![]() |
| Zdjęcie archiwalne szybu kopalni w Łopuszce Wielkiej z profilu "Polska południowo-wschodnia" – cyfrowa korekta jakości obrazu z wykorzystaniem AI. |
![]() |
| Zdjęcie z artykułu z 1989 r. – cyfrowa korekta jakości obrazu z wykorzystaniem AI. |
Nie zawsze zamki na lodzie (1958 – Nowiny Rzeszowskie: organ Komitetu Wojewódzkiego PZPR)
Reportaż Stanisława Witowskiego opublikowany 2 kwietnia 1958 roku jest przede wszystkim głosem w dyskusji o przyszłości przemysłu gipsowego na Rzeszowszczyźnie. Autor polemizuje z poglądem, że niektóre przedsięwzięcia gospodarcze są z góry skazane na niepowodzenie. Tytułowe „zamki na lodzie” odnoszą się do nierentownej kopalni węgla w Grudnej, jednak zdaniem Witowskiego przypadek Łopuszki był zupełnie inny - przyszłościowy. Punktem wyjścia rozważań staje się referat prof. inż. Władysława Skalmowskiego wygłoszony w rzeszowskim oddziale NOT. Skalmowski podkreślał, że złoża gipsów w województwie rzeszowskim należą do najbogatszych w Polsce, a alabaster wydobywany w Łopuszce jest surowcem wysokiej jakości. Rozpoznane zasoby oceniano na około 50 tys. m³, jednak przypuszczano, że rzeczywiste złoże może być wielokrotnie większe. Witowski przyznał, że kopalnia funkcjonuje na granicy rentowności, ale jego zdaniem problem nie tkwił w jakości surowca, lecz w sprzedaży nieprzetworzonej kopaliny. Podejmowano próby produkcji galanterii alabastrowej, lecz nie rozwinęły się one na większą skalę, natomiast prawdziwą szansę upatrywano w produkcji wysokogatunkowych gipsów chirurgicznych i dentystycznych. Rachunek ekonomiczny wydawał się oczywisty - podczas gdy tona surowca przynosiła około 162 zł, cena gipsów dentystycznych i chirurgicznych wynosiła od 1600 do 2000 zł za tonę. W dodatku istniało odpowiednie zaplecze przetwórcze – Wytwórnia Chemiczno-Stomatologiczna w Rzeszowie oraz zakład w Czudcu zajmujący się wypalaniem gipsów. Cały reportaż utrzymany jest w charakterystycznym dla epoki tonie wiary w możliwości racjonalnego planowania i rozwój przemysłu. Co znamienne, nie ma w nim praktycznie nic o przedwojennych dziejach kopalni, a przecież dopiero w 1958 r. zmarł w Krakowie Roman hr. Scipio wywłaszczony właściciel. Dla czytelnika Nowin historia zakładu zaczyna się właściwie dopiero wraz z jego powojennym funkcjonowaniem.
![]() |
| Archiwalne zdjęcie ze współczesnego folderu o Łopuszce Wielkiej – cyfrowa korekta jakości obrazu z wykorzystaniem AI. |
„...drugiemu nie da!” (1989 - Nowiny: dziennik Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej)
Trzydzieści jeden lat później Edmund Gajewski patrzy na Łopuszkę z zupełnie innej perspektywy. Jego reportaż jest próbą odpowiedzi na pytanie, dlaczego mimo licznych pomysłów i ambitnych planów nie udało się w pełni wykorzystać potencjału miejscowego złoża. Po raz pierwszy na łamy „Nowin” wraca szerzej historia przedwojenna historia podkarpackich alabastrów. Autor przypomina, że kopalnię uruchomiono w 1928 roku, a z jej powstaniem związany był hrabia Scipio del Campo. To znamienny znak czasu, gdy można już było pisać o ziemianach i prywatnych inicjatorach przedsięwzięć gospodarczych bez socrealistycznego jadu, a nawet z pewną dozą sympatii. Reportaż Gajewskiego rekonstruuje kolejne etapy dziejów przedsiębiorstwa. II wojna światowa przyniosła zniszczenie infrastruktury kopalni i przerwanie działalności. W 1952 roku przeprowadzono odwodnienie wyrobisk i wznowiono eksploatację. W 1954 roku, po odwodnieniu szybu i chodników oraz ich odczyszczeniu, załoga przystąpiła do eksploatacji. Kopalnia podlegała wówczas przedsiębiorstwu z Jarosławia, a alabaster był wykorzystywany do rekonstrukcji i odnowień wnętrz wielu zabytkowych obiektów. Posadzki, bogata sztukateria Zamku Królewskiego w Warszawie, niejedna wspaniała rzeźba w Pałacu Łazienkowskim czy wilanowskim odrodziła się m.in. dzięki alabastrowi z Łopuszki.
| Gipsy krystaliczne z pobliskich Siedlisk |
![]() |
| Metalowy trójnóg nad zasypanym szybem kopalni, Zdjęcie z artykułu z 1989 r. – cyfrowa korekta jakości obrazu z wykorzystaniem AI. |
Podjęto także próby wznowienie eksploatacji alabastru, nieudolnie inwestując w nową infrastrukturę i wyposażenie kopalni. Żaden z tych pomysłów nie doprowadził jednak do trwałego odrodzenia przedsiębiorstwa. W 1988 roku na polecenie Urzędu Górniczego w Krośnie dokonano zasypania nieczynnego szybu. Tekst Gajewskiego opisuje miejsce zawieszone pomiędzy przeszłością a przyszłością, w którym nadal istnieją budynki, urządzenia i pamięć dawnych pracowników, ale nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, co będzie dalej.
| Rozpadający się budynek administracyjno-biurowy na terenie kopalnianym |
Dzisiaj jest ściernisko, kiedyś było wyrobisko alabastru (2015 Nowiny24)
Kiedy Cezary Kassak odwiedza Łopuszkę Wielką w 2015 roku, od zakończenia wydobycia minęło już ponad czterdzieści lat. Kopalnia nie jest już zakładem przemysłowym ani nawet obiektem oczekującym na reaktywację. Staje się częścią krajobrazu i lokalnej pamięci. Autor przypomina historię eksploatacji alabastru i znaczenie miejscowego złoża. Podkreśla jego wyjątkową jakość oraz fakt, że Łopuszka należała do nielicznych miejsc w Polsce związanych z wydobyciem tego surowca. Pojawiają się również informacje o przedwojennych początkach kopalni i działalności rodziny Scipio del Campo.
Autor sięgnął też do dokumentacji kopalni w Łopuszce z lat 50-tych XX wieku z Archiwum Państwowym w Rzeszowie skąd dowiadujemy się, że kopalnię pod egidą Jarosławskich Zakładów Terenowego Przemysłu Materiałów Budowlanych uruchomiono w sierpniu 1953 roku. W marcu 1954 r. zatrudniała ona 26 pracowników fizycznych i 2 umysłowych. Wywiady z dawnymi pracownikami przynoszą szereg intersujących szczegółów dotyczących funkcjonowania przedsiębiorstwa. Jan Uliszak jako górnik w kopalni alabastru przepracował 25 lat. - Szyb był głęboki na 60-70 metrów (poza wydobywczym kopalnia miała jeszcze szyb wentylacyjny - red.), w dół schodziło się po drabinach - relacjonuje Jan Uliszak. - Praca była żmudna. Wydobywaliśmy ok. 30 wózków dziennie. Kruszarka ten gips kruszyła, a potem był on płukany. Jednocześnie reportaż skupia się przede wszystkim na śladach, jakie pozostały po działalności górniczej. Wyrobiska zarastają lasem, dawna infrastruktura znika z krajobrazu, a pamięć o kopalni przechowywana jest głównie przez mieszkańców i byłych pracowników.
