Strony

niedziela, 14 kwietnia 2013

Spalony Horbek czy Góra św. Anny?

Jest taki zakątek polskiej ziemi - Beskidu - który tak się nam spodobał, że po pewnym czasie zrezygnowaliśmy z wakacyjnych wędrówek i rozbijaliśmy stały biwak w lesie, a wędrówki urządzaliśmy dookoła tego miejsca.
Stamtąd odjechał w dniu 7 sierpnia 1978 r., żeby już nie wrócić (raz, podczas podroży do Polski, udało mu się pokołować, nad tym miejscem w helikopterze).
Odjeżdżał z żalem - wiedział, że nie wróci, my wiedzieliśmy to też. Ale ja wracałam, wracam dotąd. Wiedział, że będę tam wracała, powiedział mi: "Jeżeli tam będziesz, nie będziesz tam nigdy sama, ja tam zawsze będę". Tęsknił do tego miejsca, pamiętał i ile razy wracałam do Rzymu, wypytywał niemal o każde drzewo.
Szczególnie wspominał górę, którą nazwaliśmy Górą św. Anny, ponieważ właśnie w dniu 26 lipca znaleźliśmy ją i na jej zboczu postawiliśmy biwak. Odtąd ta nazwa stał się symbolem beskidzkich wspomnień - i gdy wracaliśmy do nich myślą, mówiło się "Idziemy na Górę św. Anny", nawet gdy w rzeczywistości szliśmy do ogrodu Castel Gandolfo albo na dach w Watykanie. Symbol - oznaczający piękno świata i wdzięczność dla Stwórcy.
Wracałam wielokrotnie do tego miejsca przez wszystkie te lata od września 1978 r. chodziłam tam pełne 28 lat. Wracałam w różnych porach - a On ten zakątek znał tylko z lata.
Góra św Anny. Jest niezbyt wysoka cała pokryta lasem. Wznosi się nad rzeką i od strony rzeki jest stroma - rzeka wrzyna się w nią i tworzy tu głęboki zakręt, jak kanion. Woda w ścianie góry wyżłobiła przez wieki taką stromiznę, że tworzy ścianę prostopadłą do rzeki, ściana odkrywa warstwy skały białorudej - w tym miejscu od rzeki nie można wejść na górę - trzeba podejść dalej i już nieco łagodniejszym zboczem wejść wyżej.

Jest las nad Wisłokiem i Góra św. Anny, gdzie szczególnie odczuwasz istnienie Boga. Ten las jest piękny pięknem natury, a także Łaski, która wpisała się w piękno natury. Ten sam las bywa czasem groźny wręcz wydaje się "wrogi".
Las ten jest cząstką świata, poprzez który pielgrzymujemy, przebywając różne etapy. Etap obecny wydaje się trudniejszy. Jednakże w świecie tym Bóg jest obecny. Obecny jako Stwórca. Obecny jako Odkupiciel. Obecny jako Duch Święty. Jest obecny mocą Paschy i Pięćdziesiątnicy. Jest to obecność eschatologiczna. Bóg, do którego pielgrzymujemy.
Energie Boże są większe niż jakakolwiek słabość człowieka. Potrzebna jest nadzieja, cierpliwość, odwaga. In hoc signo vinces.
Tu w ten las wpisana jest objawiona prawda, że Bóg jest miłością, a krzyż? - Krzyż jest jej miarą! Idę w ten las jak zawsze, jak tyle razy, odprawiając Drogę Krzyżową. Idę tą samą drogą i przywołuję tamte myśli, tamte słowa, które nam zostawiłeś. Zaczynam od drzewa, pod którym tyle razy była Msza św. Ołtarz na plecakach, a ja go stroiłam kwiatami. Dziś też są tu kwiatki, drobne lila kwiatuszki, których nie zrywam a które dodają jeszcze większego uroku temu zakątkowi - tu stał namiot.
Okno nietknięte - ciemna rama drzewa i przez nią widoczny daleki horyzont - przełęcz i ten Czub - pełen wspomnień. Tyle się tu działo, tyle treści, tyle modlitwy, tyle skupienia w tym pięknie nie do opisania  Właściwie tu powstało moje życie, cała jego treść i program.
Rzeka wczoraj czarna i hucząca, teraz nieco spokojniejsza, nurt nieco wolniejszy jakby i ona uległa urokowi tej ciszy i musiała uspokoić się tutaj - tak jak ja!
To nieopisane piękno świata uspokaja duszę - nieraz myślę, że piękno przyrody Bóg stworzył dla odpoczynku człowieka, dla jego czystej, niejako łatwej radości.
Zatoka lasu zstępuje
w rytmie górskich potoków
ten rytm objawia mi Ciebie,
Przedwieczne Słowo.
Jakże przedziwne jest Twoje milczenie
we wszystkim, czym zewsząd przemawia
stworzony świat...
co razem z zatoką lasu
zstępuje w dół każdym zboczem...
to wszystko, co z sobą unosi
srebrzysta kaskada potoku,
który spada z góry rytmicznie
niesiony swym własnym prądem...
- niesiony dokąd?

Źródło tekstów: Beskidzkie rekolekcje. Dzieje przyjaźni księdza Karola Wojtyły z rodziną Półtawskich - Wanda Półtawska oraz Tryptyk Rzymski (Medytacje) - Jan Paweł II

2 komentarze:

  1. Bardzo mi to miejsce przypomina Krzeczkowski Mur, spore wypłaszczenie z miejscem na ognisko, zadaszenie, a potem stroma ściana skalna; tylko, że przy Murze nic nie płynie; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Flisz dla laika (czyli dla mnie również) wygląda podobnie. Różnica jednak są i to dość zasadnicze. Krzeczkowski Mur to bez wątpienia stary kamieniołom margli i piaskowców. Ściana Olzy (bo tak bywa nazywane to miejsce) to naturalne (powstałe dzięki podcięciu przez rzekę) odsłonięcie piaskowców i łupków menilitowych.

    OdpowiedzUsuń