Strony

sobota, 30 lipca 2016

Galicjanie czy Zaborowiacy?

Widok na Zaborów i Nową Wieś
„Galicyanie” powieść Stanisława Aleksandra Nowaka to z pewnością dzieło pogórskie, a jako takie na tym blogu znaleźć się powinno. Zwłaszcza, że opisany w książce Zaborów jest o rzut beretem od mego rodzinnego domu. Jest także wsią, z której wywodzi się mój ród po pługu (bo przecież nie po mieczu). Wreszcie mój zaborowski dziadek Andrzej jest rówieśnikiem ostatniego bohatera powieści R. Kończyświata.

Ze zrozumiałym zainteresowaniem sięgnąłem zatem po tę księgę licząca ponad 900 stron. Marii z Pogórza dziękuję w tym miejscu za polecenie Galicyan. Czytałem z mieszaniną zaciekawienia, ale muszę przyznać także rozczarowania. Założyłem (niesłusznie), że jest to nostalgiczna powieść historyczna trzymająca się w miarę realiów miejsca i czasu. Szybko jednak przekonałem się, że zarówno geografia, jak też chronologia są przez Autora traktowane z nonszalancją, co zresztą jest zabiegiem celowym, uczciwie zadeklarowanym na samym wstępie.  Stanisław Nowak pisze bowiem: „Dąb rozpoławia wieś „na „Przed dębem” i Za dębem” tudzież na Pozamiejscowość i Miejscowość. To ostatnie dwuświecie pochodzi stąd, że w zaprzeszłości chłopy rozpatrzyły się wojackiej mapie. Był w niej tylko Zaborów „Za dębem”. Zaborowia „Przed dębem” nie było, a może był, ale wypadł prawie na zgięciu mapy, dokumentnie tam, gdzie mapa się przerwała i zgałganiła w biały meszek.” Stąd też w Pozamiejscowości lokują się obiekty i przysiółki w realnej wsi nieistniejące takie jak: kościół, dwór, Rzeki i Koniówka (zaanektowane z sąsiedniej wioski). Twórca oznajmia też „Nie było w Zaborowiu jednego czasu. Nie było jednej pory dnia.” co tłumaczy różnego rodzaju temporalne figle.
Widok  z "Nieba" na Zaborów
Powieść jest pełna różnego kalibru konceptów i symboli, niektórych podanych wprost na tacy, innych schowanych w gęstwie „staropolsko-młodopolskiego”, kwiecistego, okraszonego neologizmami i archaizmami języka „galicyjskiego”. Język ten w warstwie leksykalnej ma zresztą niewiele wspólnego z miejscową gwarą,  natomiast w warstwie znaczeniowej ma mnóstwo punktów wspólnych. 
Widok  z "Nieba" na Zaborów
Ta pięknomowa jest mimo początkowych trudności odbioru mocną stroną powieści, rodzajem pajęczyny spajającej luźno związane ze sobą wydarzenia z całego rozległego obszaru Galicji. Centrum tej misternie tkanej pajęczyny jest niewielka wioseczka Zaborów, licząca niespełna 1000 dusz, która zdaje się chwilami ważniejsza niż Przemyśl, Rzeszów, a nawet Lwów. W samym środku sieci jak pająk siedzi sobie Autor wyławiające co tłustsze i smakowitsze kąski ze starych gazet, magazynów, książek i innych źródeł (podobno było ich więcej niż mieszkańców Zaborowia). 
Koniówka zimą

Pająk łowi także ciekawych ludzi, z upodobaniem kolekcjonując postacie historyczne, znane z literatury przedmiotu  (hrabia Nitsche, Antoni Łazowski). Wśród dramatis personæ pojawiają się także nazwiska współczesnych, sławnych w regionie osób jednak  mające z pierwowzorami niewiele wspólnego ( Franciszek Kotula, Tadeusz Kantor). Byłbyż to rodzaj hołdu oddanego antecesorom? 
W sumie różnych postaci przewija się w powieści parę setek - są to jak to w Galicji: Żydzi, Polacy, Rusini, Austriacy, Rosjanie, Węgrzy, wsiowe głupki, włościanie, szlachta, a nawet książę Pepi, któremu wiejska Pytia przepowiada śmierć w Elsterze. 
Tęcza nad Wisłokiem. czy to ona wypiła Lulusia?
Układ powieści dzieli się na cztery księgi  opisujące losy czterech pokoleń rodziny nomen omen Kończyświatów, o tytułach nawiązujących do czterech jeźdźców Apokalipsy (i ich koni), a zarazem czterech żywiołów. Jak na Apokalipsę przystało ginący świat wydaje się zasługiwać na zagładę. Morderstwa (z galicyjską rzezią na czele), pogromy Żydów, torturowanie chłopów pańszczyźnianych przez szlachtę, pochówki „na żywca” młódek  w celu powstrzymania zarazy, krwawe bójki na zabawach, rozboje, wiarołomstwa, oszustwa, pijaństwo, gwałty, darmodajki, zawitki. To nie jest opis nostalgiczny opis Belle époque, ani tym bardziej krainy dzieciństwa. Nie łagodzi tego wrażenia poetyczność pogórskich krajwidoków zmieniających się wraz z porami roku, czy też liryczne historie kochanków, żeniących się po raz wtóry z własną żoną, po ćwierci wieku.
Koniówka jesienią
Stąd też nie jest to książka, którą się można łatwo zachwycić, chociaż na pewno to lektura nader intrygująca. Autor galicyjskiej epopei, wieści koniec świata raczej ponurego i okrutnego. Zdaje się jednak zadawać pytanie czy na pewno ta „nowa ziemia” jest lepsza niż Pozamiejscowość zapadła w otchłani?

Moją krótką "recenzję" pozwoliłem sobie zilustrować archiwalnymi slajdami dokumentującymi krajwidoki z Zaborowia i okolic sprzed ponad ćwierć wieku. 
Na koniec krótki przewodnik po personach i księgach, który mam nadzieję ułatwi Wam nieco poruszanie się w świecie Galicyan:
Xsięga Biała - Zabór, Woda 
Ramy czasowe: 1812-1871 
Ojciec rodu: Jan Hyndryk Zenon Kończyświat (*22.XII.1812 - +????). Syn Jana Józefa Bonawentury Kończyświata i Bożeny Margorzenty Kończyświat z domu Wasilewskiej. Wcześnie osierocony, chłop pańszczyźniany, furman, wieloletni więzień niewinnie skazany za niepopełnione morderstwo, powstaniec styczniowy, zesłaniec syberyjski, w końcu „Amerykon”. Żona - Margorzenta Kończyświat z domu Kucab
Xsięga Czerwona – Mord, Ogień 
Ramy czasowe: 1831-1871 
Syn: Jan Adolf Kończyświat zwany Dolkiem (*26.XII.1831 - +1871) niemowa, wrażliwiec i muzykant, żonina ofiara. Żona - Helena Kończyświat (Zawitka)
A to żyto na Niebie jest połażone i wyleżane, jak  żytniany siennik. 
Bo na Niebo niby w podróż przedślubną wspinają się związki zakochane. 
Xsięga Czarna – Głód, Ziemia 
Ramy czasowe: 1847-1915 
Wnuk: Jędrzej Kończyświat zwany J.J. (*1855 - +8.III.1915) kobieciarz, awanturnik i koniarz, „Amerykon”, wozak  w  twierdzy Przemyśl. Żona - Agnieszka Kończyświat
Xsięga Żółta – Śmierć, Powietrze 
Ramy czasowe: 1872-1915
Prawnuk: R. Kończyświat (*1880 - +22.III.1915) oryginał i romantyk, również koniarz, c.k. żołnierz twierdzy Przemyśl. Żona - Katarzyna Kończyświat.

4 komentarze:

  1. Dzięki za recenzję. Mieliśmy w ręce te książkę w Empiku jakiś miesiąc temu - urzekła nas okładka, do rozsądku przywołała cena :D. Teraz nie żałujemy - po przeczytaniu Twoich refleksji za bardzo nam ten typ fabuły pachnie Olgą Tokarczuk. Wolimy więc oryginał. Od tej powieści - po przeczytaniu notki okładkowej - oczekiwalibyśmy zuuuuupełnie czegoś innego. Ale byśmy się rozczarowali!!! Dzięki raz jeszcze. Uściski

    P.S. Pewnie ją kiedyś przeczytamy, ale pożyczoną :DDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytać warto, chociaż z tym porównaniem do Olgi Tokarczuk chyba utrafiliście.

      Usuń
  2. Chyba prawdziwa, bo osobiście tych "nostalgicznych podróży do krain dzieciństwa" najzwyczajniej nie trawię. Wolę ciężką, czasami okrutną, czasami piękną prawdę. W końcu sam jestem Galicjuszem (tak wiem, nieprawidłowa forma, ale mi się podoba), znam i kocham tą ziemię.
    A miejsce akcji? To chyba trochę tak jak z Pleśną i Batylową. Wszystko co złe, głupie, śmieszne etc. pochodziło właśnie stamtąd (do mnie dotarło wraz z opowieściami Dziadka) choć dziś tam pobudowano nowoczesne wcale nie galicyjskie domy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię takie klimaty (chociażby memuar Wiktora z nowowiejskiego dworu :-) A co do prawdy to akurat ta książka reprezentuje raczej "realizm magiczny". Zaborów nie jest tam mimo wyszstko "jądrem ciemności", za taki uchodzi nieodległa Godowa, której mieszkańcy są tak agresywni, że raz w roku bez winy można takiego ubić albo zastrzelić ;-)

      Usuń