Cele swojej pracy autor bardzo jasno określa w prologu. Przedmiotem rozważań są rękopisy Rodziny Ulmów z lat 1921–1944, przy czym zdecydowana większość prezentowanych zapisków wyszła spod ręki Józefa. Ks. Tołpa dzieli je na trzy podstawowe grupy: rękopisy osobiste, odręczne dopiski w książkach oraz notatki umieszczane na fotografiach. Zapiski mają być więc nie tylko dokumentacją wydarzeń, ale także śladem przeżyć wewnętrznych, lektur, zainteresowań i obserwacji życia. Autor nazywa swoje podejście „argumentacyjno-znaczeniową interpretacją”. Chodzi, jak wyjaśnia, o uchwycenie „rytmu narracji rękopisów”, dostrzeżenie „dynamiki Ulmów”, osadzenie opisanych wydarzeń intelektualnych i duchowych w szerszym kontekście oraz ich aktualizację dla współczesnego odbiorcy. To ważna deklaracja metodologiczna, ponieważ pokazuje, że książka od początku nie ma być prostym przedstawieniem treści dokumentów. Autor nie tylko je przytacza, lecz stara się z nich zrekonstruować pewien świat znaczeń. I właśnie tutaj zaczyna się najciekawszy problem. Ks. Tołpa pisze bowiem, że rękopisy są „literalnym kluczem” pozwalającym wejść w świat Ulmów, a ich synteza ma ukazać „specyfikę świętości” towarzyszącej męczeńskiej rodzinie. W innym miejscu rękopisy określane są wręcz jako swoisty „genetyczny kod świętego życia”. Jest to więc od początku coś więcej niż analiza materiału historycznego: dokument ma pomóc odtworzyć duchowy sens życia rodziny.
Książka robi przy tym coś bardzo cennego: pokazuje, jak szeroki był zakres zachowanej dokumentacji. Autor wymienia między innymi dwa zeszyty wojskowe z Wilna i Grodna z lat 1921–1922, szesnaście zeszytów ze szkoły w Pilźnie z lat 1929–1930, późniejsze zeszyty i notatki sporządzane w Markowej, a także listy i dokumenty Józefa oraz członków jego rodziny z lat 1927–1944. Do tego dochodzą zapisy matematyczne, wzory nawozów sztucznych, własnoręcznie rysowane mapy i inne ślady szerokich zainteresowań naukowych i praktycznych. Jednocześnie autor uczciwie zaznacza, że wiele z tych materiałów nie zostało przedstawionych w całości. Niektóre pokazano jedynie fragmentarycznie, a część świadectw świadomie pominięto. Oznacza to, że książka nie daje pełnego obrazu zachowanego zbioru rękopisów, lecz dokonuje selekcji podporządkowanej przyjętej narracji. Kiedy czytamy poszczególne fragmenty, musimy pamiętać, że nie oglądamy całego archiwum, tylko jego część wybraną przez autora i wykorzystaną do zbudowania określonej interpretacji.
Tutaj pojawia się jednak pewna trudność, którą książka nie zawsze pozwala rozwiązać w sposób jednoznaczny. Sam fakt wykonania notatki przez Ulmę nie musi jeszcze oznaczać, że jest to jego własna, samodzielnie sformułowana refleksja. W zeszytach znajdują się zarówno zapisy własnych refleksji, jak i cytaty z książek, notatki z wykładów, streszczenia przeczytanych tekstów, definicje, informacje praktyczne, szkice przyszłych wypowiedzi czy materiały z zajęć. Czasami granica między tymi kategoriami jest bardzo wyraźna, czasami zaś bez znajomości całego kontekstu pozostaje trudna do ustalenia. Dobrym przykładem są niektóre notatki, których pochodzenie ks. Tołpa próbuje rekonstruować. W przypadku zapisu dotyczącego Johna Williama Drapera zaznacza, że może on być syntezą osobistej lektury, ale równie dobrze mógł powstać w związku z udziałem Józefa w kursach organizowanych przez ówczesne środowiska młodzieżowe czy uniwersytety ludowe (zob. przypis końcowy nr 31 dotyczący zapisu Dzieje stosunku wiary do rozumu J. Drapera, Przypisy końcowe, s. 248 i nast.). To bardzo ważne zastrzeżenie, ponieważ pokazuje, że sam autor zdaje sobie sprawę z częstej niemożności ustalenia intelektualnego autorstwa poszczególnych notatek.
![]() |
| Fragment strony 285 z książki "Ulmowie. Rękopisy. Wybrane zapiski męczeńskiej rodziny". |
Dlatego warto rozróżnić dwa zdania: „Józef Ulma zapisał” oraz „Józef Ulma uważał”. Pierwsze jest stwierdzeniem źródłowym, drugie już interpretacją. W przypadku rękopisów Ulmy ta różnica może mieć zasadnicze znaczenie. Szczególnie dobrze widać to na przykładzie niewielkiego rękopisu zatytułowanego Cele życia, podpisanego w książce jako „Cele życia Józefa Ulmy wyznaczone dla siebie i jego Rodziny” (s. 285). Znajdujemy tam między innymi rozważania o szczęściu, przeciwnościach, dążeniu do celu, dobrobycie, majątku, wychowaniu dobrego człowieka i doskonałości duchowej. Sam tekst jest niewątpliwie ciekawy. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy z jego tytułu zaczynamy wyprowadzać bardzo daleko idące wnioski o osobistym systemie wartości Józefa zwłaszcza, że wymienione tam cele życiowe nie tworzą spójnego programu. Faktyczna treść sugeruje rozważania na tematy egzystencjonalne, a nie deklarację programową, zaś z samego zapisu, nie wynika czy była notatka z lektury, zapis wykładu, szkic prelekcji czy materiał do dalszego opracowania. Dlatego właściwszy byłby podpis: Zapiski Józefa Ulmy - rozważania dotyczące celów życia.
Niezależnie do charakteru archiwalnych zapisów, ich tematyka pokazuje zakres spraw, które Józef uważał za warte zanotowania. Nawet notatka przepisana z cudzej książki mówi przecież coś o osobie, która ją przepisała: o tym, co przeczytała, co uznała za warte zachowania i jakie idee pojawiały się w jej intelektualnym otoczeniu. Dlatego mimo pewnych zastrzeżeń metodologicznych uważam, że w książce da się prześledzić rozwój zainteresowań Józefa Ulmy, choć nie należy traktować jej jako udowodnionej, linearnej biografii intelektualnej. Najstarsze zachowane zeszyty wojskowe z lat 1921–1922 pokazują człowieka, który gromadzi informacje, zapisuje wiedzę, poezję i refleksje, czyli przede wszystkim zbiera materiał. Kilka lat później zeszyty ze szkoły w Pilźnie pokazują już bardzo szeroki zakres wiedzy praktycznej: rolnictwo, hodowlę, gospodarkę, technikę i zagadnienia związane z prowadzeniem gospodarstwa. W późniejszym okresie coraz wyraźniej pojawiają się sprawy społeczne, edukacyjne, religijne i światopoglądowe. Można więc ostrożnie postawić hipotezę o przechodzeniu od gromadzenia wiedzy, przez jej praktyczne wykorzystanie, ku coraz szerszej refleksji nad społeczeństwem, religią i sensem ludzkiego życia.
Z punktu widzenia warsztatu historycznego istotna jest Nota wydawnicza (s. 228–230), gdzie autor dość szczegółowo opisuje zasady opracowania materiału. Przede wszystkim deklaruje, że zachowano błędy gramatyczne i ortograficzne występujące w rękopisach, ponieważ posiadają one wartość historyczną. Jeśli w źródle znajdował się błąd rzeczowy albo niedomówienie, pozostawiano oryginalne brzmienie, a prawidłową informację podawano w nawiasie kwadratowym lub przypisie. Fragmenty nieczytelne oznaczano odpowiednią adnotacją. Kryptonimy, pseudonimy i skróty pozostawiano w brzmieniu źródłowym, rozwijając je w przypisach. Dopiski na marginesach lub nad wierszem mogły zostać włączone bezpośrednio do tekstu głównego, jeżeli pasowały do jego sensu. Niektóre skreślenia pomijano, jeśli uznano, że nie mają znaczenia dla narracji historycznej. Celem było więc przygotowanie tekstu możliwie czytelnego i sensownego dla odbiorcy. Książka nie ogranicza się jednak do opracowania tekstu, ale równocześnie go interpretuje. Autor deklaruje przy tym zastosowanie kilku metod, w tym metody egzegetyczno-teologicznej, analityczno-syntetycznej i krytyki źródeł. Deklaruje też ostrożność wobec argumentum ex silentio, czyli wyciągania wniosków z samego braku informacji, zaznaczając, że takie przypuszczenia będą odpowiednio sygnalizowane. To są ważne deklaracje i dobrze, że zostały w książce zamieszczone.
Jeszcze ciekawsza jest informacja dotycząca samego statusu rękopisów. Autor pisze wprost, że materiały te nie posiadały własnych sygnatur archiwalnych. Numerację i odpowiednią segregację na potrzeby publikacji przeprowadził sam, korzystając z uprzejmości Jerzego Ulmy (bratanka Józefa) aktualnego właściciela rękopisów. Dopiero dzięki pracy ks. Tołpy każdy dokument, list czy zestawienie otrzymały własny nagłówek i krótki regest. To informacja, której nie warto przeoczyć, ponieważ pozwala właściwie rozumieć oznaczenia pojawiające się w przypisach. Czytając Przypisy końcowe, spotykamy bowiem takie określenia jak „Teczka rękopisy”, „Teczka cytaty”, kolejne numery dokumentów czy zeszytów, a także materiały oznaczone jako „wolne cytaty”. Co więcej, przypisy pokazują, że katalogowanie nie było kompletne. W jednym miejscu pojawia się określenie „cytat nieobjęty katalogizacją”, w innym informacja, że pewne cytaty nie zostały skatalogowane (zob. Przypisy końcowe, przypisy 255–257). Z badawczego punktu widzenia jest to bardzo cenna informacja, bo oznacza, że system odwołań w książce jest przede wszystkim narzędziem umożliwiającym korzystanie z materiału wykorzystanego w tej konkretnej publikacji, a nie katalogiem całego archiwum. Podobnie wygląda kwestia chronologii. Autor zaznacza, że niewiele rękopisów posiada datę powstania, dlatego układ źródeł został oparty przede wszystkim na danych biograficznych głównych. Chronologia książki jest zatem częściowo rekonstrukcją autora, a nie prostym odtworzeniem dat zapisanych w dokumentach. To wszystko nie umniejsza wartości książki, lecz pozwala lepiej rozumieć, czym ona właściwie jest.
Bardzo interesującym elementem całej konstrukcji jest domowa biblioteka Ulmów, licząca ponad 350 książek. Autor określa ją jako szczególnego „świadka ich życia”, zwracając uwagę, że część książek zawiera odręczne zapiski Józefa i Wiktorii, dzięki czemu sama publikacja staje się w niektórych przypadkach źródłem dla rękopisów. To rozwiązanie jest metodologicznie ciekawe, ponieważ pozwala zestawiać trzy poziomy informacji: tekst zapisany przez Ulmę, książkę, na której marginesie pojawiła się notatka, oraz inne dokumenty pozwalające ustalić kontekst. Do tego dochodzą listy, dokumenty rodzinne i relacje. Właśnie tutaj książka jest chyba najbardziej przekonująca: nie ogranicza się do publikowania pojedynczych zdań wyrwanych z zeszytów, lecz próbuje umieścić je w szerszym otoczeniu źródłowym.
I tu dochodzimy do pytania, które postawiłem w tytule posta. Czy ks. Tołpa potraktował rodzinne archiwum Ulmów przede wszystkim jako materiał badawczy, czy też nadał mu w swojej książce status czegoś więcej – swoistej relikwii, będącej nośnikiem pamięci o świętości męczeńskiej rodziny? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ponieważ książka łączy oba sposoby patrzenia.
