| Początek szlaku Ustrzyckiej Rozety - Zadwórze |
![]() |
| Fragment mapy "Obszary naftowe i gazowe Polski w Karpatach i na przedgórzu" Konstanty Tołwiński, Państwowy Instytut Geologiczny 1928 rok |
![]() |
| Fragment mapy "Obszary naftowe i gazowe Polski w Karpatach i na przedgórzu" Konstanty Tołwiński, Państwowy Instytut Geologiczny 1928 rok |
| Zabezpieczona studnia po odwiercie |
| Studnia po odwiercie naftowym |
Po odzyskaniu niepodległości Polska stanęła przed zadaniem ujednolicenia przepisów górniczych odziedziczonych po trzech państwach zaborczych. W II Rzeczypospolitej nadal działały przedsiębiorstwa korzystające z praw nabytych wcześniej, a system prawny odziedziczony po monarchii austro-węgierskiej nie został od razu zastąpiony jednolitym rozwiązaniem. Prawo górnicze z 29 listopada 1930 roku, które weszło w życie w 1932 roku, nie rozstrzygnęło od razu wszystkich zagadnień związanych z ropą naftową: poszukiwanie i wydobywanie substancji bitumicznych pozostawiono do odrębnego uregulowania, a dotychczasowe przepisy zachowały przejściowo moc. Dlatego w latach trzydziestych prywatne kopalnie naftowe mogły nadal działać na podstawie wcześniej ustanowionych praw. W fachowej prasie naftowej toczyła się przy tym coraz bardziej zdecydowana dyskusja nad przyszłością ustawodawstwa. W 1928 roku publikowano założenia nowej ustawy naftowej, a w kolejnych latach przedstawiciele przemysłu spierali się o to, czy należy utrzymać zasadę akcesji, czy też zastąpić ją zasadą regale, w której państwo miałoby zasadniczy wpływ na przyznawanie praw do poszukiwania i eksploatacji złóż. Przeciwnicy zasady akcesji podkreślali, że związanie praw do ropy z własnością powierzchni może utrudniać dostęp do terenów wiertniczych, podnosić koszty inwestycji i hamować rozwój kopalnictwa. Wskazywali również, że właściciel gruntu może oczekiwać udziałów w wydobyciu na tyle wysokich, iż przedsięwzięcie staje się nieopłacalne. Z ich perspektywy państwo, przyznając prawa górnicze i ustalając warunki eksploatacji, mogłoby łatwiej koordynować poszukiwania i ograniczać gospodarcze skutki rozdrobnienia. Inaczej patrzyli na tę kwestię obrońcy dotychczasowego porządku. Wskazywali na prawa nabyte, stabilność zawartych umów i ryzyko, że nagła zmiana podstawy prawnej naruszy istniejące stosunki gospodarcze. Nie musieli przy tym twierdzić, że system akcesji jest pozbawiony wad; mogli opowiadać się za jego reformą i ograniczeniem najbardziej uciążliwych uprawnień właścicieli, nie zgadzając się jednak na całkowite odejście od zasady, która przez dziesięciolecia kształtowała galicyjskie kopalnictwo. Szczególnie dobrze widać to w roczniku 1933 miesięcznika „Nafta”. W zeszycie 10 ukazał się artykuł Józefa Szlemińskiego "W przededniu zmiany ustawodawstwa naftowego", a obok niego opublikowano opinię Izby Przemysłowo-Handlowej we Lwowie o nowym projekcie ustawy naftowej. Zestawienie tych tekstów pozwala dostrzec, że przeciwnicy akcesji przedstawiali ją jako przeszkodę dla rozwoju przemysłu, natomiast zwolennicy zachowania dotychczasowego modelu obawiali się gwałtownego zerwania z utrwalonymi prawami i umowami. W dyskusji pojawiał się także problem zagranicznego kapitału: nie było oczywiste, czy zmiana prawa wzmocni polskie kopalnictwo, czy raczej ułatwi silniejszym finansowo przedsiębiorstwom przejmowanie korzystnych terenów. To jeden z ciekawszych paradoksów ówczesnej debaty. Obie strony powoływały się na interes polskiego przemysłu, ale inaczej rozumiały sposób jego ochrony. Dla jednych większa rola państwa miała ograniczyć rozdrobnienie, koszty i blokowanie inwestycji, dla drugich zmiana systemu mogła naruszyć prawa właścicieli i otworzyć drogę podmiotom dysponującym większym kapitałem. Samo odwołanie do interesu narodowego nie przesądzało więc, która strona miała rację; spór dotyczył przede wszystkim tego, jaki model prawny rzeczywiście sprzyjałby poszukiwaniom i wydobyciu.
| Widok na jesienne Zadwórze |
W jednym ze sprawozdań miesięcznika „Nafta”, obejmującym stan prac w grudniu 1931 r., odnotowano wiercenie prowadzone w Zadwórzu przez dr. Jerzego Apfla z Ustrzyk Dolnych. Na dzień 4 grudnia osiągnięto głębokość 252 m. W styczniu 1932 roku otwór „Zadwórze 1” miał 389 m głębokości, a w marcu wykazywano już 488 m i prowadzono jego rekonstrukcję. Co ciekawe wg miesięcznika "Geologja i Statystyka Naftowa Polski" na tej głębokości napotkano silną solankę.
Sprawozdanie opublikowane w numerze 8–9 „Nafty” z 1932 r. przynosi już informację o eksploatacji pierwszego szybu na kopalni w Zadwórzu. W okresie objętym raportem uzyskiwano z niego około 150–200 kg ropy dziennie. Jednocześnie drugi szyb doprowadzono do głębokości 200 m, po czym prace czasowo przerwano, planując rozpoczęcie wiercenia trzeciego szybu w pobliskim Hoszowie.
W 1933 roku pierwszy otwór w Zadwórzu nadal miał przynosić około 150 kilogramów ropy dziennie, ale dalsze poszukiwania nie dawały rezultatów, które uzasadniałyby większe inwestycje. W kolejnych doniesieniach pojawiały się informacje o słabych wynikach wierceń i niskiej opłacalności wydobycia. Na początku 1934 roku wszystkie trzy otwory były już nieczynne. Statystyka opublikowana w grudniu 1936 roku w „Kopalnictwie Naftowym w Polsce” wykazywała w Zadwórzu trzy otwory, ale bez produkcji ropy.
Tak zakończyła się krótka historia zadwórzańskiej kopalni: od wiercenia, które dawało nadzieję na lokalne źródło dochodu, po trzy nieczynne otwory, które nie stały się początkiem większego zagłębia. Z dzisiejszej perspektywy łatwo uznać to za epizod bez większego znaczenia, ale właśnie takie małe przedsięwzięcia składały się na historię galicyjskiego i międzywojennego kopalnictwa. Nie każda próba odkrycia złoża prowadziła do powstania kopalni, a nie każdy otwór, z którego wydobywano ropę, dawał dochód pozwalający na kontynuowanie wierceń.
W dostępnych materiałach nie znalazłem szczegółowej lokalizacji kopalni dr Apfela, jednak dzięki odkryciom terenowym pana Janusza z Zadwórza lokalizacje śladów po odwiertach w postaci studni i tzw. bełkotki zostały włączone w szlak Ustrzyckiej Rozety. Szczególnie ciekawa jest bełkotka, czyli oczko wodne, z którego intensywnie wydobywają się pęcherzyki gazu o intensywnym zapachu bituminów. Położenie i ukształtowanie otoczenia świadczy, że nie jest to naturalna migracja węglowodorów przez podłoże, ale ma raczej związek z dawnymi odwiertami.
Dziś historia zadwórzańskich wierceń jest niemal zapomniana, a po krótkim epizodzie pozostały przede wszystkim ślady w fachowej prasie. Warto jednak o nim pamiętać, bo przypomina o czasach, gdy naftowe poszukiwania nie ograniczały się do wielkich zagłębi, lecz obejmowały także niewielkie miejscowości na przedpolu Bieszczadów. Hasło „Drill, baby, drill!” brzmi współcześnie jak slogan polityczny, ale jego sedno — nadzieja, że pod ziemią znajduje się bogactwo, które można wydobyć i zamienić na dochód — było doskonale znane także przedsiębiorcom z Zadwórza. Ich historia pokazuje jednak drugą stronę tej nadziei: wiercenie mogło się udać, ropa mogła płynąć, a mimo to skala wydobycia i koszty dalszych prac nie pozwalały na utrzymanie kopalni.
| Bełkotka w Zadwórzu |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz