Strony

niedziela, 22 czerwca 2014

Romantycy i heavymetalowcy pod Kamieniem Leskim

Nad skały, lasy, Karpatów zakręty,
Przepędza chmura jak żagiel rozpięty;
Nad chmurą orzeł, rozparty w pół kręga,
Ziemię wejrzeniem skróś ciemnoty sięga:
Kroplą jeziora, nitką każda rzeka,
Grudką mu góry zdają się z daleka;
Widzi i gwiazdę rzuconą w urwisko,
Gwiazdę, gwiazdeczkę, tam nizko, tak nizko,
Jak gdyby ziemia w szczelinę rozpadła
Światło Inkasów w Karpaty przekradła.
A tą gwiazdeczką szerokie ognisko,
Zewsząd daleko, miga zawsze blizko;
Nigdy tam, w deszczów największej ulewie,
I jedna kropla niespłynie po drzewie,
Nigdy tam bagno niewysycha na dnie,
Nigdy tam promień słoneczny niepadnie ,
Nigdy noc czarna nieroztoczy skrzydła.
Otchłań pod światem, okropna, obrzydła.

Prawie wszystkie większe ostańce piaskowcowe w Karpatach otacza nimb tajemniczości, legend i podań.  Nie inaczej jest w przypadku Kamienia nad Leskiem, którym zafascynowany był Hrabia Aleksander Fredro. U początku twórczości stworzył on romantyczny poemacik "Kamień nad Liskiem" opisujący perypetie czarodziejskiego uwiedzenia dziewicy Olgi przez tajemniczego opryszka. Tragicznego zbójcę wspiera w niecnym dziele karpacka wiedźma klasyczna w swej postaci.
Siedzi przy ogniu z żółtymi oczyma,
W wyschniętej dłoni czarny ożóg trzyma;
W kudłach padalec, u piersi ropucha —
Siedzi przy ogniu, dzikiej burzy słucha,
Słucha i zioła pełną garścią kładnie,
Kładnie, wstrząsa — kto? — tego nikt nie zgadnie

Olga - karpacka cud dziewica, półsierota równie klasycznie oczekuje w wieży powrotu z wojaczki swego ojca rycerza.
Tam czarna wieża - jakby komin góry,
Zda się wybuchać te ciągnące chmury,
Co dalej w kłębie jednego obwodu,
Stają na borach puklerzem zachodu;
I gdy w Karpatach świat się w nocy nurza,
One dnia resztę przejmując z podgórza.
Złotem i pasem obrębiwszy boki,
Składają łunę na rozdół głęboki;
Tak jak przyjaciel rodzinie dalekiej,
Zlecenie tego, co żegna na wieki. -
Czarna tam wieża przy zamku wysoko,
A niżej, nizko dolina głęboko;
W dolinie pasterz kapelusz przytrzyma,
Nim jej wierzchołka dosięgnie oczyma;
Wędrownik, nim huk po strzale usłyszy,
Zdrowaś Maryja, może zmówić w ciszy;
Rany myśliwiec z między Słońskich wrzosów,
Widzi jak plamkę na czaszce niebiosów.

A w czarnej wieży, jasne oko żyje,
Pod białą piersią czyste serce bije,
Czyste jak dusza, jak uśmiech dziecięcia;
Niema wyrazu, nawet i pojęcia
Na tę twarz krągłą, a w tej krągłej twarzy
Dziewicza skromność z ogniem się kojarzy ,
Czoło otwarte jak źwierciadło cnoty,
Brwi we dwa łuki, usta do pieszczoty,
Włos igrający z białemi ramiony,
Jakby cień mirtów na marmur rzucony;
Uśmiech tak miły, jakby rozlew woni,
Co anioł skrzydłem na wybranych roni;
Kibić jak owa z oceanu łona,
Ze mglistej pianki i światła stworzona,
Co w jgrach z falą, westchnieniem Zefira
Rodzi się, wzrasta, żyje i umiera.
Nie ma wyrazu, nawet i pojęcia
Na wdzięk, powaby lubego dziewczęcia,
Co z wieży śledzi, kędy wzrok zasilże,
Czy już niebłyszczą ojcowskie oręże,
Czy już, ozdobne w Tatarskie buńczuki,
Ślachty Sanockiej niepieśną pajuki. -
W dole kaplica, grobowiec w kaplicy,
Czyj? - Matki Olgi, Karpatów dziewicy.
Niestety jej uroda przyciąga uwagę zdeprawowanego młodzieńca, który wspierany przez czarownicę niepoddartym zaklęciem zwabia szlachciankę do chaty pod Leskim Kamieniem. 
Wkrótce na wieży aż u szczytu stoi;
W siną odległość dwakroć oko nurza,
Szuka nad Liskiem skalistego wzgórza,
I gdy wzrok, wierzchem wszystkich borów pchnięty,
Gubi się we mgły i dymów zamęty:
Dla niej jedynie odległości niema,
Wskazane miejsce przebiega oczyma,
Widzi tam chatę - dziwny dach i ściany -
Ogień zachodu na szyby rozlany,
Lubo cień gęsty lasy, góry, skały,
Osłonił ziemię, osłonił świat cały.
Tam jakaś władza przynęca z daleka,
Tam rozkosz, szczęście, raj, niebo ją czeka.
Olga prawdziwie oczarowana śpiesząc do kochanka, nie baczy na przeszkody i już, już kolejna cnota niewieścia ma ulec niecnym żądzom...  
...Już w białej osłonie. 
Dziewica wieży, spoczęła na łonie; 
A w tem dzwon pierwszy z Maryi kościoła,
Wiernym Chrystusa Alleluja woła; 
I dzwony biją, głoszą zmartwychwstanie- 
Zmiłuj się grzesznych i odpuść im Panie!

Rosa w rumianem zabłysnęła zorzu.
Nad Liskim Zamkiem, na skalistem wzgórzu,
Widzi wędrownik, jak dom wielki kamień,
Na nim ni sztuki, ni natury znamień,
Jak obcy światu, czeka jego końca;
A później - wieczór - po zachodzie słońca,
Czy to w pogodzie, czy to w chmur zamieci,
Zawsze nad głazem biała gwiazda świeci.

Dziś pod Leskim Kamieniem odbywają się koncerty młodzieżowych zespołów preferujących raczej ciężkie brzmienie. Ostatnio wystąpili tu również nasi chłopcy, czyli zespół "The Blades", prezentując niezłą formę.
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o Leskim Kamieniu poczytajcie doskonały artykuł Lucyny Beaty Pściuk.

8 komentarzy:

  1. Rozumiem, iż trzecie zdjęcie od góry to taka licentia poetica? Przypomina żywcem mury obronne San Marino.


    Pozdrawiam,


    AZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiony - zatopiony. Gratuluję oka. To miała być taka ilustracja do legendy.

      Usuń
  2. Takie wychodnie skalne jak Kamień Leski mają często słowo "diabelski" lub "biskupi" jako człon swojej nazwy, nawiązujący do ludowych legend, w jakie z biegiem czasu obrosły. Czy Kamień Leski ma taką alternatywną nazwę? Czy nie jest to odłamek wielkiej skały jaką na pobliską kapliczkę usiłował zrzucić przebiegły belzebub, przelatujący nad nią na wielkim kogucie (etymologia Diabelskiego Kamienia w Bisztynku, który akurat jest wielkim głazem narzutowym, nie wychodnią)? A może biskup - bohater chlusnął w rogate oblicze kubłem święconej wody i szatański bombardier oślepiony, nie trafił w zamierzony cel?
    W paśmie Barnasiówka (też Pogórze, tylko Wielickie) w pobliżu Sułkowic koło Krakowa, jest wychodnia piaskowca zwana Diabelskim Kamieniem. Składa się na nią dwudziestoparometrowy "mur" oraz samodzielna "baszta". Czy Kamień Leski ma podobny układ, czy jest - jak podejrzewam - tylko "basztą"?

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Diabelski_Kamie%C5%84_w_Rudniku

    Pozdrawiam,

    AZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie legend związanych z kamieniem jest więcej. niektóre z diabłem w roli głównej. Oskar Kolberg zapisał dwie wersje:
      1. "Onego czasu, gdy miasto miało powstać Lisko, brakło w nim najżywotniejszej miasta cechy - mieszczan. Diabeł, do wszelkich posług skory, postanowił też co najrychlej gród ten zaludnić; porwał tedy pierwszego, jakiego napotkał mieszczanina i nuż go nieść w swoich szponach przez powietrze ku Liskowi. Wtem kur zapiał, bezsilny już diabeł, nie dobiegłszy mety, upuścił brzemię swe na ziemię, gdzie wedle fatalizmu zrządzeń niedoszły ów liszczanin natychmiast obrócił się w kamień.
      Widzi tę niefortunną przygodę czarownica i- by lepszy i prędszy zaludnienia osiągnąć skutek- radzi mu zamiast ludzkiej duszy ponieść do Liska swą druhę, prośną świnię. Ucieszony tak pięknym pomysłem, chwyta raźno diabeł wciornaski dużą lochę i dalejże z nią ponad bory i lasy ku pustemu miastu. Ale i tym razem staje mu kur na przeszkodzie. Świnia, podobnie jak i jej poprzednik, na tym samym pada miejscu. Nim się jednak zamieniła w kamień, wypuszcza z siebie, jak to snadź czarownica przewidziała, siedmioro prosiąt, które chrząkając pobiegły w stronę Liska, tu osiadły i, jak wieść niesie, bujnie rozpleniły pracowite tego sławetnego grodu mieszczaństwo."
      2. "Dziewka pokłóciła się z matką, tak, że gdy ją matka zaklęła, dziewka obróciła się w kamień. Kamień ten rozrastał się tak, że zakrył drugą część góry i byłby coraz więcej rósł i zakrył całe Lisko, ale księża go poświęcili i tam, gdzie krzyż postawili, rozłupała się skała na dwoje i tak pozostała."
      W Internecie znalazłem jeszcze trzecią:
      3. "Ponoć mieszkańcy Leska wyróżniali się niezwykłą pobożnością. Rozzłoszczony srodze tutejszy diabeł porwał wielki głaz, pragnąc zniszczyć ich miejsce kultu - leski kościół. Gdy był już w pobliżu miasta, zapiał kur, a jak wiadomo diabły mogą harcować tylko w nocy, a kury pieją nad ranem i zaskoczony brzaskiem dnia diabeł porzucił głaz na wzgórze i od tego czasu stał się on atrakcją dla przejeżdżających tędy turystów.”
      Jest jeszcze czwarta wierszowana:"Legenda o kamieniu nad leskiem, który powstać miał z zaklętej dziewczyny" klik
      Co do postaci tej skały to jest tu długa na jakieś 100 metrów, przewieszona ściana skalna wysoka maksymalnie na jakieś 15 metrów (ślad po wydobyciu kamienia), zwieńczona w części zachodniej naturalnie ukształtowana basztą również na 15 metrów wysoką (licząc od brzegu ściany skalnej). Czyli od podnóża ściany do wierzchołka baszty jest jakieś 30 metrów.
      Nazw też jest więcej: Baszta Kmity, Skała Kmity, Kamień na Glinnem.

      Usuń
  3. "Nazw też jest więcej: Baszta Kmity, Skała Kmity, Kamień na Glinnem".
    Kilkanaście km. od Krakowa - już w granicach administracyjnych Zabierzowa - jest rezerwat przyrody "Skała Kmity", w miejscu gdzie rzeczka Rudawa dokonuje przełomu przez Garb Tenczyński. Nazwa jej związana jest z podaniem o nieszczęśliwej miłości rycerze o nazwisku Kmita do "pięknej Bonerówny".Wincenty Pol "tymi strofy" unieśmiertelnił ową historię: "Stanisław Kmita, rycerz orężny W boju z Tatary, szablą potężny Ku Bonerównie serce obrócił I z tej skały w przepaść się rzucił 1515". Napis ów jest do dnia dzisiejszego wyryty na skale, ale już nieczytelny. Czy jest możliwym aby "Kmita Leski" miał coś w spólnego z "Kmitą zabierzowskim"?

    Pozdrawiam,

    AZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leski Kmita to Piotr Kmita Sobieński (1477-1553) - marszałek wielki koronny, hrabia na Wiśniczu, wojewoda sandomierski, kasztelan sandomierski etc., etc.
      Zabierzowski Stanisław Kmita (zm. 1515?) to według podania prosty rycerz. Tak więc żyli w tym samym czasie (mniej więcej), nosili to samo nazwisko, ale czy coś ich więcej łączyło? Myślę że leskiemu Kmicie nikt by córki nie odmówił.

      Usuń
  4. Wielu sukcesów dla chłopaków z zespołu, boję sie tylko, czy Leski Kamień wytrzyma to ciężkie brzmienie, nie odłupie się? pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w ich imieniu. Leski Kamień stoi mimo ciężkiego brzmienia i haków wbitych przez wspinaczy skałkowych ;-)

      Usuń