| Obecny wygląd kapliczki w otoczeniu starych modrzewi w Gwoźnicy Dolnej |
Jednym z tych, którzy potrafili patrzeć na przydrożne kapliczki nie tylko jak na zabytki, lecz jak na opowieści zapisane w drewnie i kamieniu, był Franciszek Kotula – etnograf, badacz i niestrudzony miłośnik Podgórza którego wielokrotnie wspominałem na tym blogu. W swojej książce "Po rzeszowskim Podgórzu błądząc. Reportaż historyczny" przedstawił taki oto poetycki esej etnograficzny:
Pani Historia lubiła wszędzie wściubić swój nos, zaglądać w najgorsze nawet dziury, wspinać się na najwyższe i skaliste góry. Najczęściej jednak chadzała drogami starymi" i „nowymi", dróżkami i ścieżynami, które nasze Podgórze oplotły gęstą pajęczą siecią. Raz biegną dolinami, jakby dla zabawy przeskakując często rzeczki i strumienie, kiedy indziej działami, gdzie ziemia po zimie i nawałnicach szybko wysycha, to znowu skroś dzikich lasów, innymi razy poprzez łany uprawnych pól lub pastwiska. Chyba dla zaspokojenia kaprysu snują się zboczami urwisk, krawędziami stoków... wszędzie. Człowiek zaś, którąkolwiek by poszedł, co krok napotyka przy nich to krzyż stojący, to figurę lub kaplicę, gdzie indziej kapliczkę wspartą jak staruszka o pień leciwego drzewa, ówdzie pasyjkę wiszącą wysoko, gdzieś aż pod koroną lipy najczęściej lub dębu. Trudno opisać wszystkie rodzaje, jakie pomysłowy Podgórzanín wymyśli w tej dziedzinie. Co za rozpiętość form! Słabo obeznany z tym zjawiskiem miłośnik małej architektury może tutaj doznać czegoś w rodzaju szoku, i to z zachwytu.
Małą architekturą właśnie tą przydrożną niemal z zasady zajmują się historycy sztuki, zwykle ze względu na wyposażenie, rzadziej dostojni architekci. No i wyjątkowo historycy sensu stricto, historycy kultury, chyba nigdy socjologowie. A tymczasem jestem osobiście o tym przekonany w aspekcie przydrożnej sztuki i architektury wielekroć cenniejsza bywa ich wartość pozamaterialna, czyli jakby duchowa. To, o czym one mówią. Wprawdzie zaszyfrowanym językiem folklorystycznym, ale wtajemniczeni potrafią ów język przetłumaczyć na potoczny, codzienny.
Nie wszystkie kaplice, kapliczki, figury i krzyże zostały postawione jak się powszechnie sądzi ze względów czysto religijnych, więc dewocyjnych. Niektóre, zwykle te najokazalsze, są swoistymi dokumentami z drewna lub kamienia. Właśnie o nich chciałbym tu więcej powiedzieć, pewną ich ilość nawet szczegółowo przedstawić.
Może w Konieczkowej, może już w Gwoźnicy przy drodze, na stopie - ostatnio jeden ktoś pagórka, wieńcu czterech wspaniałych modrzewi ściął, psując krajobraz - stoi murowana jakby półkaplica. W głębokiej i wysokiej wnęce - bez drzwi, a nawet okna - widnieje okazała niewieścia figura, identycznie jak w Harklowej od stóp do głów ubrana w „szmatki-łatki". I znowu historia powtarza się pod łaszkami odkryłem gotycką figurę; czy nie niewiastę z tęczy średniowiecznego konieczkowskiego kościoła, z tej samej tęczy, co i niebylecki Chrystus w przedsionku? Figura niewiasty zdaje się tedy świadczyć o starożytności kaplicy.
Po wielu godzinach poszukiwań ostatecznie poznałem historię zabytkowej małej architektury. Postawili kaplicę... kiedy?
Na takie naiwne pytanie tradycja z reguły nie odpowiada. A postawili ją... no, chłopi; któż by? Przecież na tym miejscu kiedyś właśnie chłopa żywcem pan kazał spalić. Bo niedaleko stał dwór, do wsi wrócił po długim czasie wysłużony żołnierz. Jak inni, musiał pójść odrabiać pańszczyznę. A że żołnierzy uczą wielu rzeczy, najmniej pracy, żołnierzowi robota nie szła. Zobaczył to pan i swoim zwyczajem przejechał kańczugiem po grzbiecie. I oto stało się coś nadzwyczajnego: chłop, stary wojak, oddał panu z nawiązką. Może dlatego, iż przez wiele lat uczyli go, żeby oddawał. Popełnił straszny czyn, za który musiał odpokutować: został żywcem spalony. A kiedy pan umarł, wieś na miejscu pogrzebanych popiołów postawiła kaplice. I wyposażyła ją w gotycką figurę, której do nowego kościoła na pewno nie zabrano. Tylko dziw, że do dzisiaj tego zabytku nikt jeszcze nie ukradł.
![]() |
| Lokalizacja kapliczki przy folwarku na szkicu do mapy katastralnej z poł. XIX wieku |
![]() |
| Kapliczka na Google Street View stan sprzed kilku laty |
Kapliczka w Gwoźnicy Dolnej stoi przy głównym wiejskim gościńcu tuż przy przystanku autobusowym, jest więc łatwa do odnalezienia i obejrzenia. Na Mapach Google, a konkretnie w Street View obejrzymy ją jeszcze w formie identycznej z tą podziwianą przez Franciszka Kotulę. Otynkowana i pobielona kapliczka domkowa, kryta dwuspadowym daszkiem, z jedną dużą wnęką kryjącą figurę Madonny z dzieciątkiem.
W realu przekonamy się, że kapliczka została niedawno odnowiona, a być może nawet przebudowana (niestety nie umiem tego ocenić).
Ściany z łamanego kamienia, o świeżo wyglądających spoinach, pozostawiono bez tynku. Kształt daszku zmieniono na czterospadowy zbliżając jej formę do tzw. kapliczki brogowej. Co bardzo cenne - zachowano cztery stare modrzewie wokół rosnące, co przy takich renowacjach jest raczej wyjątkiem niż regułą. Starannie ułożone pokrycie z blachy trapezowej zapewniło trwałość, ale — przynajmniej w moim odczuciu — odarło z części dawnego autentyzmu.
Rzeźba Madonny wydaje się profesjonalnie odnowiona przez konserwatora zabytków, lub jest po prostu bardzo udatną kopią.
Mam ambiwalentne doczucia do tej kapliczkowej przemiany- z jednej strony cieszy, że pamiątka nie popadnie w ruinę, z drugiej strony nostalgia, że to już nie jest to co dawniej. Forma została zmieniona, a czy opowieść żyje? Nie mam śmiałości ani umiejętności Kotuli, aby prowadzić wywiady z sąsiadami kapliczki.
Inny przykład z sąsiedniej Gwoźnicy Górnej - starą mocno zniszczona kapliczkę pozostawiono bez remontu, tuż obok budując nową. Czy tak jest lepiej?
Jeszcze inny los spotkał trzecią kapliczkę w tej samej wsi — opuszczoną, niszczejącą wśród olszowego zapustu. Sic transit gloria mundi.
Która z tych dróg jest właściwa: gruntownie odnowić kosztem autentyczności, budować nowe obok starych, czy pozwolić dawnym kapliczkom odejść w niepamięć?





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz