą to wracającym ze Swoszowej żandarmom i gestapowcom to Wasz I Batalion 5 Pułku Strzelców Podhalańskich AK spuścił.
      "http://maciejmakro.blogspot.com/2013/12/joniny-gilowa-gora.html"

      W moim tekście jest tam błąd - piszę że gdy Niemcy jechali z Tarnowa do Swoszowej, podczas gdy oni już wracali. Zresztą trzeba przyznać, że postąpili Podhalańczycy bardzo koleżeńsko i podzielili się łupem a zdobyte wtedy na Niemcach pojazdy długo jeszcze służyły partyzantom "Barbary"
      Zatem macie własną historię do pamiętania.

      Usuń
    4. Akurat placówka AK Strzyżów do mocarnych nie należała, ale owszem naczytany jestem „Strzępów wspomnień” Romana Konieczkowskiego ps. Krzemień i repliki w postaci "Akowskich tematów" zmarłego niedawno prof. Józefa Nowakowskiego ps. Łabędź. Najbardziej z tej akowsko-strzyżowskiej historii dręczy mnie zagadka wyroku na Chrapkiewiczach z Godowej - rodzicach słynnego biologa odkrywcy RNA Franciszka Chrapkiewicza-Chapeville - https://www.youtube.com/watch?v=izXeHl0wvf8. Polecam ten filmik.

      Usuń
    5. "Najbardziej z tej akowsko-strzyżowskiej historii dręczy mnie zagadka wyroku na Chrapkiewiczach z Godowej - rodzicach słynnego biologa odkrywcy RNA Franciszka Chrapkiewicza-Chapeville"

      Czyżby Pan był pod wrażeniem lektury wspomnień Stefana Dąmbskiego pt. "Egzekutor"? Jeżeli nie, bardzo polecam, zwłaszcza że teren działania egzekutora to właśnie Pogórze, a on sam był członkiem grupy dywersyjnej AK w Hyżnem. Szokująca treść tych wspomnień - jakże odbiegajaca od ubrązowionej wersji oficjalnej historii - jest stopniowo coraz bardziej uwiarygodniana. Mnie nieodmiennie kojarzy się ze sztuką Różewicza "Do piachu" (bardzo swego czasu krytykowaną za swój "rewizjonizm" i nawet obecnie rzadko wystawianą na deskach teatrów), opiniami (opartymi na gruntownym osobistym doświadczeniu) Józefa Mackiewicza na temat akowskich egzekutorów działających na Wileńszczyźnie oraz - w jakims sensie - z opiniami Piotra Zychowicza na temat tych prawdziwych relacji pomiędzy akowcami a ludnością cywilną - w końcowej fazie Powstania Warszawskiego. Nota bene, przypadek Dąmbskiego stanowi świetny - aczkolwiek cokolwiek przewrotny - aneks do rozważan na temat potrzeby lub braku potrzeby bohaterów.

      Pozdrawiam,

      AZ

      Usuń
    6. O znowu przywołał Pan ciekawego pisarza - Józefa Mackiewicza. Niektórzy twierdzą, że wyrok na niego był efektem działalności agentury sowieckiej w AK. Nie wiem jak Pan to ocenia? Fragmenty wspomnień Stefana Dąmbskiego czytałem - całości chyba nie chcę czytać. Straszne świadectwo tego co wojna może zrobić z młodym człowiekiem. Postać Stanisława Mikulskiego ps. Żmija - egzekutora rodziny Chrapkiewiczów, to praktycznie alter ego Stefana Dąmbskiego. Również młody człowiek o osobowości zniszczonej przez funkcję wojennego kata. A osobowość na pewno nieprzeciętna - żołnierz poeta. Ukrywał się do 1955 roku kiedy to znaleziono jego sponiewierane zwłoki. Konieczkowski zrobił z niego w książce psychopatę - sądzę jednak, że chyba sam ma w tej sprawie coś do ukrycia.

      Usuń
    7. Zauważmy że Józef Mackiewicz to postać "skołatana" wydarzeniami wokół. Łatwo mógł "podpaść" podziemiu w ramach tego co robił przed i w czasie wojny. Pamiętajmy też że owo słynne Państwo Podziemne, to nie była jakaś super organizacja, ale raczej zlepek różnych organizacji, często niezdających sobie sprawy ze swojego istnienia, lub mających jakieś mgliste dane. Takie były wymogi konspiracji, ale często zdarzało się że osoba rozpoznana przez jednych jako konfident, przez innych działała na prawach "wtyczki". PRL drastycznie ograniczył możliwość wyjaśnienia wielu kwestii.

      A w kwestii egzekutorów... jeden z pierwszych głosów na ten przemilczany celowo temat.
      https://www.youtube.com/watch?v=n4FvEOgZKoU

      Usuń
    8. "Niektórzy twierdzą, że wyrok na niego był efektem działalności agentury sowieckiej w AK. Nie wiem jak Pan to ocenia"?

      Nie jest to wykluczone. Wileńska AK była infiltrowana przez sowiecką agenturę. Sytuacja mogła przypominać trochę zamach (wykonany w przeciwieństwie do niewykonanego zamachu na Mackiewiczu) na Hołówce dokonany rękami ukraińskich nacjonalistów, którymi (a byli oni najpewniej nieświadomi tego faktu) kierowali jacyś inni szatani (sowieccy) czynni w nadrzędnych strukturach OUN. Pikanterii temu wyrokowi na Mackiewicza dodaje ta okolicznośc, iż wileńska Ak na dużą skalę, zwłaszcza pod koniec wojny, kolaborowała z Niemcami - z czego ja bynajmniej nie robię im absolutnie zarzutu, bo w zmienionych okolicznościach Niemcy stawali się mniejszym złem a na pierwszoplanowego przeciwnika wychodzili Sowieci. Mało znanym faktem jest, iż zdecydowana większość wileńskiej i nowogródzkuiej AK zbojkotowala operację "Ostra Brama" nie chcać wspomagać wysiłku militarnego Sowietów. Podaję link do ciekawego i merytorycznego tekstu na temat:

      http://pogon.lt/biblioteka-wilenska/1045-wileska-ak-a-niemcy.html

      Pozdrawiam,

      AZ

      Usuń
    9. Pierwszym głosem na interesujący nas temat to chyba był Popiół i diament Andrzejewskiego. Swoją drogą spróbujcie się wcielić w Maćka Chełmickiego - takie sobie RPG http://popioldiament.pl/ klik. Wybierajcie mądrze cokolwiek by to znaczyło!

      Usuń
    10. Pan Konieczkowski w swoich książkach często wypisywał rzeczy które są sprzeczne z dokumentami pozostałymi po AK. Nie polecam też „Akowskich tematów”. Pierwsza książka tego autora jest w miarę rzetelna.
      Egzekutorem rodziny Chrapkiewiczów nie był Żmija, ani nikt z Żarnowskiego plutonu. Wyrok był w pełni przemyślany. AK to nie była zbieranina gówniarzy z podwórka, tylko świetnie zorganizowane wojsko podziemia. Wyrok wykonała trzyosobowa bojówka z Czudca. Winą małżeństwa Chrapkiewiczów było posiadanie maszyny do pisania oraz radia, co podczas wojny okupant traktował śmiercią. Oni natomiast utrzymywali częste kontakty z funkcjonariuszami żandarmerii niemieckiej Strzyżowa. Ponadto po śmierci Zygmunta Patryna „Słowika”, odgrażali się do ludzi słowami: że nie tylko „Słowik” poszedł, lecz i inni pójdą. Reasumując byli oni szkodnikami sprawy polskiej, a w efekcie z rąk okupanta mogło zginąć więcej ludzi.
      Żmija faktycznie miał zniszczoną psychikę, ale przez to że w działalność podziemia był zaangażowany całym sercem. Po II Wojnie jak wiemy przyszedł kolejny okupant, tak więc stracił on nadzieję na wszystko o co tak gorliwie walczył. Podczas wojny jednak był wzorowym żołnierzem i nie wykonywał on żadnych działań o których nie wiedzieli jego przełożeni.

      Usuń
    11. Dziękuję za uwagi. Mam ograniczone zaufanie do zawartości książek pana Romana Konieczkowskiego, o Nowakowskim miałem lepsze zdanie. AK była niewątpliwie prawdziwą armią, dobrze zorganizowaną, ale "wypadki przy pracy" też się na pewno zdarzały. Znane są wcale nierzadkie przypadki że cywilne sądy (nie mówi o stalinowskich) w czasach pokoju skazywały na śmierć niewinnych ludzi. Co do śmierci Chrapkiewiczów to bardzo chciałbym przeczytać jakieś rzetelne opracowanie na ten temat. Praktycznie wszystkie dotychczasowe publikacje nie spełniają wymogów rzetelnej pracy historycznej. Garść faktów, góra opinii i sądów autora i morze gdybania.
      Jest w tej sprawie wiele niejasności (przynajmniej dla mnie):
      1. Pisze Pan: "Winą małżeństwa Chrapkiewiczów było posiadanie maszyny do pisania oraz radia, co podczas wojny okupant traktował śmiercią." - ale to nie wina wobec Polski i AK. Czy faktycznie są dowody na to, że donosili okupantom? Zarówno Nowakowski jaki Konieczkowski broni tej rodziny, wizyty Niemców uzasadniając wpadką garbarni i wymuszeniami okupu. Czy są jakieś dowody na to, że Zygmunt Patryn albo ktokolwiek inny zginął przez donos Chrapkiewiczów?
      2. Cytowany film sugeruje, że syn Chrapkiewiczów znalazł coś w IPN co być może obciąża Konieczkowskiego (mówi coś o tych co udawali przyjaciół a wyszło na to, że są zamieszani w śmierć rodziców).
      3. Jeśli faktycznie, za wykonanie wyroku jest odpowiedzialna trójka z Czudca - to jak się to ma do ostrzeżenia młodego Chrapkiewicza przez żołnierza z pododdziału Mikulskiego (podobno tuż przed egzekucją)? Pisze o tym nie tylko Konieczkowski. Sam Franciszek Chrapkiewicz o tym wspomina. Skąd żołnierz Żmii wiedziałby o planowanym wyroku jeśli to oddział z Czudca miał wyrok wykonać?
      4. Czy gdzieś w archiwach AK zachował się wyrok na Chrapkiewiczów czy też tylko ta słynna lista, o której niektórzy wspominają.

      Usuń
    12. Posiadanie maszyny do pisania oraz radia nie było winą wobec ojczyzny. Ale już posiadanie takich sprzętów, o których okupant doskonale wiedział(przypominam że udowodnienie posiadania takich rzeczy zwykłym ludziom, było równoznaczne z obozem lub wyrokiem śmierci), było nie w porządku w stosunku do okupowanego kraju. Tym bardziej że w organizacji podziemia był deficyt na tego typu sprzęt.
      Istnieje raport o Chrapkiewiczach, w którym zawarta jest treść o ich groźbach(Raport jest napisany przez osobę postronną która prawdopodobnie kontrolowała również działalność całej placówki. Raport ten jest skierowany do „10”-czyli Rzeszów). Ponadto są również wspomnienia człowieka tamtego okresu(nie znalazłem tu jeszcze żadnych sprzeczności z dokumentami). Samo to iż grozili oni, jest w moim mniemaniu wystarczającym dowodem na ich antypolskość(realnych dowodów na ich winę w sprawie śmierci „Słowika” jednak nie znalazłem).
      Ad.2 Na chwilę obecną nie zapoznałem się jeszcze z materiałami rzeszowskiego IPN.
      Ad.3 Istnieje raport AK z przeprowadzonych akcji, w którym jest napisane o egzekucji na Chrapkiewiczach(w ramach akcji „Kośby”). Są również wymienione pseudonimy ludzi wykonujących wyrok. Patrząc rzeczowo na tę sprawę, ani „Żmija”, ani nikt z Żarnowej nie mógł wykonywać wyroku w Godowej. Odległość pomiędzy obiema miejscowościami była zbyt mała, aby przeprowadzane były wyroki. Chodzi tu głównie o to, iż mieszkańcy znali się nawzajem i w przypadku niepowodzenia bardzo łatwo mogło by dość do wsypy.
      W kwestii Gorzelskiego, pełnił on funkcje pisarza w plutonie „Żmii”. Co najmniej jeden człowiek żarnowskiego plutonu, podczas tej akcji był w roli przewodnika dla ludzi z Czudca(na pewno nie był on jednak wykonawcą wyroku). Nie wiem do końca jak to mogło wyglądać. Być może Gorzelski dowiedział się przypadkiem i aby uniknąć wsypy oraz dekonspiracji całej akcji, powiadomił Chrapkiewicza w ostatniej chwili(być może byli szkolnymi kolegami i chciał uchronić przyjaciela od śmierci). W tym temacie pozostają niestety tylko domysły, które w rzeczywistości nie zawsze pokrywają się z prawdą.
      Ad.4 Nie znam żadnego dokumentu z wyrokiem, co nie znaczy że takiego nie było. To co ocalało i jest dzisiaj dostępne, jest niewielką garstką. Poza tym, taki rozkaz, według instrukcji w nim zawartej, po odczytaniu ulegał zniszczeniu.
      O ile dobrze pamiętam, w drugiej książce Nowakowskiego są sprzeczności z pierwszą. Poza tym wiem że sami AK-owcy nie byli zbyt zadowoleni z tego co Nowakowski napisał w drugim opracowaniu. Polecam natomiast książkę pana Piotra Szopy(nie ma tu jednak nic o wyroku z Godowej). Nie czytałem jeszcze książki pt. „Pozyskać Dobrego”, tu mogą być zawarte jakieś informacje.
      Być może małżeństwo Chrapkiewiczów było niewinne, a ich kontakty z Niemcami ograniczały się tylko do garbowanych skór. Być może wyrok był pomyłką. Jednak dostępne materiały są na pewno w jakimś stopniu obciążające(Z racji tego iż nie przeglądałem jeszcze dokumentów rzeszowskiego IPN, moja wypowiedź nie jest w pełni rzetelną. Pan Szopa w programie o Chrapkiewiczu potwierdza wersję garbowanych skór, oraz to że wykonany wyrok był błędem. Na pewno więc znajduje to potwierdzenie w dokumentach.)

      Usuń
    13. Wreszcie jakiś konkretny głos w dyskusji na temat tej sprawy. Bardzo dziękuję za ten wpis.

      Usuń
    14. Nie chciałbym poprzez moją wypowiedź niczego sugerować. Sprawa śmierci Chrabkiewiczów jest dosyć delikatną. Z jednej strony żołnierze którzy nierzadko ryzykowali własnym życiem, nie czerpiąc z tego żadnych korzyści dla siebie(a wszystko w walce o naszą wspólną niepodległość). Z drugiej zaś, rodzina Chrabkiewiczów w stosunku do której najprawdopodobniej nastąpiła fatalna pomyłka. Być może zapędziłem się zbyt daleko rozwijając tą sprawę w tak oficjalnej dyskusji. Faktem jest na pewno to, iż wojna pozostawia na świecie okropne rzeczy. Najsmutniejszym zaś, że o zasługach i bohaterskich wyczynach zapomina się szybko. Natomiast afery i sprawy uwałczające z łatwością się potęguje.

      Usuń
    15. Polecam lekturę artykułu Piotra Szopy z piątkowych Super Nowości. Druga część ukazała się wczoraj t.j. 12 maj. Za kilka dni, artykół powinien ukazać się na stronie

      http://supernowosci24.pl/wyrok-zostanie-wykonany-natychmiast-cz-i/

      Usuń
    16. Okoliczności śmierci Chrapkiewiczów znajdują się w książce "Pozyskać "Dobrego". Wywiad PRL wobec Franciszka Chrapkiewicza i jego rodziny" której współautorem jest przywołany tutaj Piotr Szopa. Warto zapoznać się także z jego nową książką "W imieniu Rzeczypospolitej... Wymiar sprawiedliwości Polskiego Państwa Podziemnego na terenie Podokręgu AK Rzeszów" bo tam zaznacza, że po opublikowaniu książki o Chrapkiewiczu otrzymał z prywatnego archiwum dokument w którym inspektor Ciepliński scedował ostateczną decyzję o likwidacji na komendanta strzyżowskiej placówki AK czyli Konieczkowskiego. Stąd pewnie później ten zamęt informacyjny spowodowany właśnie przez Konieczkowskiego i całkowicie niesłuszne mieszanie w tę sprawę "Żmii".

      Usuń
    17. To praktycznie wiele wyjaśnia - dziękuję za kolejne wskażówki

      Usuń
  8. Zapraszam serdecznie, do dyskusji również :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam wrażenie, że dezercja ze zbrodniczej armii, to również akt odwagi... Bez względu zatem na niejasności, które rozwikłać będzie z każdym rokiem trudniej, bo świadkowie umierają, Otto zasługuje na naszą pamięć.
    W szkole, gdzie mój dziadek był kierownikiem i miał mieszkanie służbowe, całą okupację stacjonował Wehrmacht. Jeden z oficerów, pochodzący z Austrii, często przesiadywał u dziadków i jawnie prosił o naukę polskiego, bo planował zdezerterować przy pierwszej nadarzającej się okazji. Notabene nazywał się Damsky i babcia podpuszczała go, że ma polskie korzenie. Po wojnie nawet napisał, że udało mu się zdezerterować z terenów Czech i przeżyć. Zawsze cieszył się za to szacunkiem dziadków. Kultywujemy też w rodzinie pamięć kuzyna babci, Kurta (z niemieckobrzmiącym nazwiskiem, którego w tej chwili nie pomnę), inżyniera ze śląskiej fabryki, który przypłacił życiem odmowę podpisania Reichlisty... Po tamtej stronie też byli bohaterowie z kręgosłupem moralnym.
    Straszne czasy. Zaiste lepiej nie musieć mieć bohaterów!
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń