Strony

sobota, 4 kwietnia 2026

Uranowe łupki i atomowe Bieszczady

Współczesna radiometria łupków bitumicznych z Bezmiechowej - maks. 0,27 μSv/h czyli 27 µR/h 
Co jakiś czas w mediach powraca sensacyjna historia, że w czasach PRL planowano w Bieszczadach próbę bomby atomowej. W różnych wersjach tej opowieści pojawiają się odludne góry, tajne prace wojskowe i pomysł przeprowadzenia eksplozji gdzieś daleko od ciekawskich oczu. Brzmi to jak scenariusz filmu sensacyjnego – ale czy ta legenda ma jakiekolwiek oparcie w rzeczywistości? Okazuje się, że u jej podstaw leżą geologia i lasery.

Widok na Bezmiechową Górna i Bieszczady z terenu szybowiska
Uranowa gorączka w Polsce zaczęła się po II wojnie światowej w 1947 r. od wizyty radzieckich ekspertów geologów. Nie była to wizyta przypadkowa, po prostu Sowieci znaleźli na terenie okupowanych Niemiec rudy uranu, przywiezione do produkcji atomowej WunderWaffe Hitlera, pochodzące z Sudetów. Stąd też w tamtym terenie rozpoczęto poszukiwania. Organizacją prac poszukiwawczych i wydobywczych zajęło się przedsiębiorstwo Кузнецкие Рудники (polska nazwa Zakłady Przemysłowe R-1 lub Kopalnie Kowarskie) powołane 1 stycznia 1948 r. na podstawie umowy międzyrządowej PRL i ZSRR. Ponad tysiąc „czarnych baronów”, niewolników-żołnierzy z 10 batalionu pracy (JW 2930) kopało rudy uranu dla stalinowskiej Rosji. W kolejnych latach radzieccy specjaliści w poszukiwaniu za uranem przebadali dolny Śląsk, Sudety i Góry Świętokrzyskie, Karpaty, Zagłębie Górnośląskie i Częstochowskie. Do 1955 roku w Polsce odkryto 17 złóż uranu i kilkaset miejsc występowania anomalii promieniotwórczych.  Niebawem jednak w samym ZSRR i ČSSR odkryto nowe, bogatsze złoża promieniotwórczego pierwiastka, co przyczyniło się do spadku znaczenia polskich kopalni w Sudetach. Od 1956 roku dalsze prace geologiczne i wydobywcze przeszły w kompetencje polskich służb w szczególności Pracowni Badań Radiometrycznych Zakładu Złóż Pierwiastków Rzadkich i Promieniotwórczych Instytutu Geologicznego. 

Naturalne odsłonięcie łupków brunatnych i bitumicznych (po prawej stronie zdjęcia) w Bezmiechowej Górnej na lewym brzegu potoku Dyrbek

Karpackie poszukiwania w latach 1956–1962 dotyczyły głównie uranonośnych łupków menilitowych i to właśnie one przyczyniły się do powstania tej opowieści o „atomowych” Bieszczadach
Mapa występowania łupków uranonośnych na tle wychodni utworów serii menilitowej w Karpatach środkowych.
1 - miejsca występowania łupków uranonośnych o zawartości powyżej 0,035% uranu; 2 - miejsca występowania łupków uranonośnych o zawartości uranu 0,030-0,035%; 3 - miejsca stwierdzonych występowań łupków o zawartości uranu populacji normalnej; 4 - miejsca podwyższonych koncentracji pierwiastków promieniotwórczych ustalone radiometrycznie; 5 - miejsca, w których nie stwierdzono anomalii radioaktywnych; 6 - wychodnie utworów serii menilitowej; 7 - granice nasunięć
Kita-Badak, M., Badak, J., & Sałdan, M. (1965). Charakterystyka łupków uranonośnych serii menilitowej w Karpatach Środkowych. Geological Quarterly, 9(1), 137-156.

Jednym z miejsc, w których doszukano się podwyższonej radioaktywności łupków i niewielkich mineralizacji uranowych jest rejon Bezmiechowej Górnej w Górach Słonnych. Czarne, silnie bitumiczne łupki ilaste zalegające w spągu serii menilitowej, ponad eoceńskimi łupkami pstrymi. Tworzą one soczewkowaty kompleks o miąższości około 2–5 metrów i rozciągłości dochodzącej do kilku kilometrów.

Skały te zawierają stosunkowo dużo substancji organicznej i właśnie w tych najbardziej bitumicznych partiach stwierdzono zwiększoną zawartość uranu. Jedna z hipotez zakłada, że pierwotnie uran był związany z materią organiczną w osadzie morskim, a później mógł zostać wtórnie przemieszczony i lokalnie wzbogacony przez roztwory krążące wzdłuż spękań. 

Czarne ilaste łupki bitumiczne o oddzielności płytkowej, z nalotami jarosytu i innych minerałów

Dlatego właśnie w szczelinach łupków często pojawiają się drobne wtórne minerały – naloty jarosytu (zasadowego uwodnionego siarczanu potasu i żelaza), wodorotlenków żelaza, a czasem mikroskopijne kryształki minerałów uranu. Powstają one w strefie wietrzenia, gdy piryt obecny w skale utlenia się, tworząc kwaśne roztwory siarczanowe. 

Krystaliczne naloty jarosytu i innych minerałów na powierzchni łupków z Bezmiechowej

Te same roztwory mogą rozpuszczać i ponownie wytrącać uran, dlatego jego wtórne minerały pojawiają się często dokładnie w tych samych szczelinach co jarosyt. Pomiary radiometryczne w rejonie Bezmiechowej Górnej wykazywały tam mocno zróżnicowane wartości promieniowania gamma dochodzące do około od 15 do 100–126 µR/h, czyli wielokrotnie wyższe niż w skałach otaczających. W przeliczeniu na zawartość pierwiastka daje to rząd wielkości 0,02–0,06% uranu, czyli kilkaset ppm. To dużo jak na skałę osadową – kilkadziesiąt do ponad stu razy więcej niż przeciętne tło – ale wciąż niewiele w porównaniu z typowymi rudami uranu. Mimo to miejsce wzbudziło zainteresowanie geologów prowadzących wówczas w Polsce poszukiwania surowców dla energetyki jądrowej. W rejonie Bezmiechowej wykonano nawet geologiczne prace rozpoznawcze. 

Widoczny do dzisiaj wylot jednej ze sztolni poszukiwawczych

W literaturze geologicznej pojawia się informacja o odwiertach i dwóch sztolniach badawczych, które miały sprawdzić ciągłość warstwy łupków uranonośnych. Dziś w terenie pozostały po nich tylko niepozorne ślady – zapadliska i niewielkie otwory w zboczach, m.in. w dolinie potoku Dyrbek, gdzie naturalne odsłonięcia przecinają właśnie spąg serii menilitowej. Złoże ostatecznie nie zostało zagospodarowane, gdyż problemem była przede jego skala i niejednorodność występowania związków uranu. Choć zawartość tego pierwiastka była podwyższona, skały występowały w nieregularnych soczewkach i ich parametry zmieniały się w krótkich odległościach. Co ciekawe, łupki z Bezmiechowej rozważano także jako źródło oleju łupkowego. W nowszych opracowaniach pojawia się nawet pomysł połączenia odzysku oleju łupkowego z wtórnym ługowaniem uranu z pozostałości skały. Jednak aby zapewnić paliwo dla planowanych w Polsce elektrowni jądrowych, potrzebny byłby obszar złoża o powierzchni ponad 35 km² o podobnej zasobności – czego w tym rejonie raczej nie można oczekiwać.

Ślad po drugiej sztolni poszukiwawczej

I tu wracamy do legendy o „atomie w Bieszczadach”. W czasach zimnej wojny informacje o poszukiwaniach uranu, pojawiające się w odludnych górach ekipy geologiczne i niewielkie sztolnie drążone w zboczach mogły łatwo pobudzać wyobraźnię. Do tego dochodzi jeszcze inny wątek z lat 70. – historia badań prowadzonych przez fizyka gen. dyw. prof. dr. hab. inż. Sylwestra Kaliskiego z WAT. Zespół pod jego kierownictwem, sprężyście wspierany przez pierwszego sekretarza Edwarda Gierka, testował możliwości laserowej mikrosyntezy termojądrowej

Eksperymenty te nie miały nic wspólnego z uranem, ani innymi ciężkimi pierwiastkami promieniotwórczymi, ale dotyczyły próby uzyskania syntezy mikroskopijnych ilości deuteru i trytu - izotopów wodoru. Te prace badawcze miały przynieść praktycznie nieograniczone i tanie źródło energii, ale dawały też pewne perspektywy militarne.  W 1973 roku zespół prof. Kaliskiego rzeczywiście doprowadził w eksperymencie laserowym do powstania plazmy o temperaturze rzędu milionów kelwinów. W tak ekstremalnych warunkach udało się zarejestrować pojedyncze reakcje syntezy jąder deuteru, potwierdzone emisją neutronów. Była to jednak tzw. mikrosynteza – zjawisko trwające ułamki nanosekundy w mikroskopijnej objętości materii. Do stabilnej reakcji termojądrowej, nie mówiąc już o jakiejkolwiek „polskiej bombie wodorowej”, było od tego bardzo daleko. 
Prof. Kaliski opracował też metodę, z pomocą której teoretycznie można przekroczyć próg syntezy termojądrowej bez "wstępnej" detonacji atomowej. Kaliski zaproponował początkową kompresję mieszaniny deuteru i trytu poprzez kontrolowaną eksplozję klasycznego materiału wybuchowego, a następnie "dogrzanie laserem". Była to tzw. mikrosynteza wybuchowa, nie ma jednak dowodów, że taki eksperyment został w pełni zrealizowany – raczej pozostawał na etapie badawczym. Wokół tego projektu narosło wiele sensacyjnych opowieści, w tym anegdota, że Gierek miał zapytać Kaliskiego, czy ewentualną próbę eksplozji dałoby się przeprowadzić tak, aby nie została zauważona przez radzieckich sojuszników – na przykład gdzieś w Bieszczadach. Czy była to poważna rozmowa, żart czy tylko późniejsza legenda – trudno dziś rozstrzygnąć. Generalnie pomimo szumnego odtrąbienia sukcesów odnośnie wytworzenia plazmy termojądrowej w mikroskali, badania nie przyniosły żadnych wymiernych efektów w większej skali. Nadzieje pogrzebała ostatecznie tragiczna śmierć generała w wypadku samochodowym (i znów według legend zdarzenie to nie było przypadkowe). 

Kamykiem, który rozpoczął współczesną lawinę legend, był artykuł w „Sztandarze Młodych” z 16 lutego 1995 „W Bieszczadach miała wybuchnąć bomba wodorowa” autorstwa Wojciecha Łuczaka. Jego artykuły mają zwykle charakter publicystyki historyczno-wojskowej, często pisanej w dość sensacyjnym stylu (typowym dla prasy lat 90.), można więc śmiało założyć że sporo tam interpretacji i śmiałych hipotez.