Od strony warsztatowej archiwum traktowane jest jak materiał badawczy. Rękopisy są porządkowane, numerowane, segregowane, opisywane, opatrywane regestami i przypisami. Autor deklaruje krytykę źródeł, rozróżnia tekst źródłowy od późniejszych objaśnień, zaznacza nieczytelne fragmenty, zachowuje błędy ortograficzne i podejmuje próbę ustalenia pochodzenia poszczególnych zapisków. Na tym poziomie mamy do czynienia z rzeczywistą pracą nad źródłami.
Z drugiej strony cel książki jest wyraźnie szerszy. Rękopisy nie są tylko świadectwem tego, co Józef czytał, pisał i robił. Mają prowadzić czytelnika do odkrycia „dynamiki Ulmów”, ich świata duchowego, a w konsekwencji także „specyfiki świętości” męczeńskiej rodziny. To nie jest już tylko pytanie historyka: „co znajduje się w dokumencie?”, ale również pytanie: „co ten dokument mówi o świętości osoby, która go pozostawiła?”. I dlatego określenie archiwum jako swoistej „relikwii” nie musi być traktowane jako zarzut. Chodzi raczej o wskazanie, że materiały rodzinne pełnią w książce podwójną funkcję: są dowodami historycznymi, ale jednocześnie są nośnikami pamięci i znaczenia religijnego. Wydaje mi się, że właśnie to podwójne podejście najlepiej opisuje charakter publikacji.
Ostatecznie książkę ks. Pawła Tołpy określiłbym więc nie jako krytyczne wydanie rękopisów Ulmów, lecz jako interpretację wybranego korpusu źródeł rękopiśmiennych. To rozróżnienie jest istotne, ponieważ pozwala uniknąć zarówno zbyt surowej krytyki, jak i przypisywania publikacji funkcji, których w rzeczywistości nie spełnia. Jeżeli ktoś szuka pełnego katalogu rodzinnego archiwum, dokładnej inwentaryzacji wszystkich rękopisów i krytycznej edycji każdego tekstu, ta książka mu tego nie daje. Sam autor zresztą wyraźnie informuje, że część materiałów została pominięta, część pokazano fragmentarycznie, a system numeracji i segregacji został przygotowany na potrzeby publikacji.
Jeżeli jednak pytamy, czy z książki można dowiedzieć się czegoś nowego o intelektualnych zainteresowaniach Józefa Ulmy, jego lekturach, sposobie gromadzenia wiedzy i świecie, w którym funkcjonował, odpowiedź jest zdecydowanie twierdząca. Szczególnie interesujące wydaje mi się właśnie zestawienie kolejnych warstw materiału: zeszytów wojskowych z początku lat dwudziestych, notatek szkolnych z Pilzna, materiałów praktycznych związanych z rolnictwem, późniejszych zapisków dotyczących życia społecznego i religii oraz książek z zachowanymi marginaliami. Dopiero z takiego zestawienia zaczyna wyłaniać się człowiek, którego zainteresowania nie ograniczały się do jednej dziedziny i który przez całe życie gromadził wiedzę oraz próbował ją wykorzystywać.
Być może największą wartością tej książki, jest nie tyle odpowiedź na pytanie, „jaki naprawdę był Józef Ulma”, lecz pokazanie niezwykle ciekawego materiału, z którego dopiero można próbować taką odpowiedź budować. Otwartą pozostaje jednak kwestia: na ile ten ogromny i nadal nie w pełni skatalogowany zasób będzie w przyszłości dostępny dla dalszych badań historycznych? Publikacja pokazuje bowiem, że poza materiałem zamieszczonym w jej 304 stronach istnieje jeszcze znacznie większy korpus źródeł. I być może właśnie on będzie w przyszłości najciekawszym polem badań nad Ulmami.
Nota: Przy opracowaniu tego tekstu korzystałem również z pomocy ChatGPT (model GPT-5.6), przede wszystkim przy analizie materiału źródłowego, porządkowaniu argumentacji i redakcji tekstu. Ostateczna treść, dobór źródeł oraz przedstawione oceny i wnioski należą do autora.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz