Strony

Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania makowa, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania makowa, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 lipca 2026

Z biegiem Wiaru

Wiosenny Wiar pod Makową
Wiar jest niewątpliwie rzeką Pogórza Przemyskiego, choć bierze początek jako górski potok i przecina kilka mezoregionów fizycznogeograficznych. Wiar liczący niespełna 75 km, dwukrotnie przekracza granicę państwową, na swojej drodze tworzy przełomy, odsłania skały liczące dziesiątki milionów lat, mija dawne wsie i miejsca pielgrzymkowe, by ostatecznie zakończyć bieg w Sanie na terenie Przemyśla. Spróbujmy prześledzić jego drogę od pierwszych źródeł aż do ujścia.

poniedziałek, 3 listopada 2025

Tyszkowscy - po śladach myśliwskiej legendy

Huwniki
Obszar dawnego folwarku Tyszkowskich w Huwnikach
O rodzie Tyszkowskich pisałem na tym blogu w 2020 roku korzystając z niezbyt pochlebnego opisu  z pamiętnika Jana Porembalskiego "Wspomnienia z birczańskiego". Rodzina Tyszkowskich oraz inne podprzemyskie rody zyskały ostatnio nową sławę dzięki powieściom autorstwa Magdy Skubisz zapoczątkowanych tomem Aptekarka (2022). Dotychczas czterotomowy cykl, stanowi interesujący przykład współczesnej prozy łączącej elementy realizmu Galicji z lat 1854-1855 z ezoteryczno-zielarskimi wątkami oraz feministyczną, ahistorycznie nowoczesną wrażliwością. Mieszanka ta choć ryzykowna, nie jest pozbawiona walorów poznawczych i groteskowego miejscami humoru. Autorka korzystając z autentycznych nazwisk, miejsc i faktów, tworzy nową legendę Pogórza Przemyskiego budując klasyczny romansowy trójkąt - heroina w osobie zielarki Katji i dwóch konkurentów Józef (ok. 1827-1882) i Antoni Tyszkowscy (1825-1895). Powieściowy Józef to postać niemal idealna – przystojny, bosko umięśniony, prawy, spokojny i rozważny, lojalny wobec osób bliskich, romantyczny obserwator przyrody. Jego brat Antoni to typ początkowo odrażający, nadużywający jadła i trunków namiętny myśliwy, dręczący chłopów chutliwy awanturnik. Zielarka Katja inspirowana dwiema realnymi postaciami, jawi się jednak nie tyle jako rekonstrukcja historyczna, ile jako alegoryczna figura kobiecej mądrości i niezależności – outsiderka kontrastująca z patriarchalnym światem XIX wieku.
Jak powieściowe opisy  głównych bohaterów mają się do historycznych realiów,  dowiemy się pewnie dzięki pracy p. Janusza Dedio - regionalisty badającego historię rodziny Tyszkowskich (patrz publikacja pt. "Rodzina Tyszkowskich. Zapomniana historia" i kolejne tomy).

czwartek, 23 października 2025

Makowa Kolonia w 1908 roku

Widok na stary cmentarz ewangelicki w Makowej

O Makowej na tym blogu pisałem już kilka razy klik>. Tym razem trochę nowych materiałów o społeczności niemieckiej z Makowej w tym archiwalne zdjęcia oraz tłumaczenie artykułu „Makowa. (Wauderversammlung.)” z Deutsches Volksblatt für Galizien z 22 maja 1908 roku.

niedziela, 21 czerwca 2020

Rezerwat Jelenia Karpackiego

Współczesna hodowla zagrodowa jelenia w Bieszczadach
Wędrując po Pogórzu Przemyskim nie tylko w realu, ale równie często palcem po mapie w okolicach nieistniejącej wsi Borysławka potykałem się o napis „Rez. Jelenia Karpackiego”. Oczywiście kojarzyłem go automatycznie z Państwem Arłamowskim.

piątek, 8 maja 2020

Wendelin kontra Stanisław

 Kościół pw. Najświętszego Imienia Jezus i św. Wendelina obecnie p.w. św. Stanisława Biskupa w Nowych Sadach
Osady kolonizacji józefińskiej mimo, że stosunkowo liczne w regionie, pozostawiły po sobie stosunkowo niewiele śladów. Ich historia zainicjowana przez Marię Teresę była sprężyście rozwijana przez jej syna Józefa II Habsburga.

niedziela, 5 stycznia 2020

Lasy i pastwiska w królewszczyznach starostwa przemyskiego w wieku XVI

Premislia celebris russiae civitas - źródło: Polona
Liesne wkupi. Iz zyemia Przemiska ma wiela wszi polnich, lyaszow nie maiączich, przetoz szą niektóre myasteczka y wszi ziemiańskie, wkupuiącze szię w lyaszi królewskie, tak w lyasz, ktori zowa Makową, nyedalieko Przemislia lezączi,

sobota, 22 października 2011

Góra Filipa

Widok na Górę Filipa od strony południowo-wschodniej

Środkowa część doliny Wiaru w okolicach Makowej wspominana jest w publikacjach naukowych i popularnych jako obszar występowania bogatych gatunkowo muraw kserotermicznych określanych zwyczajowo jako „kwietne stepy łąkowe”. Zbiorowiska te są siedliskiem licznych kserotermofilnych gatunków flory i fauny o charakterze pontyjskim lub subpontyjskim. Wśród kserotermów, które miałem okazję oglądać na Pogórzu Przemyskim do najcenniejszych zaliczam murawę kserotermiczną odnalezioną w Makowej, w paśmie wzgórz położonych pomiędzy potokami Turnica i Sopotnik. Murawy występują tu na lokalnym garbie (wys. 339 m n.p.m.), zwanym przez miejscową ludność „Górą Filipa”, 400 metrów na południowy-zachód od ujścia potoku Sopotnik do Wiaru. Miejsce zachwycające swoją urodą, jakby przeniesione z innego, bajkowego świata. Dziewiętnastowieczny badacz flory tych terenów Bolesław Kotula tak opisywał ten teren „Okolica pagórkowata jest po większej części w uprawną role zamieniona, wśród której tu i ówdzie miedze i stoki zbyt strome zachowały florę pierwotną, florę kwiecistych stoków, przypominających pod niejednym względem florę Podola”. Dzisiaj niewiele tu upraw, na skutek zaniechania wypasu zanikają też murawy. Od zupełnego zarośnięcia przez tarninę ratują je tylko wiosenne pożary traw, wyklinane zwykle przez przyrodników.
Murawa kserotermiczna w czerwcu - kwitnie oman szorstki

Walor murawy podnosi najliczniejsze w polskich Karpatach stanowisko zawilca wielkokwiatowego i bogata flora kserotermiczna. 
Murawa kserotermiczna w maju - kwitnie pępawa różyczkolistna i zawilec wielkokwiatowy

Z interesujących gatunków kserotermicznych nienotowanych dotychczas w grupie Suchego Obycza wymienić należy: pępawę różyczkolistną, bodziszek czerwony, oman wierzbolistny, tymotkę Boehmera, głowienkę wielkokwiatową, koniczynę długokłosową. 
Murawa kserotermiczna w czerwcu - kwitnie koniczyna długokłosowa zaskakująca kwiatostanem, którego długość zgodnie z nazwą osiąga nawet 10 cm

Stwierdzono tutaj także liczne występowanie dwóch gatunków wymienionych w Czerwonej Księdze Karpat Polskich: pępawy różyczkolistnej i prosienicznika plamistego. Na „Górze Filipa” rośnie ponadto 17 gatunków objętych ochroną prawną: wymieniany już zawilec wielkokwiatowy, cebulica dwulistna, storczyca kulista, storczyk męski, gółka długoostrogowa, lila złotogłów, goryczka krzyżowa, goździk kartuzek, orlik pospolity, wilżyna bezbronna, zimowit jesienny, kruszyna pospolita, pierwiosnek lekarski, listera jajowata, kopytnik pospolit, pierwiosnka wyniosła, barwinek pospolity. 
Liczna (kilkaset kwitnących roślin) i bujna (niektóre łodygi powyżej 1 m) lilia złotogłów na Górze Filipa

Mapa geologiczna Ludwika Watychy sugeruje, że pagórek zbudowany jest ze skał ławicy odpornych na wietrzenie margli bakulitowych, zwanych też marglami z Węgierki. Są to margle siwe i jasnobrunatne, twarde, poprzecznie ostrokrawędzisto pękające, zbite, łupiące się nierówno w płytki przy uderzeniu. Margle bakulitowe są elementem górnokredowych skał fliszowych płaszczowiny skolskiej (warstwy inoceramowe formacji ropianieckiej). Warstwy te tworzą głównie silnie wapniste, odporne na erozję piaskowce i łupki (tzw. flisz wapienny). Margle z Węgierki nie tworzą w profilu pionowym warstw inoceramowych ściśle określonego poziomu, ale występują jako różnej długości listwy, soczewki i buły. Według Watychy margle te rozwinęły się najlepiej i najliczniej właśnie w południowej strefie tzw łuski. IV Szybenica-Kalwaria Pacławska zaliczanej do skiby przemyskiej. Tworzą one tutaj grube, kilkunastometrowe, nierówne ławice zaznaczające się w terenie jako wysokie kopki i strome progi na zboczach wzniesień np. w okolicy Makowej Rustykalnej. Skały te są w stropie spękane i zwietrzałe, przykryte warstwą gliny z domieszką rumoszu. 
Odsłonięcie margla bakulitowego

W naszej strefie klimatycznej dla rozwoju muraw kserotermicznych ma przede wszystkim znaczenie topoklimat, względnie mikroklimat. W przeciwieństwie do stepów murawy nie mają charakteru roślinności strefowej. Traktowane są jako ekstrazonalne skupiska zubożałej roślinności kserotermicznej, których istnienie uwarunkowane jest specyficznymi warunkami lokalno-klimatycznymi, nie zaś ogólnymi cechami makroklimatu. Występują w miejscach wybitnie ciepłych, suchych i nasłonecznionych. Zajmują niewielkie powierzchnie stoków o wystawie przeważnie południowej, na krawędziach dolin rzecznych, wyżynnych wzniesień i wychodni skalnych, a także na zboczach pochodzenia antropogenicznego. Tylko wyjątkowo, w sprzyjających warunkach mikroklimatycznych mogą rozwijać się na terenach płaskich lub na zboczach o wystawie północnej. Taki przypadek ma właśnie miejsce na Górze Filipa, gdzie znaczna cześć murawy porasta stromy północny stok. 
Storczyk męski

Głównym zagrożeniem dla istniejących muraw jest obecnie proces postępującej sukcesji wtórnej. Zaniechanie użytkowania w wyniku wojennych i powojennych wysiedleń, na znacznych obszarach Pogórza Przemyskiego doprowadziło do rozwoju przedplonowych zbiorowisk leśnych. We wsi Makowa w 1868 roku było 587 mieszkańców i 25,7% gruntów nieleśnych, w 1900 roku 971 osób, w 1938 roku – 1370 mieszkańców, zaś w 1995 roku 318 mieszkańców i 16,4% gruntów nieleśnych. Spadek liczby mieszkańców wiąże się w tym przypadku w z dwoma wysiedleniami: niemieckich kolonistów józefińskich w 1939 roku oraz ludności ukraińskiej w latach 1946 i 1947. W 2007 roku Makowa liczyła 316 mieszkańców. 
Murawy ciepłolubne w dolinie Wiaru były w przeszłości ekstensywnie użytkowane, głównie poprzez wypasanie. Obszar Góry Filipa przed drugą wojna światową należał do kolonistów niemieckich i był przez nich użytkowany w części jako pastwisko, w części zaś jako rola. Po wojnie grunty poniemieckie upaństwowiono, a następnie skomunalizowano, teren zaś był użytkowany jako pastwisko. W latach 90-tych po ograniczeniu hodowli bydła w regionie wypasu zaniechano. Analiza zmian gospodarki hodowlanej, nie daje dobrych perspektyw na szersze wprowadzenie tej formy użytkowania i ochrony podobnych ekosystemów. W 1900 roku w samej wsi Makowa hodowano 94 konie i 336 krów. W 1996 w całej gminie Fredropol hodowano jeszcze 3049 sztuk bydła, 492 koni i 451 owiec. W 2002 roku liczba ta spadła ponad połowę do 1366 sztuk bydła, 258 koni, 32 owce i 95 kóz. Obecnie murawa utrzymuje się głównie dlatego, że w okresie przedwiośnia teren jest nieregularnie wypalany, co ogranicza zarastanie przez tarninę, głogi i dziką różę. 
Ze względu na wymienione wyżej walory zostały podjęte starania aby miejsce to objąć ochroną w formie użytku ekologicznego. Warto by też było wyznaczyć ścieżkę edukacyjną, która łączyłaby Rybotycze, Makową i Kalwarią Pacławską. Ścieżka mogłaby uwzględniać elementy przyrodniczo-historyczne w tym: murawy kserotermiczne, obiekty przyrody nieożywionej oraz pamiątki historyczne po czterech narodach zamieszkujących dolinę Wiaru.
wykorzystano fragmenty artykułu: Kucharzyk S., 2010: Murawa kserotermiczna z zawilcem wielkokwiatowym Anemone sylvestris L. na Pogórzu Przemyskim. Chrońmy Przyr. Ojcz. 66, 3.: 190–200.

sobota, 13 sierpnia 2011

Makowa - cmentarz rzymsko- i greckokatolicki

Makowa
Według Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich. T. 5, Warszawa : nakł. Filipa Sulimierskiego i Władysława Walewskiego, 1880-1914:
Makowa-kolonia i M. rustykalna (albo narodowa), wsie w pow. dobromilskim, 14 kilometrów na płn.- zach. od sądu powiat w Dobromilu, tuż na wsch. od urzędu poczt. w Rybotyczach. Na wsch. leżą Huwniki, Kalwarya Pacławska, Leszczyny, Sopotnik i Paportno, na płd. Arłamów, Kwaszenina i Jamna Górna, na zachód Jamna Dolna, Borysławka, Rybotycze i Kopysno, na płn. Kormanice, na płn. wsch. Koniusza (obie ostatnie w pow. przemyskim). Płd. część obszaru zajmuje las Turnica ze szczytem Suchy Obycz (621 m., znak triang.) na płd. Ku płn. opada obszar coraz niżej (Ostry garbek 387 m.) ku dolinie Wiaru (280 m.), płynącego przez płn. część wsi od zach., na wsch. W dolinie Wiaru leżą zabudowania wiejskie (301 m. cerkiew), do koła nich pola, a na płn. narożniku las ze szczytem 400 m. wys. na granicy płn. Wody z obszaru płd. zabiera dopływ Wiaru, pot. Turnica, nastający w płd. części, na płn. stoku Suchego Obycza, a zasilony licznemi strugami od praw. i lew. boku, płynący w końcu na płn. wsch. i wpadający do Wiaru między zabudowaniami wiejskiemi. Wody z obszaru płn. zabiera dopływ Wiaru, pot. Makowa, płynący od płn. zach. na płd. wsch. Własność większa (rządowa) ma roli ornej 6, łąk i ogrodów 6, pastw. 2, lasu 3157; własność mniejsza, roli ornej 886, łąk i ogrodów 132, pastw. 175, lasu 332 morgów. W r. 1880 było 223 mieszkańców w kolonii a 385 w Makowej rustykalnej (między tymi 8 obrządku rzym.-kat., 300 gr.-kat.).
Parafia rzym.-kat. w Kalwaryi Pacławskiej, gr.- kat. w miejscu (dekanat dobromilski, djecezja przemyska). Do par. należą Leszczyny i Huwniki z Hruszowem. We wsi jest cerkiew pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela, 1410 r. erygowana. Jest tu tartak wodny o l gatrze i l pile zwyczajnej. Konsumuje on rocznie 1000 metr. kb. drzewa jodłowego i świerkowego a produkuje 630 metr. kub. desek, łat i brusów, które się odstawia do kolei w Niżankowicach. Za czasów polskich należała wieś do dóbr koronnych, do starostwa przemyskiego. W r. 1787 przyłączono tę wieś do klucza dobromilskiego wraz z kolonią niemiecką w tymże roku założoną. W r. 1464 zatwierdza Mikołaj z Koniecpola, podkomorzy i starosta przemyski, wójtostwo czyli kniaźstwo Eliasza Wołocha we wsi Makowa. W r. 1578 postanowił król Stefan Batory dla poddanych wsi Makowy, Leszczyny, Janiny i Tyssowy robocizny od pół łanu jeden dzień, od całego łanu 2 dni w tygodniu. Jest też w Makowej filia parafii ewangelicko-augsburskiej w Bandrowie od r. 1783; dom modlitwy z r. 1868; szk. par., cmentarz ewangelicki.Makową założyli Rybotyccy na prawie wołoskim. Pierwsza wzmianka pochodzi z 1410 r., kiedy erygowano tu cerkiew parafialną. Król Władysław Jagiełło skonfiskował Makową i wraz z masywem lasów Turnicy przyłączył do królewszczyzn starostwa przemyskiego. W 1464 r. Mikołaj z Koniecpola, starosta przemyski, zatwierdził we wsi wójtostwo (kniaźstwo) Eliasza Wołocha. Pół wieku później kniaź Makowej nosił już tytuł „szlachetnego”, posiadał dwór, młyn oraz karczmę. W 1565 r. wieś liczyła 24 kmieci, dziesiętnika, bartnika i wójta. Każdy kmieć musiał dostarczać półmierek popiołu do blechu przemyskiego. Obowiązywał także odrobek w folwarku w Hujsku. W 1787 r. Makowa weszła w skład austriackich dóbr kameralnych. W latach 1782-83 osadzono w niej kolonistów niemieckich. Od tego czasu składała się z Makowej Rustykalnej, zamieszkiwanej przez Rusinów, i niemieckiej Makowej Kolonii. W XIX w. działała tu filia parafii ewangelicko-augsburskiej z Bandrowa. W 1868 r. wybudowano murowany zbór ewangelicki.
Ślad po dzwonnicy 
W 1921 r. Kolonia liczyła 39 domów i 255 mieszkańców (162 ewang., 59 grek., 34 rzym.). W Makowej Rustykalnej było 70 domów i 431 mieszkańców (314 grek., 71 rzym., 26 ewang., 20 mojż.).
Większość mieszkańców wywieziono na Ukrainę w 1946 r. Drewnianą cerkiew rozebrano w 1968 r. Na cmentarzu widoczne są jeszcze resztki murów po przycerkiewnej dzwonnicy  i dwa nagrobki parochów (proboszczów) miejscowej parafii.
Cmentarz w Makowej
Nagrobek proboszcza ks. Andrija Nebożuka (1891-1930)

wtorek, 5 lipca 2011

Makowa, Pogórze Przemyskie

Widok na stary cmentarz ewangelicki w Makowej (po lewej)
W autobiograficznej powieści emigracyjnej pisarki Barbary Toporskiej (żony Józefa Mackiewicza) znalazłem ciekawy wątek opisujący międzywojenne stosunki we wsi Makowa. Miejscowość tę darzę szczególnym sentymentem z różnych względów. Między innymi dlatego, że dolina Wiaru była w swoim czasie siedliskiem czterech nacji jakoś ze sobą współżyjących. Polacy, Ukraińcy, Żydzi i stosunkowo najmłodsi przybysze - Niemcy z kolonizacji józefińskiej mieli tu swoje świątynie i domy.
Poniżej zamieszczam świadectwo czasów.
Trzeba jednak pamiętać, że w tej opowieści autorka "nie trzyma się chronologii, po części z nonszalancji, ale głównie z przeświadczenia, że wszystkie sprawy przeszłe i zaprzeszłe, tylekroć przetrząsane w naszej pamięci, kojarzą się w inne układy, niż te, które obowiązują historyka." Autorka prawem pisarza ukrywa też prawdziwe nazwiska bohaterów, a czasami także zmienia nazwy miejscowości.
Makowa jednak wydaje się być Makową. Chociaż nie mam pewności czy faktycznie na tamtejszym cmentarzu spoczywa polska ziemianka, potomkini niemieckich baronów.

Grób Georga Jaki nauczyciela w Makowej (* 16.4.1868, † 31.5.1935). Nauczyciel mógł pełnić okresowo obowiązki pastora, gdyż Makowa należała do odległej parafii w Bandrowie.

Spójrz wstecz Ajonie! str. 311-314
Pastor przyjął Łanowskiego grzecznie, a skoro się dowiedział, że wyznanie zmarłej nie było następstwem manipulacji rozwodowych, wręcz serdecznie. Łanowski opowiedział mu w skrócie dzieje rodzinne pani Doroty, od tych „Ostzejców” von Krausenbergów z Flechowa poczynając, co bardzo pastorowi nasunęło dużo refleksji, którymi rad by się podzielić. Jak też historia tej małej osady niemieckiej, która kilkakrotnie nazwał wyspą. Sam pochodził z Poznańskiego i nazywał się Nijaki. Mówił o trudnościach, jakie miał w pierwszym roku z porozumiewaniem się ze swoimi parafianami, którzy mówili tylko dialektem szwabskim. Mówił: „...tak bywa, że wierność wierze ojców sprzyja zachowaniu narodowości w najmniej sprzyjających warunkach, jak ta nasza wysepka tutaj, a bywa, że odwrotnie — prowadzi do wynarodowienia. Weź pan naszych bamberżan w Poznańskiem. Po dziś dzień zachowali swoje stroje narodowe z Bamberga, i swoje rodowe niemieckie nazwiska, a stali się najzacieklejszymi nacjonalistami polskimi przez wierność katolicyzmowi w okresie Kulturkampfu. W sferach wyższych, jak u pańskiej świętej pamięci małżonki, odbywało się to inaczej, ale u nas, u ludu, zwłaszcza chłopów, religia wyznaczała nacjonalność.”
Łanowski słuchał jednym uchem. Śpieszyło mu się. Musiał przecież obejrzeć schludny cmentarzyk, z grobami wystrojonymi w wianki i bukiety ufarbowanych bardzo jaskrawymi barwami nieśmiertelników, musiał przystać na zaproponowane miejsce, na względnie niską jego cenę, musiał skorzystać z uprzejmości pastora i udać się wraz z nim do kamieniarza, miejscowego specjalisty od nagrobków. „Ukrainiec, ale i dla nas pracuje. Doskonały majster” chwalił pastor. Każda litera u niego, czy w cyrylicy, czy w łacince, czy w gotyku wychodzi jak cacko.”
Dom i warsztat kamieniarza znajdował się na ukraińskim krańcu wsi. Jak nad niemiecką połową Makowej panował zbór, tak nad tą cerkiew.
„Unicka” wyjaśnił pastor. ,,Z grekokatolikami żyjemy w serdeczniejszej zgodzie, niż z rzymsko-kato1ikam” westchnął. Może dlatego, że w podobnej sytuacji. My wyspa, a oni przylądek. To przyczółek najbardziej na zachód wysuniętych ongisiejszych Grodów Czerwieńskich. A może ze wspólnych zamiłowań. Do sadów, do śpiewów. Nasze chóry konkurują, jak jabłka w naszych sadach. Dziwna ta nasza Makowa, bardzo dziwna. Ale wiosną, jak zakwitną sady, zobaczy pan, jak tu pięknie. Albo latem... Nie mówię, żebyśmy żyli bez trosk, bez szykan nawet, zdarzają się, owszem, ale oby Bóg pozwolił dożyć tutaj nam w pokoju! Taak...” Westchnął.
W kancelarii pastor spytał Łanowskiego, czy posiada lekarskie świadectwo zgonu. Łanowski uniósł ze zdziwienia brwi:
„Nie ma u nas zwyczaju wzywać doktorów do umarłego. Cóż mógłby pomóc?”
„My tutaj jesteśmy uprawnieni do wystawiania metryk zgonu, jak metryk ślubów, czy chrztów, gdy chodzi o nas parafian. Cóż? nawet do chorego trudno wezwać lekarza. Zakaźnych wieziemy do szpitala, inne choroby leczy akuszerka. Albo wyleczy, albo nie. Wola Boża. A pańska małżonka długo chorowała?”
„Wcale nie chorowała. Umarła nagle, tak jak jej bracia. To znaczy jeden po ataku żył sparaliżowany i nieprzytomny. Jeszcze koło dziesięciu miesięcy. Moja żona wierzyła w ziółka i homeopatię.”
»Aaa... słyszałem. Dziedziczka z Krewerc. Opowiadali ludzie. Moja nieboszczka matka też uznawała tylko homeopatię. To w Niemczech bardzo popularne. Więc pogrzeb chciałby pan pojutrze?”
Jeśli można, za dwa dni. W piątek. Muszę telegrafować do krewnych do Warszawy.”
Na tym stanęło. Pastor, który już był zamierzał telefonować do powiatu (tylko do którego? Makowa nie należała do Krupnik Wielkich) z zapytaniem czy nie istnieją jakieś obiekcji w pogrzebaniu osoby mu nie znanej a zmarłej nagle, pomyślał, że skoro małżonkowi” z pogrzebem się nie śpieszy żadne podejrzenia nie mogą wchodzić w rachubę. Łanowski zrobił na nim jak najlepsze wrażenie. Pastor cieszył się myślą, że będzie miał okazję zawrzeć z nim bliższą znajomość, z człowiekiem wykształconym. Od iluż to lat zdany jest tylko na towarzystwo ludzi prostych nie licząc oczywiście żony, ale i ona zamknęła swoje horyzonty: gospodarstwo dwoje dzieci, i jeszcze prowadzenie kursów kroju i szycia... Łanowski okazał zainteresowanie dla tutejszej kolonii, rzecz jasna historia to za długa i za odległa na dni żałoby, za obopólną zgoda odłożyli ją na później. Na to później” pastor się cieszył. z władzami nie lubił mieć do czynienia. Lubił natomiast swoją niemiecką biblioteczkę, i obiecywał sobie, że zaraz po obiedzie zacznie w niej szperać, i a nuż znajdzie coś o tych von Krausenbergach.
„Będziemy chowali prawdziwą niemiecką arystokratkę” powiedział do żony, rozlewającej z nachmurzoną miną zupę. Obiad był spóźniony.
,,Was du nicht sagst?!”
„Właściwie Polka. Ale z prostej linii od baronów Krausenberg.”
Pastor odmówił nad grobem modlitwy po polsku. Później jednak zwrócił się półobrotem do grupy stojących za nim po niemiecku. Przemówienie było krótkie, poza polska zakonnicą nikt jego treści nie zrozumiał, domyślano się tylko że pastor nawiązuje do niemieckiego pochodzenia zmarłej; kilkakrotnie padło nazwisko barona Krausenberg. Kiedy skończył, na czoło grupy wysunęła się kobieta z nutami w ręku i zaintonowała żałobny psalm. Wówczas dopiero spostrzeżono że cały ten `chór ubrany jest w obce ludowe stroje przykryte wprawdzie w dużej mierze płaszczami z samodziałowego szarego sukna i i kręcącymi się coraz gęściej w powietrzu krupeczkami śnieżynek W oczy rzucały się tylko dość dziwaczne kapelusze kobiet, i białe grube pończochy całej grupy. Jednocześnie nie opodal zaczęła się formować z lekkim poszturchiwaniem druga grupa. Kobiety i dziewczęta, wysunięte przodowi, miały czerwone chusteczki zawiązane pod brodą a spod wełnianych chust otulających ciała barwiły się różnokolorowe spódnice i haftowane fartuchy. Zaraz też jak chór niemiecki umilkł, rozległo się z tamtej strony gromkie, a rozlewne ,,Hospody pomyłuj”. Chór ukraiński był o wiele mi zdyscyplinowany niż niemiecki, ale jego pienia miały w sobie tyle smutku, żalu i błagalnych zawołań, że Tesa rozpłakałaby się serdecznie, gdyby nie czuła bez przerwy na sobie czarnych oczu służącej Marianny, i wprawdzie mniej uporczywy niemniej obserwujących ją w szybkich spojrzeniach spod czarnych rzęs niebieskich oczu Lola.
- U nas już się tak utarło - ni to tłumaczył, ni to nie tłumaczył się Łanowskiemu pastor, prowadząc go do kancelarii. - Żegnamy naszych zmarłych wspólnie, po sąsiedzku.”
...

Spójrz wstecz Ajonie! str. 321-324
POST SCRIPTUM: O dalszych dziejach Makowa, Czy Makowej, dowiedziałam się przypadkiem wiosną bodaj 1975 roku. Kręciliśmy się samochodem po Bawarii, opóźniając przyjazd do kosztownego Monachium.
…
Zatrzymaliśmy się na obiad w prawie samotnie stojącej gospodzie pod Nördlingen.
…
Gospoda była nowa, ale jej właściciel starym tutejszym obyczajem gdzieś w połowie obiadu zaczął obchodzić stoły i stoliki, witając gości nie tylko ukłonem lecz i podaniem ręki i zapytując, czy zadowoleni. Był to mężczyzna na oko jeszcze młody, we wczesnym ,,średnim wieku” najwyżej, ubrany w raczej egzotyczny dla tej okolicy strój ludowy: na głowie coś w rodzaju czarnego fezu z długim pomponem, na nogach białe pończochy, na czarne spodnie spięte pod kolanami narzucony długi i szeroki niebieski kasak z haftowanymi naramiennikami. Oczywiście pochwaliliśmy pieczeń wieprzową, z kapusta i dużym knedlem, a gdy odchodził, Wanda się odezwała się ,,Po Anglii wszystko smakuje.”
,,Polaki?” Odwrócił się, zawrócił i nie pytając przysiadł do stołu.
,,Vertriebene?” odpłaciliśmy pytaniem za pytanie. ,,Dwa razy vertriebene” odpowiedział z pewną dumą, jaką każdy człowiek ma dla niezwykłości swoich losów. I prawie zachęty zaczął opowiadać: Jak się skończyła wojna w l939 roku, ich mała niemiecka kolonia od niepamiętnych czasów zasiedziała w środku Polski, znalazła się obok granic sowieckiej. Wówczas Hitler kazał ich przesiedlić pod Posen (,,Posen” mówił). No a po wojnie Polaki do Warthegau wrócili, i ich wyrzucili do Niemiec. Więc dwa razy ,,vertriebene”, i stąd mieli różne kłopoty z uzyskaniem odszkodowania od rządu w Bonn. No, ale chwalić Boga, w końcu ojciec dostał i mógł za nie pobudować się w tym osiedlu, zanim mu się nie zmarło, w zeszłym roku on sam wybrał się w odwiedziny do tej swojej rodzinnej wsi, Makowa.
Zastrzygłam uszami. ,,Makowa? To nad Sanem?”
Niedaleko. Nasza rzeczka nazywała się Wiar.” Był na niej drewniany mostek, opowiadał, teraz pobudowali nowy, betonowy. A środkiem wsi biegnie szosa. Dla samochodu, to wygodnie, ale lipy, topole i drzewa owocowe, pod którymi biegał tą droga, dzieckiem, znikły. Tak jak dwie kirchy: niemiecka i ukraińska. Została tylko kamienna dzwonnica, jako zabytek. Dużo domów także zniknęło, wieś słabo zaludniona. Sami Polacy, opowiadał. Ich dom stoi, ale ludzie, co tam mieszkają, nie chcieli go nawet za furtkę wpuścić. Właściwie rozmawiał tylko młodą dziewczynka, lat może dwanaście. Powiedziała, że mieszkają tu z dziada pradziada. ,,A co się stało z Ukraińcami?” chciałam się dowiedzieć. Także wysiedleni. Na sowiecką stronę. Kiedy, nie wiedział. W 39-ym wprowadzali się do ich, przesiedlanych Niemców, domów Ukraińcy, ci miejscowi. Teraz nie ma tam ani jednego. Mówiono mu, ale to w Przemyślu, więc nie wie czy prawda, bo Przemyśla dość daleko z Makowa, że tę cerkiewkę to Ukraińcy sami rozebrali i tak kawałkami przenieśli całą z własnym dobytkiem podczas przesiedlenia. Chyba to było już po wojnie, domyślał się, ale czy mu tak mówiono, nie pamięta. Pamiętał natomiast, że w Przemyślu za trzyosobowy pokój w hotelu płacił 5 marek, więc tanio.
,,A cmentarz niemiecki w Makowej?” przerwałam.
Był i tam, i przytaknął ruchem głowy, ale grobów swojej rodziny nie odnalazł. Może i dobrze nie wiedział, gdzie ich szukać, tyle lat, a z dziesięć mu było, jak wyjeżdżali z Makowa. Trawą zarosłe, zapadłe w ziemię, niektóre jeszcze kruszeją pod mchem na kamieniu, ale widocznie tam jeszcze ktoś zachodzi, bo na jednym odczytał wyryte scyzorykiem - dupa.
,,A gdzie się pan tak dobrze nauczył po polsku?” spytałam, by zatrzeć wrażenie. Wcale nie mówił dobrze po polsku. Mówił właściwie po niemiecku, wtrącając słowa polskie, jak zabytek, szosa, z dziada pradziada, i owo ostatnie.
,,Od Polaków. Nas w Makowej było może 15 do 20 rodzin niemieckich, Ukraińców trochę więcej, a naokoło Polacy. W Warthegau też sporo Polaków podczas wojny pozostało.” I opowiadał dalej rzeczy może i ciekawe, ale z moją, powieścią zupełnie już bez związku. Chyba może to sentencjonalne przed pożegnaniem „Heimatsrechts nie mają dziś ani żywi, umarli. I Herrschaften” spojrzał przez okno na tył naszego Austina ze znakiem GB ,,także nie. Dieser schreckliche Krieg” westchnął i „Leben Sie wohl!”