Strony

niedziela, 17 czerwca 2012

Czerwony Kapturek albo wilki na Pogórzu


autor: Albert Anker
 Byłem wczoraj na występach przedszkolnych córci. Dzieciaki przedstawiały współczesną wersję Czerwonego Kapturka, gdzie zgodnie ze współczesnymi normami wilk okazał się przyjacielem babci i wcale nie zamierzał zjeść Kapturka. Cóż wilki to dziś zwierzęta objęte ochroną gatunkową, tak więc bajka jak najbardziej poprawna politycznie. A nie zawsze tak przecież bywało. Pamiętam z młodych lat opowieści dziadka Józefa:
Za Wisłokiem w tym Zamkowym Lasku tam właściwe te wilki były. Tam drwale robili drzewo w lesie. Tam były takie bidne tylko, ludzie, którzy się tylko tym trudnili. A ich kobity... Tam było pore domów za tym Wisłokiem, pore tylko domów było. Bo tam była bida, po kowołeczku, tak pomiędzy las miały domy, po pore zagonów, tam na cebulke, tam na jakieś jarzyny. Ale te kobity ładowały obiod i nosiły tym swoim mężom do lasu. No, a tu jedna kobita tak zanosiła. A potem przynosiły drzewo, gałęzie i poliły, no zima, lato.


Było to wtenczos w lecie ta kobita zładowała obiod i dała dzieciom. Miała Jagusie taką i Kasię. Ta Kasia była starszo, a ta Jagusia była młodszo. Tako malutko jeszcze była. Ugotowała im kasze i dała im na progu i drewniane łyżki. Nie było łyżek żelaznych, tylko drewniane. I te dzieci se jadły na progu te kasze, a matka poszła z obiadem do tego drwala, do tego ojca tam do lasu. No, nie wiedziała, co się stało jak potem powrocała usłyszała z daleka krzyk ty starszej Kasi. I przylatuje tak bliży, rzuco te gałęzie, a ta Kasia jej mówi, że "mamusiu bo Jagnisie taki wielgi pies przylecioł i porwoł". Tak ta czym prędzej... bo ona już wiedział gdzie ta wilczyca miała te wilki. Tam dwoje wilcząt było pod takiem krzywym drzewem. I wiele tchu, wiedziała, że to chyba ta wilczyca porwała to dziecko i leciała tam do tego gniozda, gdzie te wilczynta były. No i ta wilczyca już to dziecko zaniesła, z tą drewniana łyżką. To dziecko trzymało te łyżke w rynce i tak go zaniesła do tych wilcząt. I rzuciła i nie mówiła mu nic. Rzuciła tak, ani go nie skaliczyła, wcale. I zostawiła i znów poleciała ta wilczyca dali. A tak matka widzi, leci i widzi już z daleka, że to dziecko tam siedzi, a te wilczynta, sie krynco koło niego. A to dziecko odgoniało tom łyżkom te wilczynta. "A pódziesz, a pódziesz" – godo i odganiało. I ta matka już go dopadła i chyciła, z takim bólem, z takom trwogom. I zaniesła te Agnisie do domu. Tak ta legenda głosi.  Ten Sanecki mówił, że tak było, a on mioł 105 lot.


Dziadek wspomina tu opowieść zasłyszaną od Saneckiego w okresie międzywojennym. Nawet przy swoich 105 latach starzec ów, mógł pamiętać co najwyżej pierwszą połowę XIX wieku. Czy wówczas były na Pogórzu wilki? Szczerze wątpię. Wydaje mi się jednak, że mógł on pamiętać dawne opowieści o wydarzeniach, które miały miejsce stulecie wcześniej. Pewnie gdy chodził paść krowy straszono go opowieściami o prawdziwych wilczych napaściach z końca XVIII wieku odnotowanych nie tylko w ludzkiej pamięci, ale także w czudeckich księgach parafialnych. Skrupulatny badacz archiwów ksiądz Władysław Gwoździcki w swojej wiekopomnej książce "Dzieje miasteczka i parafii Czudec" pisze:
"Nie mniej znamienną klęską była plaga wilków, które całymi stadami nachodziły wsie porywając cielęta, zgryzając dzieci a nawet dorosłych. O wielkości tej plagi niech świadczy fakt, że władze austriackie w lipcu 1788 roku rozpisały nagrodę w wysokości 1 czerwonego złotego za każdego zabitego wilka. W metrykach parafialnych Czudca dość często występuje wzmianka o tej pladze:
31.VIII.1771 zmarł Wawrzyniec Jodłowski z Wyżnego pożarty przez wilka
15.VIII.1772 zmarła Regina Ziobro lat 5 pożarta przez wilka
19.VII.1772 zmarła Agata Ziobro lat 5 pożarta przez wilka
Plaga ta powtarzała się w latach 1775-1776
6.VII.1775 zmarła Teresa Ruszała z Woli lat 18 przez wilki pożarta
25.VIII.1775 zmarła Teresa Gwożdzicka z Przedmieścia lat 12 przez wilki pożarta
25.VIII.1775 zmarł Sebastian Banaś z Nowej Wsi przez wilki pożarty
20.VIII.1776 zmarł Wojciech Flaga lat 15 z Czudca po Wielkim Jubileuszu zjedzony przez wilki na polu pasąc konie i silnie zasnąwszy
31.VIII.1776 zmarł Grzegorz Solecki lat 11 po Wielkim Jubileuszu z dopustu Bożego zjedzony przez wilki na polu pasąc konie i silnie zasnąwszy
15.V.1769 zmarła Zofia żona Wojciecha Pęcaka z Woli, powiła trojaki."
W tym ostatnim przypadku nie wiem dlaczego ten przypadek śmierci matki trojaczków został wilkom przypisany. Może to artefakt, a może coś tam w księdze sugerowało winę wilczego plemienia?
Co ciekawe w tym samym czasie (1773 rok) w pobliskiej Hermanowej, położonej w odległości 13 km od Czudca również stwierdzono śmiertelny atak wilków na młodą dziewczynę. W "Kronice parafii Tyczyn"t. 1 na s. 7, ks Leopold Olcyngier zapisał "żarłoczne, dzikie wilki (grasujące w tym roku), pożarły i pozbawiły życie Agnieszkę Jabczakównę lat 18 ze wsi Hermanowa pasącą bydło". Źródło to cytuje w swojej fabularyzowanej opowieści Wilki w Hermanowej Zbigniew Trześniowski. Można przepuszczać, że za śmierć Jabczakówny odpowiada ta sama wataha, która działała w okolicach Czudca.
Faktem jest, że koniec XVIII wieku to nie był dobry czas dla Pogórza. Zaiste "dies irae et calamitatis”. Wkrótce po przejęciu przez austriackiego zaborcę całą Galicję nawiedziły zarazy (cholera), pomory bydła, nieurodzaje. Licholecia były na tyle trudne, że w niektórych górskich wioskach dochodziło do masowego wymierania ludności, a nawet odnotowano przypadki kanibalizmu.
źródło: http://www.wildsentry.org/WolfAttack.html
 Zastanawiam się czasami, czy dziś jest również możliwy atak wilka na ludzi. Według specjalistów człowiek nie jest naturalną ofiarą wilków. Do ataków na człowieka dochodzi wówczas gdy: zwierzę jest chore na wściekliznę lub mało jest naturalnych ofiar, a stosunkowo dużo wilków. Musi też zaistnieć czynnik redukujący naturalny lęk wilka przed ludźmi, na przykład poprzez kontakt z dużą ilością trupów jak podczas I wojny światowej w Karpatach. No i oczywiście same ofiary muszą być w miarę dostępne, nie chronione różnymi barierami, słabe. Wilki znakomicie potrafią ocenić zdolności obronne potencjalnej zdobyczy i w przypadku ataku na ludzi najczęściej wybierały dzieci i kobiety. Czy powyższe czynniki można dziś uznać za spełnione, a jeśli tak to w jakich okolicznościach?
Mimo całkowitej ochrony i braku odstrzału wilk czuje respekt przed człowiekiem, gdyż najczęściej widzi go w hałasujących pojazdach, a jeśli w lesie to często z wyjącą pilarką na zrębie. Poza tym wcale nie zapomina o huku wystrzałów i kulkach świszczących nad głową, gdyż polują na niego sąsiedzi - Ukraińcy i Słowacy.
Naturalnych ofiar też w Karpatach raczej nie brakuje - jeleni i dzików wszędzie dostatek. A jeśli tych brakuje to są jeszcze owce, chociaż ich pogłowie sukcesywnie spada.
Poza tym - gdzie gdzieś szukać tych samotnych pastereczek. Na elektrycznego pastucha raczej zapolować się nie da ;-)
Jedyna potencjalna sytuacja, wilczego ataku na ludzi, która mi się nasuwa to właśnie Pogórze Karpackie, gdzie migrują młode osobniki, które nie znalazły miejsca w górach. Młode niedoświadczone, niestrzelane, bez większych doświadczeń z człowiekiem. Wygnańcy na chudych w zwierzynę terenach (nie mówię tu o Pogórzu Przemyskim, ale o zachodniej części regionu). Nie daj Boże aby się zsynatropizowały, wyjadały pachnące człowiekiem resztki w śmietnikach i na wysypiskach, albo polowały wyłącznie na zwierzęta hodowlane. Obecnie migracja z gór na pogórze nie jest zbyt duża, gdyż mimo ochrony jakoś te wilczyska słabo się rozmnażają. Może za często na Słowację biegają ;-) Wychodzi na to, że naszymi baranami i odszkodowaniami dla rolników hodujemy słowackim myśliwym zwierzynę łowną.
Tak więc na razie zsynatropizowanych wilków w rejonach o dużym zaludnieniu i małej ilości zwierzyny łownej, jeszcze u nas nie ma. Ale jeśli się pojawią to strzeżcie się Czerwone Kapturki, a może raczej Czerwone Nosy, gdyż pewnie ta grupa społeczna może być potencjalnie narażona z uwagi na parę różnych czynników...
źródło: Internet - niestety nie ustaliłem autora

