Strony

sobota, 27 stycznia 2018

Brenzberg czy Bremsberg?

Przyczółki kolejki leśnej Ustrzyki Górne - Sokolik Górskie w dolinie Roztoki
Południowo-wschodnie Podkarpacie przez długie wieki było swoistym tyglem narodowościowym stąd też nie dziwią różne obce brzmiące nazwy miejscowe, nawet jeśli nie potrafimy ich dzisiaj prawidłowo zinterpretować. Do szczególnych toponimów należą te wynikające nie tylko z różnorodności etnosu lecz również z gospodarczej historii regionu. Najstarsze nazwy jak Połomy, Czerteże, nieco młodsze Potasznie, Huty i wreszcie najmłodsze Szpickiery czy Brenzberg. Te ostatnie chociaż germańsko brzmiące to związane nie tyle z tą nacją, co dawnymi kolejkami leśnymi i ich techniczno-inżynieryjną terminologią  niemieckiej proweniencji. Dziś o pochodzeniu nazwy tragicznego Brenzbergu słów kilka.

Zacznijmy, może od tego dlaczego nazwałem Brenzberg tragicznym. 15-16 sierpnia 1944 roku w Mucznem na górze Jasieniów noszącej wtórne miano od leśniczówki Brenzberg oddziały UPA, które dotarły w Bieszczady po ewakuacji z Wołynia, dokonały mordu na 74 osobach narodowości polskiej.
Leśnicy z Nadleśnictwa Stuposiany upamiętnili ten przykład genocidum atrox poprzez ustawienie krzyża i ścieżkę przyrodniczo-historyczną prezentującą ślady po spalonej leśniczówce Franciszka Króla. Więcej na temat tej zbrodni można się dowiedzieć z reportażu Zbrodnia UPA w Mucznem.
Ślad po leśniczówce Franciszka Króla
Trasa powrotna ścieżki "Leśniczówka Brenzberg" prowadzi koroną długiego prostego nasypu-pochylni trawersującego zbocze o dość znacznym spadku. Nasyp ten od dawna badacze bieszczadzkich kolejek leśnych wiązali z trasą kolejki wąskotorowej Ustrzyki Górne-Sokoliki Górskie (patrz Mieczysław Darocha "Szlakami bieszczadzkich kolejek wąskotorowych" i dalej "Szlakami kolejek wąskotorowych" w Bieszczadach). 
Trudno było jednak było wydumać w jaki sposób wagoniki kolejki mogły być napędzane na nasypie, którego nachylenie przekracza znacznie 5 stopni (czyli 87 promili). Na pierwszą informację natrafiłem dzięki Antoniemu Derwichowi (który występuje w reportażu o zbrodni na Brenzbergu i jest niewątpliwie najlepszym znawca historii Mucznego). Udostępnił mi on książkę „Wiersze wybrane. W Karpatach. Powieść z początku wieku XX wierszem” księdza Erazma Skórnickiego pochodzącego z Dźwiniacza Górnego,  do którego przynależało Muczne. 
Widok z Dźwiniacza na Brenzberg i połoniny
W powieści tej odnalazłem następujący rozdział:
Brenzberg
Między Mucznem halawą, a Dźwiniaczem wioską
Osiadła góra Brenzberg uroczo, beztrosko.
Od wsi lekko się wznosiła najpierw polem, lasem
Potem, w którym potoki, parowy tymczasem
Gąszczem skryła starannie, krzewy wyrównała
I z dala równa, gładka, jednostajną zdała,
Niby owa niewiasta, chcąc mieć kształtną kibić,
Potrafi brzuch sznurować, na pierś waty wścibić,
A lica zaszminkować i już kształtne, młode,
Nie widać, że pękata, zmarszczona uroda.
O Muczne zaś urwistym oparła się stokiem.
Jakby na Połoninę chciała sięgnąć wzrokiem.
A ponieważ najbliższą Połoniny była,
Z daleka nie rozróżniwszy czy całość tworzyła
Z nią, czy tylko miluchno przytulić się chciała.
Widok na Jasieniów od strony Łokcia
A skąd nazwę niemiecką, spytasz się, dostała?
Otóż we wsi za Sanem stał tartak, parowy,
Do którego z Brenzbergu wiódł tor kolejowy.
Z klocami biegły same do tartaku lory
Z góry na dół, pod górę ciągniono motory,
Które Niemiec ustawił i nazwał brenzami,
Brenzberg od nich zaś górę i tak się z nazwami
otrzaskano, że w mapy owa się dostała
I stale się Brenzbergiem góra nazywała.
I dzisiaj nie wiadomo, jakie też jej miano -
Było przedtem, Brenzbergiem zanim ją nazwano.
Gdy Ziembicki włość sprzedał hrabia Poletyło
Wszystko tutaj pozmieniał co poprzednio było.
Do Tarnawy stąd Wyżnej tartak przeniesiono
Po brenzie i halawę ujrzysz zalesioną
Posadzili tam świerki z szkółki drzewek wzięte,
Które ziemi z pół morga bywało objęte.
Drzewka w równych odstępach i płot dla obrony,
By nie weszło co w szkółkę, złamano korony.
Szkółka taka była na Brenzbergu górze
W pobliżu owej brenzy. Po kolejki torze
Ślad pozostał w nasypie z rówkami, gdzie progi
Były niegdyś kładzione i tędy prócz drogi
Wiodła ścieżka do lasu.
Cmentarz w Dżwiniaczu Górnym wiosną - tuż obok był dwór
Czarowna ścieżynka.
Wysłała nasyp trawka miękka, koniczyna.
Wzdłuż szlakiem pięknie zakwitł biały, smukły kminek,
Z obu stron rów wysłały modre niezabudki.
Na szkarpie macierzanka, firletka, stokrótki,
I pola w prawo, w lewo, same dworskie łany,
A w wietrze się kołysze owies wysypany.
W prawo w dole od Łokcia San się wije żlebem.
Skowroneczki pieśń nucą wysoko pod niebem.
Takim jasnym i modrym jak te niezabudki,
Dolina  Sanu w Łokciu
Wiatr wiał lekki z południa, tak w lecie milutki,
Gdy od dworu wprost w pole skrzypła furtka w płocie
I na tor ów kolejki, co lśnił się w pozłocie
Promieni słońce w kroplach jeszcze rannej rosy,
Wbiegły bose dziewczęta i chłopaczek bosy.
Cienkie, modre sukienki o rękawach skromnie
Na zatrzaski zapięte pod szyją, ogromnie
Długie, ciemne warkocze i rumiane lice,
Niby jakieś rusałki, niby anielice.
Fragment mapy gruntów dworskich Dźwiniacza Górnego z końca XIX wieku.
linia czerwona trasa domniemanego starszego bremsbergu w kierunku dworu w Dżwniaczu
linia niebieska pochylnia bremsbergu nowszego
Poemat ma charakter w dużej mierze autobiograficzny (tenże chłopaczek bosy  to ks. Skórnicki - syn zarządcy dźwiniackiego majątku) i z dużą wiernością przekazuje wiele szczegółów topograficznych. Zwróćmy jednak uwagę, że opisuje zupełnie inny przebieg kolejki z Jasieniowa, niż nasyp dzisiaj widoczny w terenie. Dzieci wychodzą z budynku zarządcy dworu położonego w okolicach zachowanego do dziś cmentarza i od razu praktycznie  z furtki wchodzą na ścieżkę po dawnym torowisku. Ta trasa ciągnie się łanem dworskim w kierunku Brenzbergu, równolegle do drogi. Czyli trasa tego torowiska musiałaby prowadzić mniej więcej tak jaki linia czerwona na mapce.  Po tym torowisku dziś śladu w terenie nie widzę. Być może został on dodatkowo zatarty przez budowę płytowej drogi (tzw.  betonki) od cmentarza w Dźwiniaczu w kierunku SW. 
Nasyp bremsbergu na lidarowym NMT