Faktem jest, że bliski współpracownik prof. gen. Kaliskiego, wybitny specjalista od laserów prof. Zbigniew Puzewicz, potwierdził, że w eksperymencie udało się uzyskać wysokotemperaturową plazmę i strumień neutronów świadczący o pojedynczych reakcjach syntezy, ale dalsze analizy po 1973 roku pokazały, że do wywołania fuzji termojądrowej o znaczeniu praktycznym, potrzebne byłyby lasery o energii 10 tysięcy razy większej (rząd megadżuli), niż dostępne wówczas w Polsce (setki dżuli). Dopiero w 2022 roku w National Ignition Facility udało się uzyskać dodatni bilans reakcji syntezy termojądrowej inicjowanej laserowo (422 megadżule energii).  Jednak elektrownia fuzyjna z dodatnim bilansem energetycznym jeszcze nie istnieje i nie wiadomo czy w ogóle powstanie.  Natomiast laserowe badania Zbigniewa Puzewicza znalazły szerokie zastosowanie w medycynie, przemyśle i wojskowości (słynne rakiety przeciwlotnicze GROM i PIORUN). 

Ślady po sztolniach i odwiercie BEZMIECHOWA 4 (głęb. 101 m, 1956 r.), na tle szczegółowej mapy geologicznej Polski 

Faktem jest również, że w rejonie Bezmiechowej rzeczywiście badano skały zawierające uran, a w zboczach powstały płytkie sztolnie poszukiwawcze i odwierty. Połączenie tych elementów z atmosferą tajemniczości czasów PRL wystarczyło, by z czasem narodziła się opowieść o „tajnym atomowym projekcie w Bieszczadach”.
Łupki menilitowe ze skarpy nad Strwiążem w Brzegach Dolnych - maks. 0,33 μSv/h

Łupki uranonośne serii menilitowej odnaleziono zresztą nie tylko w Bezmiechowej, ale także w Błażowej, Gorlicach, Habkowcach, Iwli, Jamnej Dolnej, Komańczy, Korzeńcu, Krośnie, Krywem, Równem, Monastercu, Rozpuciu, Rudawce Rymanowskiej, Rymanowie Zdroju, Skopowie, Tyrawie Solnej i Wujskiem. 
Wychodnia łupków o podwyższonej radioaktywności w Tyrawie Solnej

Kita-Badak, M., Badak, J., & Sałdan, M. (1965). Charakterystyka łupków uranonośnych serii menilitowej w Karpatach Środkowych. Geological Quarterly, 9(1), 137-156.

Kita-Badak, M., & Badak, J. (1960). Występowanie łupków radioaktywnych w utworach serii menilitowej w Karpatach. Geological Quarterly, 4(1), 173-180.

Średnie natężenie promieniowania łupków w Tyrawie Solnej (maks. chwilowe nawet 0,35 μSv/h)

2 komentarze:

  1. I znów Pan zapodał bardzo intrygujący wątek, w którym nie mogło zabraknąć wzmianki o na poły już ikonicznej i legendarnej postaci generała Kaliskiego. Temat poruszony może stanowić wyśmienity pretekst do dyskusji na temat - powiedzmy - wielkiej Polski atomowej, przy czym bynajmniej nie mam w tym wypadku na myśli li tylko i wyłącznie rozwoju polskiej energetyki jądrowej. Bez zbędnych ceregieli i z otwartą przyłbicą postawię sprawę jasno: Polska MUSI mieć broń jądrową. Predestynuje Ją do tego historia, geopolityka oraz - last but not least - to co się wyczynia wokół nas na świecie. Polskę stać pod każdym względem na skonstruowanie bomby atomowej. W dziele tym powinna ściśle współpracować ze Szwecją oraz Ukrainą, mając w pewnej części ciała i głęboko wszelkie ewentualne protesty i sprzeciwy takie, siakie czy owakie. Pytanie kończące ten wpis brzmi: czy w Polsce są złoża uranu (Sudety?) wystarczające do wyprodukowania kilkunastu bomb atomowych?


    Pozdrawiam,


    Artur Ziaja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim powinniśmy zacząć od elektrowni atomowych, chociażby po to aby zdobyć wiedzę "na temat", a może przy okazji wyprodukować trochę plutonu 239. Znane kopalnie w Kowarach i okolicach są już wyeksploatowane. Ale perspektywiczne tereny poszukiwań są obok- Sudety i Monoklina Przedsudecka itd. klik

      Usuń