8 komentarzy:

  1. !
    Bardzo poruszający wpis i niesamowite obrazy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrazy niestety nie moje. Ale chętnie przyznaję rację, że poruszające. Szczerze mówiąc do tego wpisu natchnął mnie również Twój styczniowy wpis http://na27stronie.blogspot.com/2012/01/uwolnic-wilka.html

      Usuń
  2. Fascynujący wpis! Wilki, (wiem to z relacji ludzi praktycznie żyjących w lesie) coraz częściej nie boją się ludzi.
    Trzy, lub cztery wilki, od kilku lat mieszkają w krzakach niedaleko Szklar. Przerażające. Zapędzają się za psami gospodarskimi nawet do naszej Kosztowej. W sąsiedniej Laskówce zeżarły dwa lata temu 5 psów.

    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy można to nazwać przerażającym zjawiskiem, że te drapieżniki zjadają nasze burki. Taka jest ich wilcza natura. Rozumiem jednak, że to może być osobista tragedia kogoś komu zginął ulubieniec. Natomiast byłoby przerażające gdybyśmy dopuścili do zbytniego "oswojenia" wilków, bo wówczas o tragedię nietrudno. Chcąc chronić wilka trzeba mu dać w miarę dziki, lesisty i duży obszar. Gdy pojawia się na terenach w przeważającej mierze polnych zaczynają się liczne konflikty człowiekiem i tam według mnie trzeba chronić interes ludzi. Pewnie, że można stosować różne formy zabezpieczenia zwierząt gospodarskich, ale gdy dzikiej zwierzyny w regionie jest mało, a wilki są, to prawie na pewno szkody w gospodarstwach będą. Ważne jest według mnie mądre strefowanie ochrony. Tylko gdzie wyznaczyć granice między tymi strefami wpływów?
      A jeśli chodzi o psy to chyba smakują im wyjątkowo. Potrafią nawet z łańcucha zabrać.

      Usuń
  3. Opowiadała mi zielarka, że w niedalekiej Koniuszy, kilka lat temu, wilki zabiły sporo owiec; kiedy zimą zostawiałam dla lisów kurzęcze resztki albo kości, to fachmani od rurek mówili, że rankiem, na śniegu były ślady dużych łap, może były i u nas? pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że na razie wilki nie upadły jeszcze tak nisko aby kurze kości obgryzać. Szczególnie koło Twojej chatki gdzie jelenie po podwórku chodzą. Na pewno były to lisy, których jest teraz bardzo dużo.

      Usuń