Natomiast nasyp, który widać w terenie do dziś to linia niebieska na mapce historycznej i mapce z lidaru. Według ks. Skórnickiego kolejka ta miała funkcjonować w czasach, gdy właścicielami Dźwiniacza byli bracia Grzegorz i Gwalbert Ziembiccy (1895-1909).  
Ze Skorowidzu przemysłowo-handlowego z 1906 roku dowiadujemy się, że istniał wówczas tartak Grzegorza Ziembickiego w Dźwiniaczu Górnym (poczta Tarnawa Niżna) i że konkurencyjny żydowski tartak Austerliz, Zentner i Sp. w tej samej miejscowości był zaopatrzony w kolejkę konną. 
Kolejny właściciel Hrabia Poletyło zarządzający spółką die erste Bukowinaer Pachtgenossenschaft in Radautz (Pierwsza Bukowińska Spółka Dzierżawna w Radowcach) miał zlikwidować kolejkę przenosząc tartak z Dźwiniacza Górnego do Tarnawy Wyżnej. Ze źródeł historycznych wynika, że hrabia Poletyło nie tyle przeniósł co po prostu sprzedał urządzenie tartaczne z Dźwiniacza posiadaczom żydowskim w Tarnawie Wyżnej. Sam natomiast zajął się głównie handlem bukowym drewnem opałowym, które przewoził do stacji kolejowej w Sokolikach Górskich. W tym celu musiał dokonać zupełnego przeorientowania transportu -  z północnego-wschodu na dolinę Sanu, na południowy- zachód  w kierunku Mucznego, gdzie od 1904 roku przebiegała trasa kolejki leśnej Ustrzyki Górne - Sokoliki Górskie. Być może wykorzystał do tego tory  i urządzenia kołowrotowo-hamulcowe starej kolejki. I tutaj trzeba nieco sprostować relację księdza Skórnickiego. 
źródło: https://rglahe.homepage.t-online.de/images/Bremsberg.jpg
Czy owe "brenzy" były silnikami, które miały za zadanie wciągać puste lory pod górę stoku? Wszystko wskazuje na to, że zarówno po północno-wschodniej (przed 1909) jak też południowo-zachodniej (po 1909) stronie Jasieniowa funkcjonował tak zwany bremsberg (dosłowne tłumaczenie góra hamulcowa) stosowany w kopalniach w sztolniach upadowych, w wyrobiskach, w transporcie górskim i eksploatacji lasów (tzw. kolejka grawitacyjna). 
źródło Wikipedia
Cały pomysł opiera się na zasadzie dwóch równoległych, prostoliniowych torów ulokowanych na znaczącym spadku i wahadłowym ruchu wagoników przyczepionych linami do położonego na szczycie urządzenia kołowrotowo-hamulcowego. W ten sposób napełniany na górze wagonik zjeżdża w dół z wykorzystaniem siły ciężkości z prędkością regulowaną przez odpowiednie  hamulce tarczowe (bremsen). Przy okazji zaś wciąga drugi opróżniony na dole pusty wagonik zwieszony na tym samym kołowrocie. Nie dotarłem jeszcze do szerszego opisu leśnych bremsbergów w języku polskim, ale zainteresowanych zapraszam do lektury rozdziału "Przewóz linowy w wyrobiskach pochyłych" w książce "Przepisy technicznej eksploatacji kopalń węgla". 
Trzeba zauważyć, że bremsberg z Mucznego, chociaż idealnie prostoliniowy, cechuje się niejednorodnym spadkiem. Na górnym odcinku o długości 180 metrów spadek jest większy i wynosi około 17 stopni, na dolnym, dłuższym odcinku (350 metrów) spadek jest dwukrotnie mniejszy i wynosi około 8 stopni.

Te dwa odcinki rozdziela dzisiaj wyraźna szczerba w nasypie wyerodowana przez wody roztopowe i opadowe, nad którą nadleśnictwo wykonało mostek na potrzeby turystów. Kiedyś był tu zapewne przepust. Można zakładać, że ta niejednorodność spadku była celowym zabiegiem projektowym, który miał na celu wyeliminowanie wleczenia liny po gruncie na skutek obwisu pod własnym ciężarem.
Przekrój pionowy wzdłuż osi bremsbergu. 
Na niebiesko liny łączące wagoniki z kołowrotem (naprężone), na czerwono z uwzględnieniem zwisu ;-)

Nie można jednak wykluczyć, że w pewnych sytuacjach mocno  napięta lina przemieszczała się dość wysoko ponad powierzchnią torowiska (chyba, że zostawano jakieś sprytne dodatkowe urządzenia co do których nie mam pojęcia). Być może z tego wynika fakt, że niektóre stare buki rosnące nieopodal nasypu noszą ślady podkrzesywania koron w celu usunięcia gałęzi mogących wejść w kolizję z liną.
Zabliźnione ślady podkrzesywania gałęzi
Moje spekulacje posiadają znamiona prawdopodobieństwa jednak w źródłach historycznych nie znalazłem nic więcej o bremsbergu (bremsbergach?) w Mucznym niż to co odnotował ksiądz Erazm Skórnicki.
Ach! Karpaty, Karpaty gdzieście się podziały?
Gdzież są wasze halawy, gdzież wasze są skały?
Gdzież są nad strumieniami przepiękne doliny?
Kędy skryły się wasze wertepy, gęstwiny?
Zanieś mię tam wietrzyku skrzydłami orlemi,
Niechaj stanę, pożegnam na karpackiej ziemi.

7 komentarzy:

  1. Mój syn pisał pracę maturalną nt. toponimów chyba pogórzańskich, znudzona komisja szanowna wielce się ożywiła, zaciekawiła wręcz:-) tak, to ludobójstwo, zaplanowane, krwawe ludobójstwo; ciekawe miejsce do odwiedzenia, może bardziej ze względu na miejsce pamięci, bo już same sprawy techniczne kolejki to dla mnie trochę "czarna magia":-) pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż sprawy kolejkowe, może mało interesujące dla laika, ale sam nasyp długi na kilkaset metrów, a wysoki miejscami na kilkanaście metrów budzi szacunek. Miejsce po dawnej leśniczówce byłoby nawet klimatyczne gdyby nie ta zbrodnia... Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie!

      Usuń
  2. Super opracowanie na temat bramsbergów. Tanie i efektywne rozwiązanie. Być moze na górce były jakies maszyny parowe i się chłopcu po latach w jedno zlały. Choć myślę ze mógł być tam zwykły spowalniacz albo hamulec zapadkowy, który charakterystycznie terkotał.

    Wieczna pamięć o ofiarach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę, że dla małego chłopca ta maszyneria mogła jak silnik wyglądać. Swoją o ks. Skórnicki to też święty kapłan i męczennik chory przez wiele lat na raka kości, okaleczony przez chorobę, nie poddawał się i służył ludziom do końca.

      Usuń
  3. O nie znałem jego historii! Opisz kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Staszku ależ Ty ciekawostki wynajdujesz... super! Powinieneś detektywem być - może czas jeszcze zmienić zawód?? ;-) Baśka Ć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Basiu za ciepłe słowo. To bardziej takie drążenie poszukiwacza "nowych lądów" niż odkrywanie tajemnic :-)

      Usuń