Strony

piątek, 13 stycznia 2012

Susły na Zamku Spiskim

Zamek Spiski (Spišský Hrad) to miejsce pozostające w pamięci. Trawertynowe wzgórze w Kotlinie Hornadzkiej, zwieńczone zamczyskiem z daleka wabi turystów. Budowla rozpościerająca się na obszarze blisko czterech hektarów, należy do największych średniowiecznych zamków Europy. Rządzili nim Węgrzy , Czesi, Słowacy , Niemcy i Polacy. W okresie międzywojennym, kiedy odradzające się państwo polskie starało się zgromadzić pod swoimi rządami wszelkie ziemie bardziej i mniej związane z macierzą, tak pisano o Spiszu: 
Tam, gdzie dziś kwitną piękne miasta spiskie w uroczej dolinie Popradu i Hornadu, zalegała przed 800 laty głucha puszcza. Jedyne ślady cywilizacji ludzkiej, to była prastara droga nad Popradem, wiodąca z Polski na Węgry i groźne mury zamku, panującego nad tą całą okolicą, którego resztki do dziś dnia wznoszą się na wyniosłem wzgórzu Podegrodzia Spiskiego. Zamek ten zwał się Spiszem i od niego cała ziemia otrzymała nazwę spiskiej. Wówczas to przed 8-miu wiekami, należała ona do Polski, której granice, obejmujące całą dzisiejszą Słowaczyznę, sięgały na południu aż do Dunaju. Węgrom dostał się Spisz dopiero w XII wieku, jako wiano polskiej księżniczki, która wyszła za królewicza węgierskiego; ale dostała się tylko południowa część dzisiejszego żupaństwa spiskiego w okolicy Lewoczy i Podegrodzia, północna część bowiem, pod Lubowlą i Podolińcem, pozostała nadal przy Polsce i zaliczała się do ziemi sądeckiej.
Królowie węgierscy, posiadłszy Spisz, sprowadzili z Saksonji pracowitych kolonistów niemieckich, którzy gorliwie zabrali się do trzebienia odwiecznej puszczy, aby na wydartej sosnom i bukom ziemi zakładać ludzkie osiedla, które dzięki skrzętnej pracy Niemców spiskich rychło rozwinęły się w ludne i bogate miasta.
W roku 1312 Węgrzy, korzystając z chwilowej niemocy Polski, zajęli wspomnianą część ziemi sądeckiej z Lubowlą, Gniazdami i Podolińcem. Posuwając granice swego państwa aż po Dunajec, przyłączyli do Spisza ten obszar, zasiedlony po wsiach przez lud polski a po miastach przez Niemców, których dawniej już osadzili tam książęta polscy.

Współczesne rzeźby zoomorficzne na górnym zamku
Ale Polska nie zapomniała o tem, że Spisz jej był niegdyś własnością, gdy więc król węgierski Zygmunt znalazł się w potrzebie pieniężnej i zwrócił się do Polski z prośbą o pożyczkę, król Jagiełło nie odmówił mu pieniędzy, ale dając 37.000 kóp groszy, t.j. na dzisiejsze pieniądze kilkadziesiąt miljonów koron, zażądał zwrotu Lubowli, Gniazd i Podolińca, jako gwałtem oderwanych przed stu laty od Polski, a nadto jako zastawu dla pożyczonej sumy 13 innych miast spiskich (Biała spiska, Lubica, Wierzbów, Włachy, Nowa wieś spiska, Sobota spiska, Poprad, Straża, Ruskinowce, Wielka, Podgrodzie spiskie, Maciejowce, Twarożna).
W roku 1412 zawarto tę umowę w Starej wsi i postanowiono, że Polska tak długo może trzymać te miasta, póki jej cała pożyczona suma nie zostanie przez Węgrów zwrócona. Lecz Węgrzy o zwrocie pieniędzy nie myśleli, bo też ich nie mieli, i próbowali zrazu wyłudzić Spisz od Polski bez zwrotu długu, a gdy się im to nie udało, dali spokój. Dopiero po 50 latach król Maciej Korwin przypomniał sobie tę sprawę i ofiarując zwrot pożyczki, zażądał Spisza. Ale Polacy odmówili, bo tymczasem zastaw już uległ przedawnieniu i Spisz stał się własnością Polski. Węgrzy nie chcieli tego uznać, a wtedy Polacy odwołali się do papieża, który oddał sprawę do rozstrzygnięcia prawników polskich i węgierskich. Otóż sąd ten uznał, że ponieważ Węgrzy przez tak długi czas zwlekali ze zwrotem pożyczonej sumy, zastaw miast spiskich przepadł dla nich, a Polska uzyskała je na wieczystą własność. Węgrzy widocznie zrazu ten wyrok papieskiego sądu rozjemczego uznali, bo przez następnych 60 lat nie upominali się już o Spisz i dopiero potem zaczęli znów trapić Polskę o jego zwrot, ale Polacy mając za sobą wyrok sądowy, oddać miast spiskich Węgrom, jako odwiecznej własności swojej, nie myśleli.

W połączeniu z Polską miasta spiskie rozwijały się bardzo pomyślnie, prowadząc z Krakowem, Gdańskiem i innemi miastami polskiemi ożywiony handel, dzięki któremu wzrastała zamożność mieszkańców. Podczas gdy miasta, pozostające pod panowaniem węgierskiem, uginały się pod ciężarem podatków i różnych opłat na rzecz królów węgierskich, miasta spiskie cieszyły się swobodą i przywilejami, które były podstawą świetnego ich rozkwitu pod polskiemi rządami. Do dziś dnia widoczne są w tych miastach ślady tego dobrobytu i tej kultury, jaką Polska tam zaszczepiła i której udzielała swej opieki. Na każdym kroku spotkać tam można owoce troskliwej ręki polskich starostów i do dziś dnia imiona takich np. Lubomirskich żyją we wdzięcznej pamięci Niemców spiskich. Wspaniałe pomniki i ołtarze w kościołach na Spiszu, dłuta uczniów rzeźbiarza Wita Stwosza, który głównie żył i działał w Krakowie, są wymownem świadectwem tej kulturalnej pracy Polski na Spiszu. Dbając też o rozwój oświaty, założyli Polacy w Podolińcu liceum pijarskie, nie krępując zresztą w niczem rozwoju narodowego, ani wolności religijnej, przeciwnie darząc mieszkańców Spisza szeroką tolerancją religijną.


Nic dziwnego, że Spisz, doznając w związku z Polską tylko dobrodziejstw, czuł się w jej ramach państwowych szczęśliwym, a wdzięczni mieszkańcy miast spiskich, wiernie służąc Polsce, zasłużyli na zaszczytne miano "die getreuesten Unterthanen der Kron Polen" i że w sporach między Polską a Węgrami o prawa do Spisza opowiadali się za przynależnością do Polski, powołując się zresztą na przysięgę, jaką Koronie Polskiej złożyli.

Dzisiaj jedynymi stałymi mieszkańcami Spiskiego Zamku są susły moręgowane, których liczna kolonia znajduje się na dolnym zamku. Są ufne i chętnie korzystają z resztek pozostawianych przez turystów. Nie przeszkadzają im nawet głośne przeboje Karela Gotta rozlegające się podczas imprez z sąsiedniego drewnianego podium.

Młode, bardziej niedoświadczone susełki pozwalają na bliższy kontakt, ale nawet one trzymają w miarę bezpieczny dystans chyba, że przekupimy je jakimś smakołykiem.

Na murach obrońców nie zobaczymy, za to nie brakuje osobliwości florystycznych. Tutaj obficie nieznany z Polski dzwonek karpacki.

Owocująca perłówka siedmiogrodzka - południowy gatunek bardzo rzadki  w naszym kraju.

Nierzadki również na naszych murawach kserotermicznych krwawnik pannoński.

4 komentarze:

  1. bardzo ciekawy opis, nie wiedzialam, że mieszkaja tam susły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Susły tam rządzą, mają nawet wyznaczony rezerwat.

      Usuń
  2. Dzwonek karpacki na murach - rozczulający. Pzdr.

    OdpowiedzUsuń