Strony

niedziela, 22 kwietnia 2012

Srebra z Dąbrówki Starzeńskiej



Niedaleko Dynowa blisko drogi na Birczę straszą ruiny rozległego niegdyś pałacu dość często zmieniającego właścicieli. Władali nim Kmitowie, Stadniccy, Czartoryscy, Ogińscy, Podolscy. Od 1789 roku zamek stał  się gniazdem rodziny Starzeńskich, którzy sprawowali tu rządy do 1947 roku, kiedy to obiekt został wysadzony w powietrze przez oddział UPA. Potomek rodu, pisarz i dziennikarz hrabia Ludwik Dębicki tak zapisał swoje wspomnienia dotyczące tego miejsca:
W malowniczej okolicy nad Sanem, stoi wśród starych drzew kilka baszt dawnego zamku i resztki murów obronnych. Jedno skrzydło zamku przebudowano niedawno na nowożytny pałac. To gniazdo rodziny Starzeńskich herbu Lis, Dąbrówka Starzeńska.
Z końcem XVIII stulecia rezydował tu pan regimentarz wojsk królewskich Starzeński (Piotr Starzeński ur. 1722, zm. 1797), prawa ręka hetmana Klemensa Branickiego, kasztelana krakowskiego.
Brat jego Maciej wziął dobra Pietków na Podlasiu i Strąblę na Litwie. I tak się rozdzieliły dwie linie tego rodu.
O Panu regimentarzu nie wiele podać mogły tradycye starych krewnych, których z dziecinnych lat zapamiętałem, natomiast wiele szczegółów o dworze jego wdowy (Marianna Starzeńska), z domu Rogalińskiej, herbu Łodzia, zwanej powszechnie „Jejmością”.
Byłoby to największem ubliżeniem, gdyby kto z gości, rezydentów, a choćby własne dzieci, inaczej przemówić się ośmieliły do pani Starzeńskiej, jak ”jejmość dobrodzika”.
Stary portret, istniejący dotąd, świadczy jak poważnie i dostojnie wyglądała ta pani. O zasobności domu przechowała się anegdota, że gdy córka, pani Spławska, z zamku w Dębnie przyjechała do zamku w Dąbrówce, panna służąca rzuciła na ziemię porcelanowym talerzem, który jej podał lokaj, mówiąc, że gdy państwo jedzą na srebrze, ona nie będzie jadła na skorupach. Było też w Dąbrówce zastawy i talerzy srebrnych na sto osób.
Bezczelna służąca nie chciała tu niegdyś jadać na porcelanie tylko zażyczyła sobie srebrnego talerza...
A nie było to w owych czasach osobliwością, każdy dom możniejszy posiadał część majątku w srebrach. Dopiero po wojnach napoleońskich nastąpił tak zwany poncerunek czyli przymusowe stemplowanie srebra, po którem nastąpiła przymusowa zamiana srebra na rządowe banknoty walutowe, a w pół roku później redukcya tej waluty ze 100 na 5. Oto w jaki sposób rządy cesarza Franciszka w dworach szlacheckich w Galicyi i w kościołach polskich szukały wynagrodzenia za koszta wojen napoleońskich.
Obok zbytku w srebrach, był w zamku w Dąbrówce dostatek, była nadworna kapela i marszałek dworu, a jejmość nie wyjeżdżała nigdy inaczej, jak karetą o sześciu białych koniach, z forysiem i dwoma hajdukami.
Dwóch synów podzieliło spuściznę pana regimentarza: Ksawery osiadł w Górze ropczyckiej, Aleksander objął Dąbrówkę nad Sanem.
W pałacu królewskim w Wersalu oglądać można portret pędzla Dawida, przedstawiający kobietę w białej sukni, z czerwonym szalem, opartą romantycznie na skale; ten portret, którego kopia znajduje się w muzeum Ossolińskich we Lwowie, przedstawia żonę pana Ksawerego Starzeńskiego, z domu hrabiankę Jaworską (Katarzyna Starzeńska). 
Kopia portretu  Katarzyny Starzeńskiej  w muzeum Ossolińskich we Lwowie
Podanie mówi, jakoby młodzież akademicka, trzymająca straż w czasie jakiejś uroczystości w galeryi w Luwrze, skrzyżowała bagnety wstrzymując wychodzącą piękną Polkę, i mówiąc, że nie dopuści, aby uciekła Wenus medycejska (więcej o jej wyczynach wyczytacie na Ogarzym Pogórzu). Działo się to za pierwszego cesarstwa, a w sześćdziesiąt lat później znał piszący staruszkę o zapadłych oczach, opadłych policzkach i otwartych ustach, która na ostatnie lata życia osiadła przy klasztorze Św. Józefa w Krakowie na dewocyi, dla pokuty i umartwienia zamiatała kościół.
Po bardzo świetnem i burzliwem życiu w różnych stolicach Europy, otaczała ją teraz troskliwa opieka dwóch córek, hr. Gabryeli Michałowej Starzeńskiej z Olejowa i hr. Julii Krasickiej z zamku w Baranowie. Jedyny syn państwa Ksawerych Starzeńskich, Ekscelencya hr. Kazimierz Starzeński z Góry Ropczyckiej, miał wznowić tytuł swego dziada regimentarza, gdy formował pułk Krakusów, w czasie wojny austryacko pruskiej w roku I8ó6.
Do bardzo wybitnej postaci Kazimierza Starzeńskiego, który wyglądał, jak trafnie powiedziano, jak wyglądać mogli towarzysze Wallensteina, powrócimy niejednokrotnie w dalszym toku pamiętnikowego opowiadania.
Gdy Kazimierz Starzeński wychował się w Wiedniu, służył w wojsku austryackiem i był pierwszym w Galicyi przedstawicielem polityki, opierającej się na tronie Habsburgów, doznając wielkich na dworze cesarskim względów; dwaj jego stryjeczni bracia, synowie Aleksandra z Dąbrówki, urodzeni z hr. J abłonowskiej, Wojciechi Adam, brali udział w powstaniu w 1831 r. Ich siostra poślubiła hr. Piotra Komorowskiego z Bilinki. Wojciech Starzeński poślubił hr. Dulską, brat jego Adam z Krzywczy Celinę Badeniankę.
Wróćmy jeszcze do jejmości pani regimentarzowej Starzeńskiej w Dąbrówce. Miała ona jedyną córkę Kunegundę, którą wydała w trzynastym. roku życia za Wykowskiego herbu Jastrzębiec, właściciela kilku wiosek w sanockiem. Trzynastoletnia panna młoda nie chciała jechać do ślubu, zwłaszcza, że pan młody był już podeszłego wieku, dopiero przełamano jej opór, gdy do karety włożono ulubioną lalkę. Przedwczesne to małżeństwo, po kilkoletniem pożyciu, zwyczajem owych czasów zerwanem zostało, a nowy związek zawarty z Janem Chryzostomem Spławskim, oficerem wojsk napoleońskich.

Państwo Spławscy zamieszkali w zamku Dębno pod Tarnowem, dobra Dębno trzymali w dzierżawie od bogatej rodziny Rudnickich, a posiadali na własność dobra Okocim i Rosenbark. W zamku w Dębnie przyszła na świat i wychowała się moja matka, a wnuczka gospodyni domu, po najstarszej córce Kunegundzie z Wykowskich Śląskiej. Babka, surowa dla własnych córek, ukochała szczególną miłością tę wnuczkę Celinę.
Zamek gotycki w Dębnie, niegdyś Oleśnickich, a potem Tarłów, był w owej epoce ogniskiem hucznego i wesołego życia. Opowiadania mej matki z lat dziecinnych przedstawiają Dębno w podobnych barwach, jak Soplicowo. Kilkanaście osób krewnych, powinowatych i przyjaciół mieszkało stale, po lat kilkanaście, niektórzy całe życie. Wśród rezydentów byli tacy, co trzymali własny ekwipaż. Urządzenie zamku dostatnie, ale bez błyskotek. . Wielka sala jadalna o stole dębowym, za nim bawialnia, gdzie odbywały się bale i teatra, po tem skarbiec z obiciem karmazynowem, gdzie zwykle pani domu zajmowała kanapę, witając przybywających gości. Za skarbcem kaplica. Oprócz dwóch córek z pierwszego, dwóch z drugiego małżeństwa, bywało zawsze kilka panien krewnych na wychowaniu i dla zabawy. Panny grywały na fortepianie, arfie i gitarze, haftowały na krosnach w zagłębieniu okien, każda miała sztambuch zapełniony wierszami licznego grona przebywającej młodzieży.
Gdy był zjazd lub bal, co zdarzało się często, panny do sukien białych lub różowych kroju empire, bo mody się w tym zamku nie zmieniały, miały na głowie kokardy a la Girafa. Pani domu przywdziewała na takie uroczyste przyjęcia aksamitną suknię, wielki łańcuch z krzyżem dyamentowym, kapelusz biały z piórami strusiemi, a na ręku szal turecki. Zmiana zachodziła tylko w barwie szalu, a było ich sześć: pomarańczowy, czerwony, turkusowy, biały, czarny i zielony, a każdy można było przeciągnąć przez pierścionek.
Na Nowy Rok, Wielkanoc lub w dzień solenizacyi, miała zwyczaj pani Spławska wynosić ze skarbca dwie kobiałki, jedną pełną złota, drugą pełną srebra, i po garści rozdawać dukaty dzieciom, krewnym i rezydentom, a cwancygiery służbie zamkowej i włościanom przybywającym z życzeniami.
źródło: Z dawnych wspomnień, 1846-1848 autor : Ludwik Dębicki
O starszej historii Dąbrówki wyczytacie z poniższej tablicy...


4 komentarze:

  1. Bardzo fajny opis - pozwoliłem sobie wykorzystać historię o służącej w skrytce geocachingowej.

    http://coord.info/GC3VME9
    Pozdrawiam
    GeoDarco

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe odwiedziny i promocję

      Usuń