Strony

czwartek, 17 września 2026

Relikwia czy materiał badawczy? O książce „Ulmowie. Rękopisy”

Do postaci Józefa Ulmy wracam na tym blogu po raz kolejny, gdyż skłoniła mnie ku temu nowa książka ks. Pawła Tołpy "Ulmowie. Rękopisy. Wybrane zapiski męczeńskiej rodziny". W poprzednim poście sugerowałem konieczność głębszej analizy materiału archiwalnego „po Ulmach” odnalezionego już po beatyfikacji, więc książka ks. Tołpy wydaje się niejako odpowiedzą na mój postulat. Lektura tego cennego opracowania skłania jednak do postawienia kolejnego pytania: Czy mamy tu do czynienia przede wszystkim z próbą opracowania materiału historycznego, czy raczej z interpretacją rodzinnej spuścizny, której nadano szczególny, niemal sakralny status?
Już podtytuł książki na początku określa charakter publikacji: mamy do czynienia z wyborem, opracowaniem i interpretacją materiału, a nie z pełnym udostępnieniem zachowanego zespołu dokumentów. Książka liczy 304 strony i została wydana przez Dom Wydawniczy Rafael w 2026 r. Jej zasadnicza część obejmuje rozdziały poświęcone biografii Ulmów, zapiskom Józefa z lat wojskowych, jego zainteresowaniom intelektualnym, kulturze wsi, religijności i przykazaniu miłości, a następnie korespondencji i refleksjom religijnym. Całość uzupełniają bibliografia, literatura pomocnicza, rozbudowane przypisy końcowe oraz aneks zawierający między innymi faktografie rodziny i materiały związane z bratem Józefa Władysławem Ulmą. Również układ książki pokazuje, że w oparciu o rękopisy autor buduje narrację, porządkując materiał według określonej wizji życia Józefa Ulmy i całej rodziny.

Cele swojej pracy autor bardzo jasno określa w prologu. Przedmiotem rozważań są rękopisy rodziny Ulmów z lat 1921–1944, przy czym zdecydowana większość prezentowanych zapisków wyszła spod ręki Józefa. Pojedyncze zapisy są prawdopodobnie autorstwa Wiktorii, a szczególnym dokumentem jest zeszyt (zeszyty?) najstarszej córeczki Stasi. Ks. Tołpa dzieli archiwum na trzy podstawowe grupy: rękopisy osobiste, odręczne dopiski w książkach oraz notatki umieszczane na fotografiach. Zapiski mają być więc nie tylko dokumentacją wydarzeń, ale także śladem przeżyć wewnętrznych, lektur, zainteresowań i obserwacji życia. Autor nazywa swoje podejście „argumentacyjno-znaczeniową interpretacją”. Chodzi, jak wyjaśnia, o uchwycenie „rytmu narracji rękopisów”, dostrzeżenie „dynamiki Ulmów”, osadzenie opisanych wydarzeń intelektualnych i duchowych w szerszym kontekście oraz ich aktualizację dla współczesnego odbiorcy. To ważna deklaracja metodologiczna, ponieważ pokazuje, że książka od początku nie ma być prostym przedstawieniem treści dokumentów. Autor nie tylko je przytacza, lecz stara się z nich zrekonstruować pewien świat znaczeń. I właśnie tutaj zaczyna się najciekawszy problem. Ks. Tołpa pisze bowiem, że rękopisy są „literalnym kluczem” pozwalającym wejść w świat Ulmów, a ich synteza ma ukazać „specyfikę świętości” towarzyszącej męczeńskiej rodzinie. W innym miejscu rękopisy określane są wręcz jako swoisty „genetyczny kod świętego życia”. Jest to więc od początku coś więcej niż analiza materiału historycznego: dokument ma pomóc odtworzyć duchowy sens życia rodziny.

Książka robi przy tym coś bardzo cennego: pokazuje, jak szeroki był zakres zachowanej dokumentacji. Autor wymienia między innymi dwa zeszyty wojskowe z Wilna i Grodna z lat 1921–1922, szesnaście zeszytów ze szkoły w Pilźnie z lat 1929–1930, późniejsze zeszyty i notatki sporządzane w Markowej, a także listy i dokumenty Józefa oraz członków jego rodziny z lat 1927–1944. Do tego dochodzą zapisy matematyczne, wzory nawozów sztucznych, własnoręcznie rysowane mapy i inne ślady szerokich zainteresowań naukowych i praktycznych. Jednocześnie autor uczciwie zaznacza, że wiele z tych materiałów nie zostało przedstawionych w całości. Niektóre pokazano jedynie fragmentarycznie, a część świadectw świadomie pominięto. Oznacza to, że książka nie daje pełnego obrazu zachowanego zbioru rękopisów, lecz dokonuje selekcji podporządkowanej przyjętej narracji. Kiedy czytamy poszczególne fragmenty, musimy pamiętać, że nie oglądamy całego archiwum, tylko jego część wybraną przez autora i wykorzystaną do zbudowania określonej interpretacji. 

Tutaj pojawia się jednak pewna trudność, której książka nie zawsze pozwala rozwiązać w sposób jednoznaczny. Sam fakt wykonania notatki przez Ulmę nie musi jeszcze oznaczać, że zawiera ona jego własną, samodzielnie sformułowaną refleksję. W zeszytach znajdują się zarówno zapisy osobistych przemyśleń, jak i cytaty z książek, notatki z wykładów, streszczenia przeczytanych tekstów, definicje, informacje praktyczne, szkice przyszłych wypowiedzi czy materiały z zajęć. Czasami granica między tymi kategoriami jest bardzo wyraźna, czasami zaś bez znajomości całego kontekstu pozostaje trudna do ustalenia. Dobrym przykładem są niektóre notatki, których pochodzenie ks. Tołpa próbuje rekonstruować. W przypadku zapisu dotyczącego Johna Williama Drapera zaznacza, że może on być syntezą osobistej lektury, ale równie dobrze mógł powstać w związku z udziałem Józefa w kursach organizowanych przez ówczesne środowiska młodzieżowe czy uniwersytety ludowe (zob. przypis końcowy nr 31 dotyczący zapisu Dzieje stosunku wiary do rozumu J. Drapera, Przypisy końcowe, s. 248 i nast.). To ważne zastrzeżenie, ponieważ pokazuje, że nawet w przypadku obszernych i tematycznie spójnych zapisków ustalenie ich intelektualnego autorstwa może być trudne. Warto jednak zwrócić uwagę na samą książkę, której lektura pozostawiła w zeszytach Ulmy tak obszerny ślad. Dzieje stosunku wiary do rozumu Johna Williama Drapera (1874) zostały wpisane do katolickiego Indeksu ksiąg zakazanych na mocy dekretu z 4 września 1876 r. Nie ma podstaw, by twierdzić, że Józef Ulma znał ten fakt, jednak jego lektura książki podejmującej krytyczną analizę relacji między wiarą a rozumem stanowi interesujący przykład zakresu jego zainteresowań intelektualnych. Zachowana notatka świadczy o tym, że nie poprzestał na samym kontakcie z tekstem, lecz podjął próbę ujęcia jego głównych myśli. Nie przesądza to jednak, w jakim stopniu przedstawione w niej idee odzwierciedlały jego własne przekonania.

Fragment strony 285 z książki  "Ulmowie. Rękopisy. Wybrane zapiski męczeńskiej rodziny".

Dlatego warto rozróżnić dwa zdania: „Józef Ulma zapisał” oraz „Józef Ulma uważał”. Pierwsze jest stwierdzeniem źródłowym, drugie już interpretacją. W przypadku rękopisów Ulmy ta różnica może mieć zasadnicze znaczenie. Szczególnie dobrze widać to na przykładzie niewielkiego rękopisu zatytułowanego Cele życia, podpisanego w książce jako „Cele życia Józefa Ulmy wyznaczone dla siebie i jego Rodziny” (s. 285). Znajdujemy tam między innymi rozważania o szczęściu, przeciwnościach, dążeniu do celu, dobrobycie, majątku, wychowaniu dobrego człowieka i doskonałości duchowej. Sam tekst jest niewątpliwie ciekawy. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy z jego tytułu zaczynamy wyprowadzać bardzo daleko idące wnioski o osobistym systemie wartości Józefa zwłaszcza, że wymienione tam cele życiowe nie tworzą spójnego programu. Faktyczna treść sugeruje rozważania na tematy egzystencjonalne, a nie deklarację programową, zaś z samego zapisu, nie wynika czy była notatka z lektury, zapis wykładu, szkic prelekcji czy materiał do dalszego opracowania. Dlatego właściwszy byłby podpis: Zapiski Józefa Ulmy - rozważania dotyczące celów życia. 

Niezależnie do charakteru archiwalnych zapisów, ich tematyka pokazuje zakres spraw, które Józef uważał za warte zanotowania. Nawet notatka przepisana z cudzej książki mówi przecież coś o osobie, która ją przepisała: o tym, co przeczytała, co uznała za warte zachowania i jakie idee pojawiały się w jej intelektualnym otoczeniu. Dlatego mimo pewnych zastrzeżeń metodologicznych uważam, że w książce da się prześledzić rozwój zainteresowań Józefa Ulmy, choć nie należy traktować jej jako udowodnionej, linearnej biografii intelektualnej. Najstarsze zachowane zeszyty wojskowe z lat 1921–1922 pokazują człowieka, który gromadzi informacje, zapisuje wiedzę, poezję i refleksje, czyli przede wszystkim zbiera materiał. Kilka lat później zeszyty ze szkoły w Pilźnie pokazują już bardzo szeroki zakres wiedzy praktycznej: rolnictwo, hodowlę, gospodarkę, technikę i zagadnienia związane z prowadzeniem gospodarstwa. W późniejszym okresie coraz wyraźniej pojawiają się sprawy społeczne, edukacyjne, religijne i światopoglądowe. Można więc ostrożnie postawić hipotezę o przechodzeniu od gromadzenia wiedzy, przez jej praktyczne wykorzystanie, ku coraz szerszej refleksji nad społeczeństwem, religią i sensem ludzkiego życia. 

Z punktu widzenia warsztatu historycznego istotna jest Nota wydawnicza (s. 228–230), gdzie autor dość szczegółowo opisuje zasady opracowania materiału. Przede wszystkim deklaruje, że zachowano błędy gramatyczne i ortograficzne występujące w rękopisach, ponieważ posiadają one wartość historyczną. Jeśli w źródle znajdował się błąd rzeczowy albo niedomówienie, pozostawiano oryginalne brzmienie, a prawidłową informację podawano w nawiasie kwadratowym lub przypisie. Fragmenty nieczytelne oznaczano odpowiednią adnotacją. Kryptonimy, pseudonimy i skróty pozostawiano w brzmieniu źródłowym, rozwijając je w przypisach. Dopiski na marginesach lub nad wierszem mogły zostać włączone bezpośrednio do tekstu głównego, jeżeli pasowały do jego sensu. Niektóre skreślenia pomijano, jeśli uznano, że nie mają znaczenia dla narracji historycznej. Celem było więc przygotowanie tekstu możliwie czytelnego i sensownego dla odbiorcy. Książka nie ogranicza się jednak do opracowania tekstu, ale równocześnie go interpretuje. Autor deklaruje przy tym zastosowanie kilku metod, w tym metody egzegetyczno-teologicznej, analityczno-syntetycznej i krytyki źródeł. Deklaruje też ostrożność wobec argumentum ex silentio, czyli wyciągania wniosków z samego braku informacji, zaznaczając, że takie przypuszczenia będą odpowiednio sygnalizowane. To są ważne deklaracje i dobrze, że zostały w książce zamieszczone.

Jeszcze ciekawsza jest informacja dotycząca samego statusu rękopisów. Autor pisze wprost, że materiały te nie posiadały własnych sygnatur archiwalnych. Numerację i odpowiednią segregację na potrzeby publikacji przeprowadził sam, korzystając z uprzejmości Jerzego Ulmy (bratanka Józefa) aktualnego właściciela rękopisów. Dopiero dzięki pracy ks. Tołpy każdy dokument, list czy zestawienie otrzymały własny nagłówek i krótki regest. To informacja, której nie warto przeoczyć, ponieważ pozwala właściwie rozumieć oznaczenia pojawiające się w przypisach. Czytając Przypisy końcowe, spotykamy bowiem takie określenia jak „Teczka rękopisy”, „Teczka cytaty”, kolejne numery dokumentów czy zeszytów, a także materiały oznaczone jako „wolne cytaty”. Co więcej, przypisy pokazują, że katalogowanie nie było kompletne. W jednym miejscu pojawia się określenie „cytat nieobjęty katalogizacją”, w innym informacja, że pewne cytaty nie zostały skatalogowane (zob. Przypisy końcowe, przypisy 255–257). Z badawczego punktu widzenia jest to bardzo cenna informacja, bo oznacza, że system odwołań w książce jest przede wszystkim narzędziem umożliwiającym korzystanie z materiału wykorzystanego w tej konkretnej publikacji, a nie katalogiem całego archiwum. Podobnie wygląda kwestia chronologii. Autor zaznacza, że niewiele rękopisów posiada datę powstania, dlatego układ źródeł został oparty przede wszystkim na danych biograficznych głównych. Chronologia książki jest zatem częściowo rekonstrukcją autora, a nie prostym odtworzeniem dat zapisanych w dokumentach. To wszystko nie umniejsza wartości książki, lecz pozwala lepiej rozumieć, czym ona właściwie jest.

Bardzo interesującym elementem całej konstrukcji jest domowa biblioteka Ulmów, licząca ponad 350 książek. Autor określa ją jako szczególnego „świadka ich życia”, zwracając uwagę, że część książek zawiera odręczne zapiski Józefa i Wiktorii, dzięki czemu sama publikacja staje się w niektórych przypadkach źródłem dla rękopisów. To rozwiązanie jest metodologicznie ciekawe, ponieważ pozwala zestawiać trzy poziomy informacji: tekst zapisany przez Ulmę, książkę, na której marginesie pojawiła się notatka, oraz inne dokumenty pozwalające ustalić kontekst. Do tego dochodzą listy, dokumenty rodzinne i relacje. Właśnie tutaj książka jest chyba najbardziej przekonująca: nie ogranicza się do publikowania pojedynczych zdań wyrwanych z zeszytów, lecz próbuje umieścić je w szerszym otoczeniu źródłowym.

I tu dochodzimy do pytania, które postawiłem w tytule posta. Czy ks. Tołpa potraktował rodzinne archiwum Ulmów przede wszystkim jako materiał badawczy, czy też nadał mu w swojej książce status czegoś więcej – swoistej relikwii, będącej nośnikiem pamięci o świętości męczeńskiej rodziny? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ponieważ książka łączy oba sposoby patrzenia.

Od strony warsztatowej archiwum traktowane jest jak materiał badawczy. Rękopisy są porządkowane, numerowane, segregowane, opisywane, opatrywane regestami i przypisami. Autor deklaruje krytykę źródeł, rozróżnia tekst źródłowy od późniejszych objaśnień, zaznacza nieczytelne fragmenty, zachowuje błędy ortograficzne i podejmuje próbę ustalenia pochodzenia poszczególnych zapisków. Na tym poziomie mamy do czynienia z rzeczywistą pracą nad źródłami.

Z drugiej strony cel książki jest wyraźnie szerszy. Rękopisy nie są tylko świadectwem tego, co Józef czytał, pisał i robił. Mają prowadzić czytelnika do odkrycia „dynamiki Ulmów”, ich świata duchowego, a w konsekwencji także „specyfiki świętości” męczeńskiej rodziny. To nie jest już tylko pytanie historyka: „co znajduje się w dokumencie?”, ale również pytanie: „co ten dokument mówi o świętości osoby, która go pozostawiła?”. I dlatego określenie archiwum jako swoistej „relikwii” nie musi być traktowane jako zarzut. Chodzi raczej o wskazanie, że materiały rodzinne pełnią w książce podwójną funkcję: są dowodami historycznymi, ale jednocześnie są nośnikami pamięci i znaczenia religijnego. Wydaje mi się, że właśnie to podwójne podejście najlepiej opisuje charakter publikacji.

Ostatecznie książkę ks. Pawła Tołpy określiłbym więc nie jako krytyczne wydanie rękopisów Ulmów, lecz jako interpretację wybranego korpusu źródeł rękopiśmiennych. To rozróżnienie jest istotne, ponieważ pozwala uniknąć zarówno zbyt surowej krytyki, jak i przypisywania publikacji funkcji, których w rzeczywistości nie spełnia. Jeżeli ktoś szuka pełnego katalogu rodzinnego archiwum, dokładnej inwentaryzacji wszystkich rękopisów i krytycznej edycji każdego tekstu, ta książka mu tego nie daje. Sam autor zresztą wyraźnie informuje, że część materiałów została pominięta, część pokazano fragmentarycznie, a system numeracji i segregacji został przygotowany na potrzeby publikacji.

Jeżeli jednak pytamy, czy z książki można dowiedzieć się czegoś nowego o intelektualnych zainteresowaniach Józefa Ulmy, jego lekturach, sposobie gromadzenia wiedzy i świecie, w którym funkcjonował, odpowiedź jest zdecydowanie twierdząca. Szczególnie interesujące wydaje mi się właśnie zestawienie kolejnych warstw materiału: zeszytów wojskowych z początku lat dwudziestych, notatek szkolnych z Pilzna, materiałów praktycznych związanych z rolnictwem, późniejszych zapisków dotyczących życia społecznego i religii oraz książek z zachowanymi marginaliami. Dopiero z takiego zestawienia zaczyna wyłaniać się człowiek, którego zainteresowania nie ograniczały się do jednej dziedziny i który przez całe życie gromadził wiedzę oraz próbował ją wykorzystywać. 

Być może największą wartością tej książki, jest nie tyle odpowiedź na pytanie, „jaki naprawdę był Józef Ulma”, lecz pokazanie niezwykle ciekawego materiału, z którego dopiero można próbować taką odpowiedź budować. Otwartą pozostaje jednak kwestia: na ile ten ogromny i nadal nie w pełni skatalogowany zasób będzie w przyszłości dostępny dla dalszych badań historycznych? Publikacja pokazuje bowiem, że poza materiałem zamieszczonym w jej 304 stronach istnieje jeszcze znacznie większy korpus źródeł. I być może właśnie on będzie w przyszłości najciekawszym polem badań nad Ulmami.

Nota: Przy opracowaniu tego tekstu korzystałem również z pomocy ChatGPT (model GPT-5.6), przede wszystkim przy analizie materiału źródłowego, porządkowaniu argumentacji i redakcji tekstu. Ostateczna treść, dobór źródeł oraz przedstawione oceny i wnioski należą do autora.

4 komentarze:

  1. W trakcie wymiany zdań jaka nastąpiła po opublikowaniu przez Pana tekstu "Książki Józefa Ulmy" napisałem, między innymi:

    "Będę jednakże twierdzić, iż jakaś forma przeprosin/ekspiacji za grzechy/błędy kościoła wobec chłopów byłaby bardzo wskazana. Wszakże przez kilkaset lat ów kościół wespół ze szlachtą i Żydami był jednym z elementów brutalnej eksploatacji chłopów ze skutkami przecież dobrze nam znanymi. A to że bywali reprezentanci kościoła odstający od tego schematu - to tylko potwierdza zasadę o wyjątkach potwierdzających regułę. Pańska propozycja aby w ramach owej pokutniczej postawy kościół sfinansował rzetelne badania historyczne dot. Ulmów i środowiska w którym żyli - jest i owszem - do przyjęcia. Jednakże znając teraźniejsze realia wiem, iż taki scenariusz jest nadzwyczaj mało prawdopodobny. Rzetelne badania historyczne ujawniłyby bowiem szereg "szkieletów w szafie", o których już wiemy, że istnieją jak również takich, co do których mamy intuicyjne przeczucie, iż mogą się pojawić i które mogłyby postawić pod znakiem zapytania przyjętą (jak zawsze) cukierkową, czarno - białą formułę hagiograficzną."

    "Problem z Ulmami polega na tym, iż stali się osnową pewnego projektu z zakresu polityki historycznej, co oznacza, iż obiektywne, rzetelne, naukowe badania zagadnienia będą niemile widziane przez środowisko które forsuje tę "agendę" - gdy tylko ujawnią fakty i okoliczności odstające lub wręcz będące na kolizyjnym kursie z przyjętym konceptem socjotechnicznym. Jestem więc sceptykiem co do szans na realizację pańskiego postulatu - chyba że pojawi się kontra ze strony oponentów owego projektu w postaci opracowań ukazujących te aspekty zagadnienia, które są/będą pomijane przez stronę ortodoksyjną. Przy czym - niestety - nie jest wykluczone, iż w takim ujęciu owe "kontry" też będą skażone subiektywizmem i tendencyjnymi skłonnościami. Przyjdzie więc - w takiej sytuacji - wybierać ziarna prawdy spośród plew, tak z jednego koszyka jak i z drugiego - żeby finalnie zebrać "wartościowy plon". "Sprawa Ulmów" w tym kontekście przypomina, mutatis mutandis, coraz bardziej fenomen holokaustu czy tzw. '"rzezi wołyńskiej" - które to zagadnienia mają obecnie charakter zdecydowanie bardziej polityczny niż historyczny".

    Bieżący tekst - równie intersujący jak poprzedni - potwierdza w mej opinii pogląd zaprezentowany powyżej. Ksiądz, autor książki, którą wziął Pan na tapet, nie jest obiektywnym badaczem/historykiem, nie wziął On pod lupę cennego archiwum domowego Ulmów w celu "ustalenia jak to właściwie było". Reprezentuje On bowiem instytucję, której celem jest forsowanie określonego obrazu/wizji Józefa Ulmy i Jego rodziny - zgodnie z przesłankami o których wyżej w cytatach. Fakt, iż skoncentrował się na wybranym/przebranym materiale jak również próba jego jednostronnej przecież interpretacji - jednoznacznie na to wskazują.
    Obydwaj dobrze wiemy że Józef Ulm nie był postacią banalną, tuzinkową, że poszukiwał, miał wątpliwości, że Jego aktywność oraz poglądy jakie prezentował były niejednokrotnie na kursie kolizyjnym z ówczesną ideologią kościoła. Bez zbędnym ceregieli wypada stwierdzić, że aby uzyskać pełny, obiektywny/obiektywniejszy obraz sylwetki Józefa Ulmy należy sięgnąć do pozostałej - najpewniej wcale zasobnej - części archiwaliów, które zostały pominięte przez Ks. Tołpę. Z tego co Pan pisze wynika, że są one prywatną własnością Krewnego Józefa Ulmy. Pojawia się pytanie czy On, będąc strażnikiem domowego archiwum - zechce udzielić wglądu do niego zawodowym, obiektywniejszym historykom, czy też ulegnie presji otoczenia i opowie się za kreowaniem określonej wizji swojego wielkiego krewniaka, blokując dostęp do materiałów, które mogłyby na takową rzucić jakiś cień. Ano, czas pokaże. Przypomina mi się w tym momencie Władysław Mickiewicz i Jego jakże wytrwałe i długoletnie praktyki czynienia z ojca postaci spiżowej, bez skazy - którą później, jakże mozolnie musiał odbrązawiać Boy - Żeleński.

    Pozdrawiam,


    Artur Ziaja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Arturze - dziękuję za obszerny i jak zawsze interesujący komentarz. Ponieważ podejście badawcze jest mi bliskie, zgadzam się z potrzebą krytycznego podejścia do źródeł i pracy badawczej nie będącej hagiografią. Uznaję jednak potrzebę czytania tych dokumentów również przez perspektywę wiary, chociaż mam wątpliwość czy w jednej książce, przez jednego autora.
      Zgadzam się, że Józef Ulma nie powinien być przedstawiany wyłącznie przez pryzmat późniejszej martyrologii i procesu beatyfikacyjnego. Był człowiekiem o określonych zainteresowaniach, samodzielnie poszukującym wiedzy, podejmującym własne inicjatywy i funkcjonującym w konkretnym środowisku społecznym, religijnym i historycznym. Poznanie jego życia wymaga uwzględnienia całej dostępnej dokumentacji, a nie tylko tej, która pasuje do przyjętej wcześniej interpretacji.
      Jednocześnie byłbym ostrożny z założeniem, że samo autorstwo księdza Tołpy przesądza o braku obiektywizmu, a wybór określonych materiałów jednoznacznie dowodzi świadomego kreowania hagiograficznego obrazu. Aby taką tezę uzasadnić, należałoby wskazać konkretnie, jakie dokumenty zostały pominięte, co z nich wynika i w jaki sposób mogłyby zmienić przedstawiony obraz Józefa Ulmy.
      W tym kontekście istotny jest jeszcze jeden szczegół. Ks. Paweł Tołpa nie jest zewnętrznym komentatorem wcześniejszej publikacji Jerzego Ulmy, lecz miał swój udział w jej powstaniu. Książka Błogosławiony Józef Ulma. Opowieść pisana życiem. O moim wujku „Ulmanie” słów kilka, wydana w 2024 roku, powstała na podstawie rozmowy w formie wywiadu ks. Tołpy z Jerzym Ulmą, bratankiem Józefa. Ks. Tołpa znał więc już wcześniej rodzinne świadectwa i materiały, które stały się podstawą tej opowieści. Chciałbym przy tym podkreślić, że to właśnie Jerzy Ulma w poprzedniej książce w znacznym stopniu odbrązowił postać swojego wuja. Pokazał go nie tylko jako człowieka niezwykłego, ale również jako osobę funkcjonującą w codzienności, z jej obowiązkami, trudnościami i ograniczeniami. Przywołał materiały dotyczące zainteresowań Józefa, jego lektur i poglądów, ukazując człowieka samodzielnie myślącego, poszukującego i nie zawsze mieszczącego się w uproszczonych schematach. To ważne, ponieważ komplikuje tezę, że rodzinne archiwum i jego opiekun muszą służyć wyłącznie utrwalaniu określonego, idealizowanego wizerunku. Oczywiście nie oznacza to, że poprzednia i obecna publikacja wyczerpują temat, ani że nie należy poddawać ich krytycznej analizie. Przeciwnie, właśnie dlatego warto sięgnąć do pozostałych materiałów i sprawdzić, czy pozwalają one jeszcze pełniej zrozumieć Józefa Ulmę. Pańska uwaga dotycząca rodzinnego archiwum jest zatem szczególnie istotna. Jeżeli zachowała się większa część dokumentacji, warto byłoby zadbać o jej fachową inwentaryzację, zabezpieczenie i udostępnienie badaczom, oczywiście z poszanowaniem praw właścicieli oraz ewentualnych ograniczeń wynikających z charakteru materiałów.
      Nie zakładałbym jednak z góry, że krewny Józefa Ulmy będzie chciał blokować dostęp do dokumentów ani, że ewentualne ograniczenia muszą wynikać z dążenia do ochrony określonego wizerunku.
      Wydaje mi się, że w jednym jesteśmy zgodni: Józef Ulma zasługuje na to, aby poznawać go nie tylko jako symbol, ale również jako konkretnego człowieka, osadzonego w realiach swojej epoki. A to wymaga badań, które nie będą podporządkowane z góry ustalonemu wynikowi.

      Usuń
  2. "Jeżeli zachowała się większa część dokumentacji, warto byłoby zadbać o jej fachową inwentaryzację, zabezpieczenie i udostępnienie badaczom, oczywiście z poszanowaniem praw właścicieli oraz ewentualnych ograniczeń wynikających z charakteru materiałów.
    Nie zakładałbym jednak z góry, że krewny Józefa Ulmy będzie chciał blokować dostęp do dokumentów ani, że ewentualne ograniczenia muszą wynikać z dążenia do ochrony określonego wizerunku.".

    Też mam taką nadzieję. Historia, co prawda, dostarcza licznych przykładów członków rodzin wielkich postaci - którzy często w dobrej wierze, a powodowani błędnymi przesłankami, dopuszczali się - tak to nazwijmy - nadużyć w stosunku do spuścizny po swych wybitnych krewniakach. Ale bądźmy dobrej myśli. Pikanterii swoistej zaistniałej sytuacji dodaje fakt, iż najpewniej archiwalia dotyczące Józefa Ulmy - nie zawierają żadnych, OBIEKTYWNYCH, informacji kompromitujących Jego osobę i dzieło. Przeciwnie, te ewentualne informacje, de facto najprawdopodobniej tylko ubogacają Jego osobowość i czynią Jego życie tym bardziej godnym naśladowania i czerpania z Niego wzorów zachowań. Problem leży tylko w tym, iż mogą one być na kursie kolizyjnym, ze stanowczo forsowanym jedynie słusznym wizerunkiem Jego osoby.
    Podsyłam Panu link do artykułu, który wpasowuje się w problematykę przez Nas debatowaną, zamieszczając jego krótki fragment:

    "Ta „uprawa” pola społecznej pamięci dokonuje się rękami rozmaitych „rolników”. Czynią to instytucje państwowe, takie jak Instytut Pamięci Narodowej, ale dokonuje się to również poprzez nadawanie kształtu ekspozycjom muzealnym, ustanawianie „miejsc pamięci”, politykę oświatową, preferowanie określonych tematów badań i ułatwianie ich finansowania etc. Wszystkie te działania, które często mają na względzie interes polityczny władzy, opozycji lub rozmaitych stowarzyszeń i środowisk, nazywamy „polityką pamięci”. Nie musi być ona świadomą i cyniczną manipulacją, choć niestety często tak bywa.Największym zagrożeniem dla dobrej pamięci o Ulmach zdaje się zjawisko dążenia do zawłaszczenia, czyli do uczynienia historycznych postaci, miejsc czy grup czyjąś, sui generis, własnością. W ostatnich latach niejednokrotnie podczas różnych uroczystości upamiętniających, gdy pojawiali się na nich przedstawiciele innego „plemienia”, mogli usłyszeć: „idźcie stąd, to nasi bohaterowie, wy macie swoich”.
    Prywatyzacja pamięci to niezwykle groźne zjawisko, pogłębiające podziały w naszym społeczeństwie, niszczące ostatnie elementy wspólnoty. Bohaterowie przeszłości są zapisywani do któregoś z dzisiejszych „plemion”, co powoduje, że przestają interesować, a nawet budzą niechęć wyznawców innej politycznej opcji. Z historią nie ma to nic wspólnego, z polityką owszem."
    https://wiez.pl/2023/09/09/wyrwac-ulmow-z-pulapki-polityki-pamieci/

    Pozdrawiam,


    AZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za podesłany artykuł - już go kiedys czytałemm i chociaż nie ze wszystkim się zagadzam, myślę, że dośc dobrze oddaje on problem, który warto rozpatrywać również w odniesieniu do Józefa Ulmy. Zgadzam się, że niebezpieczeństwo zawłaszczenia pamięci polega na sprowadzaniu postaci historycznej do jednej, wygodnej dla określonego środowiska interpretacji. Tym bardziej że Józef Ulma był człowiekiem o znacznie bogatszej biografii niż ta, którą zazwyczaj przedstawia się w oficjalnych narracjach związanych z jego beatyfikacją.
      W tym kontekście zastanawia mnie pewna asymetria. Prawo i Sprawiedliwość niewątpliwie włączyło Ulmów do swojej narracji patriotycznej i polityki historycznej. Nie oznacza to jednak automatycznie, że partia próbowała uczynić z nich wyłączną własność ideową. Warto odróżnić wykorzystywanie określonego wymiaru biografii od próby całkowitego zawłaszczenia pamięci o bohaterze.
      Z drugiej strony interesujące jest to, że środowiska ludowe, a zwłaszcza PSL, mimo historycznych podstaw do odwoływania się do społecznego i ideowego dziedzictwa Józefa Ulmy, nie wydają się dotąd szczególnie wyraźnie eksponować tego wątku. Oczywiście pojawiały się takie inicjatywy, ale mam wrażenie, że pozostawały raczej nieśmiałe i rozproszone. A przecież można byłoby przedstawiać Ulmę również jako człowieka związanego z ruchem ludowym, samokształceniem, aspiracjami społecznymi wsi i określonymi poglądami na kwestie społeczne. Nie byłoby to zaprzeczeniem jego religijności ani bohaterstwa. Przeciwnie – pozwoliłoby pokazać, że te różne aspekty jego życia mogły ze sobą współistnieć.
      Właśnie dlatego tak ważne wydaje mi się zachowanie dostępu do rodzinnego archiwum i poddanie go możliwie wszechstronnym badaniom. Nie po to, aby poszukiwać materiałów kompromitujących Józefa Ulmę, lecz aby poznać go w całym bogactwie jego osobowości, zainteresowań, poglądów i uwarunkowań epoki.
      Jestem przekonany, że Józef Ulma nie potrzebuje ochrony przed pełniejszą prawdą o swoim życiu. Jeśli jego postawa ma być rzeczywiście inspirująca, powinna być poznawana w sposób możliwie wolny od politycznych i ideologicznych uproszczeń. Wtedy jego pamięć nie będzie własnością żadnego środowiska, lecz częścią wspólnego dziedzictwa historycznego.

      Usuń