| Magazyn materiałów wybuchowych i spłonek - uległ wybuchowi sukcesji roślinnej |
Powraca także pytanie, które przewijało się przez wszystkie wcześniejsze artykuły: czy potencjał złoża został rzeczywiście wykorzystany? Pojawiają się szacunki wskazujące, że w ziemi mogą nadal pozostawać znaczne ilości (167 tysięcy ton) wysokiej jakości alabastru. Jednak w przeciwieństwie do poprzednich dekad nie mówi się już o wielkich planach przemysłowych. Znacznie częściej pojawia się myślenie o dziedzictwie, edukacji i turystyce. Dawna kopalnia przestaje być przede wszystkim zakładem pracy, a staje się elementem historii regionu.
Epilog
Trzy reportaże opublikowane na przestrzeni niemal sześćdziesięciu lat pokazują nie tylko dzieje jednej kopalni, ale również ewolucję sposobu myślenia o przeszłości.
W 1958 roku najważniejsza była przyszłość i rozwój przemysłu. O przedwojennych korzeniach przedsiębiorstwa niemal nie wspominano.
W 1989 roku zaczęto odzyskiwać pełniejszą historię miejsca, przywracając pamięć o jego twórcach i kolejnych etapach rozwoju.
W 2015 roku kopalnia stała się już przede wszystkim elementem lokalnego dziedzictwa.
Dziś, gdy teren dawnej kopalni ma otrzymać nowe funkcje społeczne i rekreacyjne, historia zatacza kolejne koło. Miejsce, które przez dziesięciolecia kojarzyło się z wydobyciem alabastru, ponownie zmienia swoje znaczenie. Być może właśnie dlatego warto wracać do starych gazet.
![]() |
| Fragment artykułu z Gazety Narodowej z 1877 r. "Listy do przyjaciela o wystawie lwowskiej" autorstwa Agatona Gillera |
Co ciekawe, podczas pracy nad tym tekstem udało się odnaleźć źródła, których nie przywoływał żaden z autorów reportaży. Już w 1877 roku „Gazeta Narodowa” wspominała o kopalni i fabryce gipsu nawozowego należącej do rodziny Scipio del Campo w Łopuszce Wielkiej. Hrabia Karol Scipio del Campo (1842-1912) na Krajowej Wystawie Rolniczej i Przemysłowej we Lwowie 1877 w dziale "Górnictwo i hutnictwo" prezentował gips w bryłach i gips mielony w beczkach.
W 1882 roku kopalnia i fabryka wzięły udział w wystawie rolniczo-przemysłowej w Przemyślu.
![]() |
| Katalog wystawy rolniczo-przemysłowej w Przemyślu 1882 |
![]() |
| Ogłoszenie w gazecie "Rolnik : tygodnik dla gospodarzy wiejskich : organ c. k. galicyjskiego Towarzystwa gospodarskiego" z 1904 r. |
Zakład pojawia się również w skorowidzach przemysłowych z lat 1906 i 1912, a także na Mapie górniczo przemysłowej Galicji z 1910 roku
![]() |
| Fragment mapy górniczo przemysłowej Galicji z 1910 roku - w Łopuszce Wielkiej zaznaczono złoża gipsu i "gipsarkę" czyli fabrykę gipsu |
W świetle tych informacji coraz mniej przekonująco wygląda często powtarzana teza, że historia kopalni rozpoczęła się w 1928 roku. Znacznie bardziej prawdopodobne wydaje się, że rodzina Scipio prowadziła w Łopuszce przedsiębiorstwo gipsowe już od XIX wieku. Rok 1920 oznaczał prawdopodobnie wznowienie działalności pod egidą hrabiego Romana Scipio po zniszczeniach i kryzysie wywołanym przez I wojnę światową. Mniej prawdopodobne wydaje się, że fabryka została zamknięta po śmierci Karola Scipio del Campo w 1912 r. i ponownie uruchomiona przez syna dopiero w 1920 r.
![]() |
| Informacja z publikacji „Przemysł budowlany Polski Odrodzonej 1919-1929” z 1922 r. |
Z kolei rok 1928 mógł być początkiem nowego etapu związanego z eksploatacją alabastru, który z czasem przesłonił pamięć o wcześniejszej, wieloletniej produkcji gipsu, chociaż już w 1922 roku wydobywano tu "gips alabastrowy".
![]() |
| Informacja w „Roczniku Polskiego Przemysłu i Handlu” z 1938 r. B. Dr Roman hr. Scipio (1877-1958) – właściciel; E. Jan Głowacki – zarządca/kierownik |
Historia łopuszańskiej kopalni nie zaczyna się więc w latach dwudziestych XX wieku, lecz co najmniej pół wieku wcześniej. Paradoksalnie więc największym odkryciem podczas lektury reportaży „Nowin” okazało się nie to, co zostało w nich napisane, lecz to, czego w nich zabrakło – niemal całkowicie zapomniana historia XIX-wiecznej kopalni i fabryki gipsu rodziny Scipio del Campo.
| I na koniec ponownie krystaliczne gipsy z Gipsiarni w Siedliskach |










Dziękuję za kolejny ciekawy i inspirujący artykuł. Tym bardziej, że z terenów mojej gminy 🙂 pozdrawiam Rafał
OdpowiedzUsuńDziękuję za pozostawienie miłego słowa - to zawsze zacheca do kontynuacji prac, chociaż czuję się już jak ostatni Mohikanin wśród blogerów.
UsuńTak, dziś blogi odchodzą do lamusa... liczą się inne media i kilku sekundowe filmy. Za to niewątpliwie jest najlepszą formą do przekazania ciekawostek w taki sposób, jaki Pan to robi. Opisy, mapki, archiwalne zdjęcia, linki, tutaj to najłatwiej umieścić i dla odbiorcy wygląda to najczytelniej. Takie blogi jak Pana czy śp. Pana Piotra, to skarbnica wiedzy i ciekawostek o regionie lepsza niż nie jeden przewodnik. Czytam od lat, i raz na jakiś czas próbuje odnaleźć w terenie miejsca które były opisane. Czy to Makowa i grób Georga Jaki, czy wodospady Pogórza opisane przez śp. Pana Piotra
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Rafał
"Gips nawozowy..." Czy należy rozumieć dosłownie ten termin? Czy gips był/jest traktowany jako nawóz do użyźniania pól? Jestem dyletantem w tych sprawach, więc proszę wybaczyć pytanie grzeszące - być może - dużą dozą naiwności.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Artur Ziaja
Mielony gips jako nawóz ma historię sięgającą XVII w (w niektórych regionach Niemiec zauważano korzystny wpływ gipsu na koniczynę), ale jego największa popularność przypada na XVIII, XIX i początek XX wieku. Za początek nowoczesnego stosowania gipsu nawozowego uważa się drugą połowę XVIII wieku. Szczególną rolę odegrały doświadczenia niemieckiego pastora i agronoma Johanna Friedricha Georga Hartmanna Mayera (1719-1789) zwanego apostołem gipsu - Gipsapostel, który propagował stosowanie gipsu na koniczynę i lucernę. Wapń i siarka z gipsu poprawiały warunki dla motylkowych, które dzięki bakteriom wiązały więcej azotu z powietrza. W efekcie plony rosły bardzo wyraźnie, co rolnicy zauważyli jeszcze zanim poznano mechanizm biologiczny.
UsuńOd końca XVIII wieku do końca XIX wieku gips był jednym z najpopularniejszych nawozów mineralnych w Europie i Ameryce Północnej. W Galicji szczyt zainteresowania przypada mniej więcej na lata: 1850–1914. Gips stosowano głównie na rośliny motylkowe (koniczynę, lucernę, groch, wykę i in.). Po I wojnie światowej zaczęły dominować: superfosfaty, nawozy potasowe, nawozy azotowe. Gips nie zniknął całkowicie, ale przestał być podstawowym nawozem. W przeciwieństwie do wapna nie podnosił pH, ale dostarczał siarki oprócz wapnia (jeszcze starszy nawóz mineralny). W wielu regionach Europy gips nawozowy przeżywa obecnie renesans, bo po ograniczeniu emisji przemysłowych do atmosfery trafia mniej siarki niż 100–150 lat temu.
Bardzo ciekawe. Bardzo dziękuję. Właścicielem kopalni alabastru była pierwotnie rodzina Scipio del Campo. Kiedyś już natrafiłem na to nazwisko w kontekście powstania i rozwoju lotnictwa na ziemiach polskich. Człowiek o takim nazwisku był pionierem awiacji w Polsce ale także - w zasadzie - w Rosji i w Ukrainie. Przypuszczam, że był On spokrewniony z właścicielami kopalni - bo chyba wszyscy Scipio del Campo wywodzili się z jednego pnia?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
AZ
Rodzina Scipio del Campo pochodząca z Włoch przybyła z królową Boną, była dość liczna i "gałęzista" lotnik Michał Scipio del Campo i Roman Scipio del Campo z Łopuszki byli najprawdopodobniej kuzynami pierwszego stopnia, ponieważ obaj byli wnukami Maurycego Konstantego Scipio del Campo (1810–1894). Oosobiście zapamiętalem ich z ucieszbego limeryku :
UsuńDwóch Scypionów na równą zasłużyli sławę
Jeden zburzył Kartago, a drugi Bychawę.
A trzeci, nieodrodny swojego nazwiska
Idąc śladem swych ojców – rujnuje Łaziska
Więcej o genealogii tego rodu https://www.academia.edu/10307657/_Spotka%C5%82em_cz%C5%82owieka_Ks_W%C5%82adys%C5%82aw_Bukowi%C5%84ski_w_pami%C4%99ci_wiernych_i_przyjaci%C3%B3%C5%82_cz_2_Bia%C5%82y_Dunajec_Ostr%C3%B3g_2006
Z całkiem innego ogródka - ale chyba też Pana zainteresuje; materiał jest niewątpliwie sortu propagandowego, tym niemniej jest to film kolorowy, doskonałej jakości, dotyczący Beskidów: https://www.youtube.com/watch?v=dMkFy62Ksow
UsuńPozdrawiam,
AZ
Przpiękny film - ale perełka!!
Usuńhttps://www.youtube.com/watch?v=udetgHvGZug Nie uwierzy Pan - agitpropaganda tym razem stalinowska - ale dominujący Góral ( wymieniony z imienia i nazwiska) ten SAM.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Artur Ziaja
Niesamowite! Jakoś przypomina się mi mój post "Tęskniącym" o podobieństwie środków wtkorzytstywanych przez dwa totalitarne reżimy. Ten malarz Jan Wałach był jak się okazuje postacią znaną już przed II wojną. W obu filmach jego osoba służy do budowania przekazu o zakorzenieniu ludu góralskiego w tradycji, przywiązaniu do ziemi itd. Nie wiem tylko na ile górali istebniańskich chciano dołączyć do Goralenvolk- wg źródeł internetowych akcja miała dotyczyć powiatu nowotarskiego, ale kto wie jakie były dalsze pomysły? Swoją drogą jest tam więcej osób wspólnych dla obu filmów (np. góral model z charakterystycznym orlim profilem).
OdpowiedzUsuńHa, to ja właśnie tego z orlim profilem miałem na myśli - bo jego fizys najbardziej rzuca się w oczy. A okazuje się, że byli też inni, w tym ów malarz, o którym Pan wspomina.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
AZ
Orli góral to Michał Wawrzacz „Kolumbus” (1865–1954), który na przełomie XIX i XX wyemigrował za pracą do USA - był górnikiem w Sheridan w stanie Wyoming.
Usuń